Sekretne życie introwertyków.

Raczej do wszelkich poradników podchodzę z większą ostrożnością niż do jeża. Bo duża ich cześć próbuje na silę zmienić czytelnika. W przypadku „Sekretne życie introwertyka. Przewodnik dla cichych i tych, którzy chcą ich zrozumieć” jest inaczej. Dlaczego? Nie próbuje zmienić na silę introwertyka w duszę towarzystwa. Mało tego na konkretnych przykładach pokazuje, jak z bycia introwertykiem uczynić swój atut. Wydaje się niemożliwe ? Nieprawda! Może nie od razu introwertyk będzie skalał z radości na wieść o balu, zaproszeniu na imieniny. Ale za to z chęcią umówi się na kawę, ciastko, czy pogaduszki z dawno niewidzianą koleżanką. I zrobi to z radością. Bo od dużego grona znajomych na fb woli wąskie,ale za to sprawdzone grono przyjaciół. Nie liczy się przecież ilość, lecz jakość nawiązywanych relacji.

Wiele osób zastanawia się pewnie, jak wygląda życie towarzystwie introwertyka? Jeśli nie lubi on bywać na imprezach, a rozmowa o niczym na imieninach męczy go bardziej niż najcięższa praca? My introwertycy zwyczajnie inaczej rozumiemy pojecie życie towarzyskie. Wręcz wydaje nam się dziwne, jak można lubić wszelkie imprezy? My wolimy głęboką rozmowę od pustej gadaniny. Rozmowa o ostatnio przeczytanej książce filozoficznej w przerwie po pierwszym wykładzie? Dziwne? Nie dla mnie. Normalne i daje poczucie,że rozmowa o idei platońskiej może być fascynująca. 

Książka Sekretne życie introwertyków

zdjęcie pochodzi ze strony: https://nakanapie.pl/ (dostęp 01.02.2021).

Autorka bardzo prosto wyjaśnia takie terminy, jak kac introwertyczny, czy paraliż analityczny. Daję przy tym konkretne wskazówki, jak sobie z nimi skutecznie radzić. Przyznaje,że nie miałam zielonego pojęcia, czym jest kac introwertyczny. A tym bardziej, jaki jest na niego skuteczny sposób. A nie jest on niczym innym, jak za dużą ilością bodźców. Jaka jest na niego recepta? Zwyczajnie cisza. Bo w niej możemy naładować nasze baterie energetyczne. Albo bycie zwyczajnie samemu. W samotności lub przed zaśnięciem często przychodzą mi najlepsze pomysły. Czyli prawie, jak Einstein umiem powiedzieć: Eureka! Już wiem! Nie raz żałowałam, że pod poduszką nie mam ołówka z notesem do zapisywania pomysłów ;): ) I nie wiedziałam, że rozpoczyna się, wtedy proces inkubacji.
Raczej do wszelkich poradników podchodzę z większą ostrożnością niż do jeża. Bo duża ich cześć próbuje na silę zmienić czytelnika. W przypadku „Sekretne życie introwertyka. Przewodnik dla cichych i tych, którzy chcą ich zrozumieć” jest inaczej. Dlaczego? Nie próbuje zmienić na silę introwertyka w duszę towarzystwa. Mało tego na konkretnych przykładach pokazuje, jak z bycia introwertykiem uczynić swój atut. Wydaje się niemożliwe ? Nieprawda! Może nie od razu introwertyk będzie skalał z radości na wieść o balu, zaproszeniu na imieniny. Ale za to z chęcią mówi się na kawę, ciastko, czy pogaduszki z dawno niewidzianą koleżanką. I zrobi to z radością. Bo od dużego grona znajomych na fb woli wąskie,ale za to sprawdzone grono przyjaciół. Nie liczy się przecież ilość, lecz jakość nawiązywanych relacji.

Wiele osób zastanawia się pewnie, jak wygląda życie towarzystwie introwertyka? Jeśli nie lubi on bywać na imprezach, a rozmowa o niczym na imieninach męczy go bardziej niż najcięższa praca? My introwertycy zwyczajnie inaczej rozumiemy pojecie życie towarzyskie. Wręcz wydaje nam się dziwne, jak można lubić wszelkie imprezy? My wolimy głęboką rozmowę od pustej gadaniny. Rozmowa o ostatnio przeczytanej książce filozoficznej w przerwie po pierwszym wykładzie? Dziwne? Nie dla mnie. Normalne i daje poczucie,że rozmowa o idei platońskiej może być fascynująca. 

Autorka bardzo prosto wyjaśnia takie terminy, jak kac introwertyczny, czy paraliż analityczny. Daję przy tym konkretne wskazówki, jak sobie z nimi skutecznie radzić. Przyznaje,że nie miałam zielonego pojęcia, czym jest kac introwertyczny. A tym bardziej, jaki jest na niego skuteczny sposób. A nie jest on niczym innym, jak za dużą ilością bodźców. Jaka jest na niego recepta? Zwyczajnie cisza. Bo w niej możemy naładować nasze baterie energetyczne. Albo bycie zwyczajnie samemu. W samotności lub przed zaśnięciem często przychodzą mi najlepsze pomysły. Czyli prawie, jak Einstein umiem powiedzieć: Eureka! Już wiem! Nie raz żałowałam, że pod poduszką nie mam ołówka z notesem do zapisywania pomysłów ;): ) I nie wiedziałam, że rozpoczyna się, wtedy proces inkubacji.

Ponieważ introwertyk wszystko przeżywa w środku i często jest skupiony bardziej na innych niż na sobie zdarza się, że zapomina o swoich potrzebach. Granneman piszę: ” Jeśli jesteś introwertykiem, który nie potrafi o siebie walczyć, pamiętaj, że Twoje potrzeby są równię ważne, co innych ludzi” s. 305. Znajome? Jak najbardziej dlatego sięgnij po ten tytuł. Bez wątpienia warto ;):).

Najlepsze przychodzi niespodziewanie :):).

 

Możliwość dzielenie się tym, co dla mnie ważne przez pandemie została dość mocno ograniczona, bo spotkania naszej grupy zostały zawierzone Widząc, jak dużo dała mi możliwość robienie notatek przy fragmencie Ewangelii, który rozważałam napisałam do https://maluczko.com (dostęp 27.12. 2020), czy coś przygotowali,ale nie miałam żadnej odpowiedzi. Kiedy już pomyślałam” nic pewnie nie będzie”, wtedy zobaczyłam to: 


dostęp 27.12.2020. 


Pierwsza myśl: Jak to ?  Jest ktoś, chce poświecić swój czas, żeby kogoś wysłuchać, może pomilczeć poradzić? Podzielić się swoim spojrzeniem na Boga? I jak to u mnie najczęściej bywa zaraz szybko pojawiły się wątpliwości. Że  to nie dla mnie. Postanowiłam, że jednak mimo to napiszę i spróbuje, zobaczę, co z tego wyjdzie. I nie żałuje, bo stało się wiele dobra. Za które dziękuję ;):). Wiem, że „Posłuchamy Cię w Adwencie” to odpowiedz na to czego potrzebowała. I to odpowiedz z samej Góry. A jeśli tak to najlepsza z możliwych. 

 

Ponieważ dobrem należy się dzielić wszyło mi, coś na kształt podsumowania/ świadectwa: 


Możliwość rozmowy, a dokładniej wysłuchanie jest obecnie czymś bezcennym. Bo przecież ktoś bezinteresownie daje Ci to, czego odzyskać nie może- czas. Którego niemal wszystkim brakuje i chyba nikt go nie ma za dużo. A tutaj taki przedświąteczny prezent. Co ta rozmowa mi dała ? Masę dobra, jeszcze więcej spokoju, ale też i łzy. Takie, których się zupełnie nie spodziewałam,ale były mi one potrzebne. Przede wszystkim jednak dostałam bardzo cenną radę, wskazówkę. Co może oznaczać to, co czuje. Gdzie konkretnie mogę się nad tym zastanowić. I najważniejsze, Kto może mi w tym pomóc. A największe dobro? Pozytywne spojrzenie na Pana Boga. Proste ? Nie dla wszystkich i nie w każdej sytuacji. I chyba jeszcze, coś: przypomnienie, że On może rozwiązać wszystko. Nawet moje wątpliwości. 

Kobieta w lustrze Eric Emmanuel Schmitt

Swoją przygodę z twórczością Schmitta zaczęłam od „Oskara i Pani Róży”. Ten tytuł z resztą, jak i „Dziecko Noego”, czy „Kwiaty Koranu” nie przeczytałam ,ale wręcz pochłonęłam. Natomiast, jeśli chodzi o „Kobiety w lustrze” był taki moment, że do jej czytania niemal się zmusiłam. Nie wiem, czy wynikało to z tego, że Hanna wręcz działała mi na nerwy i jej postępowanie.
Wszystkie trzy bohaterki łączy jedno: poszukiwanie swojej drogi, miejsca na ziemi. I wszystkie czują się nieszczęśliwe, bo otoczenie tego nie zauważa. Z resztą one same nie były pewne, czy droga, którą wybiorą jest dobra.
To, co dla mnie ważne w tej książce to motyw przewodnika. Kogoś, kto towarzyszy w czasie drogi.

Przerażające jest to, że nikt nie zareagował na bez postawne oskarżenia dotyczące Anny z Brugii. Autor z mistrzowską dokładnością opisał cały niszczący mechanizm nienawiści i zła. I jego destrukcyjnego działania na przykładzie Idy, kuzynki Anny z Brugii. Ale także widać wyraźnie szkic epoki, w której żyła każda z bohaterek.

 

Książka Kobieta w lustrze

zdjęcie pochodzi ze strony: https://nakanapie.pl/ (dostęp 20.12.2020)

I tak, Anna Lee gwiazda Hollywood jest świadoma zepsucia środowiska, w którym się obraca. Jednak postanawia podjąć leczenie zerwać z nałogami. Nie tylko się jej to udaje. Ale wyzwala się spod wpływu władczej, nastawionej na korzyści finansowe za wszelką cenę, agentki Johany. Zmienia też podejście do swojej kariery. Odtąd postanawia grać tylko w tych filmach, których scenariusze ją zainteresują. I zamiast kolejnej dobrze zapowiadającej się komedii wybiera film o Annie z Brugii.

Anna z Brugii ma niebywała odwagę. Bo trzeba ją mieć. Szczególnie, gdy osoba, której zwracamy uwagę lub krytykujemy jest od nas wyżej w hierarchii Kościoła. Anna jest prosta w tym, co mówi. I w tym, w co wierzy. Z Bogiem nie można się targować. Dlatego nie można kupić odpustów. Anna wprost krytykuje również praktykę umartwiana się diakona. Mówi o tym głośno, za co przyjdzie jej zapłacić wysoką cenę.

Hanna natomiast wiersze, które pisała Anna z Brugii poddaje czystej psychoanalizie. I rozkłada jej na czynniki pierwsze tylko pod tym kątem. A to zawęża pole widzenia.
Bardzo dobre spięcie klamrą wszystkich bohaterek przez osobę reżysera filmu.Który okazuje się wnukiem przyjaciółki Hanny, Greeten

Jak to u Schmitta dużo elementów baśniowych, jak choćby spotkania Anny z wilkiem.Siła, którą daje lipa i to,że przetrwała do czasów Anny Lee jednocześnie symboliczne,ale też mało prawdopodobne. Jadnak mimo moich mieszanych uczuć książkę warto przeczytać choćby po to, żeby mieć swoje zdanie.

 

Adwent bez żadnego planu.

Każdy z nas ma swój własny sposób na dobre, owocne przeżycie adwentu. Bo, ilu ludzi tyle sposobów. Ważne, żeby to, co wybiorę było dla mnie dobre. I żeby nie iść w swoim wyborze za bardzo za nawet najlepszą, wynikającą z największej życzliwości sugestią. Jeśli z racji wykonanej pracy dużo czasu spędzam w sieci to nie jest trafionym pomysłem fundowanie sobie rekolekcji w sieci. Świetną opcją będzie natomiast zawsze czas na rozważania Słowa. I tutaj dobrym pomysłem jest sięgniecie po Notes Duchowy do Spotkań ze Słowem od Wydawnictwa  Pallottinum i Maluczko. Sama korzystam, wiec wiem o czym piszę. Tym bardziej, że obecnie chyba zatraciliśmy potrzebę pisania. Szczególnie ręcznego. Magda Urbańska powtarzam się po raz nie wiem, który, ale ogromne dziękuje jeszcze raz :):). 

Notes1-Maluczko-3-okladka

 zdjęcie pochodzi ze strony: https://maluczko.com/ (dostęp 04. 12.2020)


Zawsze dobrą alternatywą będzie książka :):) I tutaj od razu nasuwa mi się ” Plaster miodu” o. Adama Szustaka, która prowadzi czytelnika przez adwent dzień po dniu w oparciu o rozważania fragmentu Ewangelii. Tutaj również jest miejsce na notatki.

Plaster miodu - Szustak Adam

 zdjęcie pochodzi ze strony: https://www.empik,com.pl (dostęp 04.12.2020) 


Ponieważ od dłuższego czasu mam w sobie potrzebę ciszy i milczenia przed Panem to nie wybiorę rekolekcji w sieci. A może w tej materii górę bierze zamiłowanie do książek? Przez wieki były i są nadal skarbnicą, która przechowywała geniusz ludzkiej myśli i talentu. 

A może, po prostu pobyć w ciszy w Jego towarzystwie tak zwyczajnie?  Bez  żadnego planu ? Bo najlepszy plan to jego brak :):).  Najprostsze rozwiązania są najlepsze :):) 

Złoty szlak. Kroniki Archeo Agnieszka Stelmaszyk.

Czas na po weekendową recenzję „Złotego szlaku”, który jest jedenastym tomem serii Kronik Archeo Agnieszki Stelmaszyk. Wiem, że książki są czytane nie po kolei, ale w takiej kolejności zostały zakupione przez bibliotekę ;):).


Tym razem rodziny Ostrowskich i Gardnerów spędzają wakacje w Afryce. Jednak beztroski czas wypoczynku zostaje przerwany, ponieważ rodzice Bartka, Ani, Jima, Martina i Mary Jane zostają poproszeni o pomoc w rozwiązaniu zagadki zaginięcia archeolog. Komu zależało na poznaniu zagadki ukrytej na złotym kartuszu ? I czy faraon mógł być  czarnoskóry?  Jaki skarb skrywa grobowiec  faraona Tharaki? Tym razem to rodzice grupy nastoletnich przyjaciół sami, niczym detektywi próbują rozwiązać zniknięcia archeolog Coreen Cormann. Jednocześnie sami przeżywają  przygody.  Na,jaki pomysł wpadnie Beata Ostrowska, aby rozwiązać zagadkę zniknięcia Coreen?

https://image.ceneostatic.pl/data/products/81581206/i-zloty-szlak-kroniki-archeo.jpg

zdjęcie pochodzi ze strony: https://www.ceneo.pl (dostęp 17.11.2020).

Natomiast grupa przyjaciół pod opieką Ofelii Łyczko zwiedza rezerwaty miedzy innymi Masai -Mara, którego nazwa pochodzi od plemienia Masajów, czy rezerwat Tsavo.  I tutaj w samym środku rezerwatu zostają napadnięci przez szajkę, która próbuje rozwiązać zagadkę złotego kartusza. Ofelia, aby wezwać pomoc i  ratować młodych podróżników  wyrusza   w ciemną noc przez sawannę, gdzie ma spotkanie oko w oko z lwem. Ale, jak to Ofelia z każdej opresji wyjdzie zwycięsko.  Grupa przyjaciół przeżyje mnóstwo przygód od hotelu na drzewie, przez balonowe safari aż po tajemnicze miasto Gedi.

Jesteście ciekawi, jak zakończy się afrykańska przygoda grupy podróżników? Zajrzyjcie na kary „Złotego szlaku” kolejnej części Kronik Archeo, bo naprawdę warto!Bardzo dużo ciekawych informacji o dynastii Kusz, Masajach, przyrodzie. Książkę polecam i to bardzo :):)

Oliwa?

Jaka jest jakość mojej oliwy ?
Oliwa z  niedzielnego  rozważanego fragmentu Ewangelii bardzo, często rozumiana jest, jako wiara. I od wczoraj chodzi za mną pytanie: jaka jest jakość mojej oliwy- wiary? Do, czego jej bliżej do słabej jakości oleju z marketu? Czy oliwy z oliwek z pierwszego tłoczenia, czyli dobrej jakości? I od czego jej jakość zależy?
Bywa różnie. Raz jest niczym najtańszy olej z marketu. A innym razem jak dobrej jakości oliwa z oliwek.

Od czego zależy jakość mojej wiary? Ważnymi jej składnikami dla mnie są sakramenty.  Eucharystia niedzielna  jest bardzo ważna dla mnie. Nigdy nie traktowałam jej , jak obowiązku, do zaliczenia. Zawsze jest to okazja do spotkania z Panem. Przecież tak naprawdę  o Niego chodzi.

Duże znaczenie ma także  dla mnie spowiedź, która pomaga mi wróć, kiedy za daleko odejdę od Najwyższego.  I chociaż konfesjonał jest trudny. A czasem nawet bardzo trudny. To zawsze jest nową szansą na zaczęcie od nowa. I tutaj chciałabym się podzielić jedną wydaje mi się,że cenną radą: kiedy odczuwasz przed spowiedzią  niepokój, obawy, czy lęk mimo wszystko idź do kratek konfesjonału. A o swoich obawach powiedz spowiednikowi. Jest po drugiej stronie konfesjonału, żeby pomoc. Chodź, co czasem nam umyka jest też człowiekiem, który może być zmęczony, boleć Go ząb, głowa, czy mieć po prostu gorszy dzień.  To przez jego ręce mamy odpuszczenie grzechów dane mocą święceń.    Spowiedź jest szansą  przede wszystkim na przyjęcie bożego przebaczenia i miłosierdzia. Chociaż niemal zawsze wydaje mi się, że jest jego za dużo.  

Oliwkowy, Olej, Green, Oliwa Z Oliwek

zdjęcie pochodzi ze strony: https://pixabay.com/pl/ (dostęp 10.11.2020.)

Od dawna cenię sobie łaskę adoracji Najświętszego Sakramentu, chociaż bardzo często po całym tygodniu  nad pragnieniem serca by  być przy Nim bierze górę zmęczenie. I niestety zdarza mi się ją odpuszczać.

Jak widać bywa różnie z tą moją oliwą, ale to nie znaczy, że nie będę próbować się zmieniać na lepsze.Choćby o krok do przodu. Zawsze dzięki Jego łasce.

Zadra w sercu.

Rozważając fragment Ewangeli uświadomiłam sobie bardzo wyraźnie, że wciąż jest we mnie bolące miejsce, którego nie pokazałam przy ostatniej spowiedzi. Dlaczego? Spowiednikowi ufam, więc niczego się nie obawiałam. Rachunek sumienia też zrobiłam solidnie, czyli wszystko wydaje się być w porządku.


Ktoś zapyta, w czym problem ? Jest i to wyraźny. Zarówno przy rachunku sumienia, jak i w czasie spowiedzi sama nie widziałam, że w sercu wciąż mi siedzi niczym zadra sprawa, która boli. A jeśli sama nie widzę w danym momencie to, że nie umiem o tym powiedzieć, : boli w tym konkretnym miejscu to, jak ma to widzieć spowiednik?

Co innego Jezus, który wie wszystko. Ale On nie zrobi nic bez mojego chcę, pomóż. I tu pojawia się pytanie: po, co Jezusowi moja zgoda? Bo zostawił mi, jak każdemu wolną wolę. Chce, żebym powiedziała o tym, że potrzebuje pomocy sama bez przymuszania. Prosząc Jego o pomoc, nigdy nie czułam się poniżona. „Bo On tak przychodzi.”

Czy mam panikować z tego powodu, że nie zauważyłam tego miejsce, które wciąż wymaga Jego pomocy? Nie zamierzam panikować, ani wpadać w poczucie winy. Na pewno przy następnej spowiedzi powiedzieć, że wciąż jest to bolące miejsce i wymaga bożego opatrunku.  

Pokuta może insprować?

Pytanie postawione w tytule wpisu wydaje się dość przewrotne. Bo skojarzenia od razu chyba większości z nas są na nie.

Pokuta choćby nie wiem, jak by człowiek potrafił otworzyć się przed spowiednikiem wyrzucając wszystko, co mu na duszy i sercu leży, a po drugiej stronie spowiednik, jak uważnie i cierpliwie słuchał penitenta to temu drogiemu, pokuta bardzo często będzie się kojarzyła żle.
Dlaczego? Jedna sprawa to, że przypomina nam o tym, co nie fajnego zrobiliśmy i najchętniej chcielibyśmy zapomnieć. I tu zaraz pojawiają się kolejne skojarzenie związane z karą.

A jeśliby spróbować spojrzeć na pokutę inaczej? Nie, jak na karę, coś co mam odbębnić tylko na szansę. Jaką ? Po pierwsze powrotu na właściwy kierunek, który zgubiłam. Prawda i z tym nie dyskutuje. Ale teraz stawiam kolejny krok, który będzie początkiem do tego, żeby się zmienić na lepsze.

Konfesjonał, Katolicki

zdjęcie pochodzi ze strony; https://pixabay.com/pl/ (dostęp 13.10.2020).


W porządku, ale żeby od razu inspirować? Tak, jeśli szukam dalej, głębiej albo wręcz jestem ciekawa rozważania psalmu na dany dzień. A wcześniej nie sięgnęłam po psalmy, jako formę modlitwy.  I  jeśli widzę, że psalm skłania mnie do refleksji, a ta prowadzi do zmiany choćby niewielkiej w moim życiu to zdecydowanie inspiruje.  I często przy kolejnej spowiedzi dziękuję za ostatnio zadaną pokutę.  Jakie są Wasze doświadczenia wiązane z pokutą?

Chodź na chwilę.

Usiąść u Jego stóp, jak Maria i słuchać tego, co chce mi powiedzieć. Znaleźć czas, ale naprawdę spróbować o niego zawalczyć. Chociaż nie zawsze się uda. I nie raz będę czuła, a raczej w mojej ocenie będzie tego czasu za mało. Dlaczego tak mi się wydaje? Całkiem możliwe, że do głosu dochodzi moja skłonność do perfekcji. Tylko, czy o bycie perfekcyjną tutaj chodzi?

Książka, Stron, Strony Książki, Serce

 zdjęcie pochodzi ze strony: https://pixabay.com/pl/ (dostęp 06.10.2020).


On przecież wie dobrze, że doskonała nie jestem. A mimo to chce bym usiadła przy Nim i chociaż spróbowała się wsłuchać w to, co chce mi powiedzieć.

Nawet, jeśli odpowiedzią będzie moje milczenie, bo nie rozumiem albo tak, jak teraz nie mogę wyjść ze zdziwienia, że On chce, żebym była przy Nim chodź na krótko. Tak mi się przynajmniej wydaje, że nie o długość odmawianych litanii tutaj chodzi, ale o to na ile będę umiała mieć postawę otwartego serca.

Usiąść u Jego stóp to zawsze będzie mi się kojarzyło z byciem na adoracji, której  mi bardzo brakuje.

Siostry z Powstania. Nieznane historie kobiet wlaczących o Warszawę Agata Puścikowska.

Agata Puścikowska opisuje nieznane dotąd dramatyczne historie zakonnic biorących udział w powstaniu warszawskim. Niektóre z sióstr były sanitariuszkami, inne wspierały powstańców, leczyły cywilów i żołnierzy, przygarniały tysiące dzieci- sierot wojennych, organizowały modlitwy i podnosiły na duchu załamanych ludzi. Do tej pory o zaangażowaniu warszawskich klasztorów mówiło się niewiele, a tymczasem skala pomocy niesionej była ogromna i trudno ją przecenić.

Książka zawiera portrety bohaterek, kobiet z krwi i kości. Niewątpliwie także dzięki odwadze, zorganizowaniu. przedsiębiorczości i sprytowi sióstr powstańcy wytrwali aż 63 dni. Gdyby nie ofiarność i nadludzki wysiłek tych, które walczyły, również karmiąc głodnych, piorąc bandaże chorym i otwierając klauzurę przed bezdomnymi, cywilnych ofiar w powstaniu warszawskim byłoby o wiele więcej. Dzięki dotarciu do archiwów zgromadzeń zakonnych, nieznanych dokumentów, wspomnień oraz prywatnych dzienników, często wcześniej nie publikowanych, jest to pozycja świetnie udokumentowana.
Znajdują się w niej opisy życia codziennego w schronach, walki o kawałek chleba i kubek wody dla rannych, dramatyczne losy mieszkańców wysiedlonych z miasta po upadku powstania.

Powstanie Warszawskie zostało chyba pokazane na wszystkie możliwe sposoby. Jednak nie z perspektywy sióstr zakonnych, które bez wątpienia są jego cichymi i bardzo często nie docenianymi bohaterkami. Bez ich odwagi, zaangażowania, poświecenia i zwykłej codziennej pracy nie byłoby kto gotować posiłków dla wysiedlonych cywilów, powstańców i rannych. Kto byłyby gotów zmieniać bandaże, asystować ze świeczką przy wielogodzinnych operacjach, oddać ostanią kromkę chleba, czy trwać przy umierającym człowieku mając świadomość, że z braku leków i warunków tylko tak można mu pomóc?

One wszędzie były tam, gdzie był potrzebujący człowiek. Nawet, jeśli tym człowiekiem był niemiecki żołnierz, którego współtowarzysze broni dopuszczali się największych zbrodni. Mimo moralnych dylematów, o których w swoich wspomnieniach siostry piszą wprost, zwyciężał obraz cierpiącego Chrystusa w drugim człowieku.  

Siostry z powstania. Nieznane historie kobiet walczących o Warszawę - Puścikowska Agata

zdjęcie pochodzi ze strony: https://www.empik.com/ (dostęp 29.09.2020.)

To, co poruszyło mnie do szpiku i spokoju nie dawało to gotowość sióstr do złożenie, jeśli trzeba będzie ofiary z życia, aby nie został sprofanowany Najświętszy Sakrament. Jakże to inna postawa od tej, którą mamy teraz, kiedy ośmiesza się procesje Bożego Ciała. To także umiejętność modlitwy tej najprostszej w każdym momencie, bezgraniczne zawierzenie i zaufanie do Najwyższego. Także powstańców: „Kiedyś zapytałam dwudziestolatka wprost: Nie boi się Pan iść pod barykady niemieckie? W odpowiedzi usłyszałam:”Siostro, sam bym się bał, ale z Panem Jezusem nie boje się” s. 235.

Książkę warto przeczytać, chociaż na pewno nie jest to lektura do poduszki. Sama kilka razy czytałam tak przed snem i noc miałam z głowy. To pytania, które wróciły i te nowa pod wpływem lektury. To bardzo skuteczny lek na to, aby pozbyć się duchowych fajerwerków.