Klejnoty miłości Roma J. Fiszer

 

Pierwsze skojarzenie, jakie przychodzi mi na myśl w związku z książką „Klejnoty miłości” Romy J.Fiszer to, że jest słoneczna, idealna na na lato. Ale także, co chyba ważniejsze na trudny czas w życiu. Bo jest taki rodzaj książki, który pozwala się od niego oderwać. Czytelnik przepada bez reszty, czy tego chce, czy nie.

Książkę można podzielić na dwie nie formalne części. Pierwsza z nich to historia klejnotów należących niegdyś do Estery Malach, które zostają przekazane seniorce rodu Annie, babci, Elizy. Po namyśle podejmuje ona decyzję,że klejnoty to są dobra narodowe. I dlatego powinny wrócić na Wawel. Jednak szlachetna idea nie zostanie zrealizowana. Dlaczego? Bo klejnoty mimo prowadzonego śledztwa przepadną w nie jasnych okolicznościach. Druga cześć to historia uczucia miedzy Elizą,a Maxem. Jednak nie jest historia ani z rodzaju ckliwego romansu,ani tym bardziej słodkiej sielanki.

Może być zdjęciem przedstawiającym 1 osoba, książka i tekst „KLEJNOTY MIŁ MIŁOŚCI ROMA J. - FISZER”

Dzięki wątkowi Maxa Banko czytelnik odbywa razem z nim dwie podróże śladami historii. Pierwsza z nich to wyprawa śladami naszej polskiej historii. I tutaj dla mnie gratka. Przede wszystkim mój ukochany Kraków z Wawelem, Kościołem Mariackim, Bronowicami. Razem z Maxem Czytelnik przypomni sobie historię Westerplatte,Stoczni Gdańskiej,Zagłębia Śląskiego. Ale także będzie spacerować po Krupówkach. Dowie się również, czym jest oscypokowa korona Tatr. Druga podroż prowadzi szlakiem najsłynniejszych francuskich zamków, do Doliny Loary.

Poza duża dawką historii ważnym wątkiem dla mnie jest relacja Elizy z dziadkiem Mikołajem. Po śmierci, którego, Eliza nie potrafi się dogadać ze swoją mamą. Sama Eliza mówi, że kiedy odszedł dziadek,ona potrzebowała uwagi, przytulenia. Dostawała to wszystko nie od swojej mamy, ale od babci.

Relacja Elizy z mamą jest również ważnym wątkiem w książce. Mama Elizy, Kasiula pisząc bardzo delikatnie nie jest zachwycona tym, że jej córka i Max są razem. A samej córce chyba nie do końca ufa sadząc po ich rozmowie przed wyjazdem do Krakowa.

Książka zdecydowanie godna polecenia zarówno z uwagi na potężną dawkę historii,ale również na ważne wątki w niej poruszane.

Włam się do mózgu Radek Kotarski

 

Włam się do mózgu to niezwykły przewodnik po metodach zapamiętywania. Radek Kotarski na swoim własnym przykładzie pokazuje Czytelnikowi każdą z omawianych metod. Wskazuje też przy tym, gdzie konkretna metoda najlepiej się sprawdzi. Co ważne nie sugeruje Czytelnikowi, która z nich okazała się najskuteczniejsza w jego przypadku.
Dostajemy za to konkretne narzędzia takie, jak; robienie przerw w czasie uczenia się, podkreślenie roli drzemki w procesie porządkowania informacji,metod robienia notatek. i tutaj moje ulubione mapy myśli, chociaż strasznie żałuję,że nie mam talentu plastycznego. A także naukowo potwierdza skuteczność zapamiętywania przez skojarzenia, czyli stare, poczciwe mnemotechniki. Do dziś pamiętam z chemii,że ołów ma symbol PB, który mi się kojarzył z pralką Babci typu Kasia. Jednocześnie Kotarski obala mit,że mózg, jak mięsień trzeba ćwiczyć. Trzeba,ale obok ćwiczeń potrzebuje on także czasu na odpoczynek

Dostajemy też krótki rys historyczny, jak wyglądała nauka w szkole pod zaborem pruskim. A także, co oznacza stwierdzenie: pruski dryl. A nie jest to nic innego, jak wbijanie do głowy wiedzy encyklopedycznej. Jednocześnie przedstawiając badania naukowe potwierdza niewielką skuteczność takiej metody. Dlaczego? Ponieważ informacje przyswojone w ten sposób zostają w pamięci krótkotrwałej. Potwierdzając tym samym zasadę trzech z: zapamiętać, zaliczyć, zapomnieć. A nam przecież chodzi o to, żeby to z brzmiało zapamiętać i to najlepiej na dłużej.

Włam się do mózgu

zdjęcie pochodzi ze strony:  https://nakanapie.pl/ (dostęp 02.07.2021).

Dlatego też jest to książka z tych, które warto przeczytać. I na sobie samej wypróbować, która z przedstawieniowych przez Autora metod okaże się najbardziej skuteczna? Czy będzie to metoda fiszek, pałacu, ciekawskiego dziecka, nauczyciela, tancerki, czy majstersztyku? Jesteście gotowi na fascynującą podroż w głąb najbardziej skomplikowanego komputera? Bo takim wciąż do końca nie odkrytym jest nasz mózg. I czas to zmienić, aby jak najlepiej wykorzystać jego potencjał. Zapnijcie pasy, trzymajcie się mocno fotela. I wyruszcie w niepowtarzalną podroż, aby odkryć jakie tajemnice kryje Wasz mózg.

Książka dla każdego bez względu na wiek. Każdy chce zachować, jak najlepszą pamięć, jak najdłużej. A ten tytuł może w ty pomóc.

 

Kiedy czujesz się, jak jemioła.


Od dłuższego czasu czuje się w Kościele, jak jemioła. Dlaczego przyszło mi do głowy porównanie  z pasożytem? Bo jemioła, żeby mogła funkcjonować wysysa wszystkie życiodajne substancje od rośliny głównej. I tak jest ze mną. Bo przecież wszystkie siły czerpię od Niego.
To znaczy,że nieustanie biorę. Od Chleba Eucharystycznego począwszy przez sakrament konfesjonału, adoracje Najświętszego Sakramentu. Z tego czerpię.
Pytanie, czy coś daję? I tu widzę, nierówność proporcji. To, co daję jest nie wystarczające, niewielkie w porównaniu z tym, co dostaje.

Bo, co mogę dać? Moją modlitwę, z nadzieją,że zostanie wysłuchana. Ale też z obawą,żeby nie wpaść w rutynę, kiedy ją odmawiam. Jak rozumiem rutynę? Jako klepanie pacierza. Albo jeszcze gorzej myślenie magiczne: pomodlę się i Bóg rozwiąże problem tak, jak chcę. Rozwiązanie problemu, czy sprawy, jakie ma dla mnie, Bóg może odbiegać od tego, czego bym chciała. Ne raz myślałam: Nie o to prosiłam, nie tak miało być. Ale skoro jest inaczej to dasz potrzebne siły i łaski. Do tego, czego Ty chcesz. Co nie oznacza,że wszystko przyjmowałam bez pytania.  Tych mam cała masę.

Jemioła, Celnej, Roślin, Boże Narodzenie

zdjęcie pochodzi ze strony: https://pixabay.com/pl/ (dostęp 29.06.2021.)


Uczestnictwo we Mszy Świętej. Przyznaje trochę się wczoraj słuchając ogłoszeń parafialnych wzdrygnęłam słysząc o decyzji Episkopatu, co do zniesienia dyspensy, co do uczestnictwa w niedzielnych i świątecznych Mszach. I żeby była jasność samej decyzji przyklaskuje. Tylko mi coś zgrzyta wewnętrznie, kiedy słyszę określenie obowiązek w odniesieniu do Eucharystii. Może to wynika ze złych skojarzeń, co do obowiązków. Zadania, rzeczy, które muszę zrobić. Czyli, coś co muszę odhaczyć z listy zadań do zrobienia. I tu widzę niebezpieczeństwo postrzegania Mszy, jako kolejnego zadania z listy.  Inaczej brzmi: Uczestnictwo we Mszy Świętej jest łaską. Chociaż może czepiam się słówek?  Jest darem, bo jak pokazała pandemia wcale nie jest takie oczywiste.

To, co dostaje jest o wiele większe niż to daje. Sama z siebie to mogę sobie nagwizdać. Może nie umiem tego przyjąć,że Jezus tak zwyczajnie, bezwarunkowo chce mi to wszytko dać? I wciąż jestem w głębokim szoku,że tak jest. I zadaję to samo pytanie: Ale, jak to ? Chcesz mi to wszytko dać ? Już nie wiem, który raz. Bo, co jakiś czas powraca, jak bumerang myśl, że: „Nie zasługuje na tyle dobra. 

Anielski puch. Marika Krajniewska.

Zofia, Anna i Natalia to trzy pokolenia kobiet. Każda z nich jest inna, niepowtarzalna, każda podejmuje próbę pokonania demonów z przeszłości. Razem podtrzymują na pierwszy rzut oka dziecinną tradycję pisana listów do Św. Mikołaja. I wszystkie proszą o to samo: miłość. 
Ale nie jest to cukierkowa opowieść o tym, jak świąteczny klimat rozwiązuje poważne problemy. A te są poważne. Na pierwszy plan wybija się bardzo skomplikowana, trudna relacja, jaką mają Zofia z Anną. Ta druga niemal cały czas szuka potwierdzenia u  mamy,że to co robi ma dla, Zofii jakaś wartość. Anna przez większość swojego życia zastanawia się, jaką tajemnicę skrywa figurka porcelanowej baletnicy, A jest ona dramatyczna. 

Anna po tym, jak zostaje sama z córką, bo mąż wybiera życie za granicą nie potrafi uwierzyć,że nie każdy facet to samo zło. Wszystko się jednak zmienia, kiedy dowiaduje się, że sympatyczny chirurg- ortopeda miał zawał. A jego stan jest poważny. To właśnie, wtedy uświadamia sobie, jak bardzo, Wiktor jest dla niej ważny. 

Może być zdjęciem przedstawiającym 1 osoba i książka

 

O Natalii czytelnik dowiaduje się więcej w  przed ostatnim rozdziale książki. Młoda dziewczyna, której wielką pasją jest śpiewanie. Mimo upływu czasu ma ograny żal do taty za to,że zostawił ją i mamę. Na początku jest przerażona sytuacją, w jakiej się znalazła. Mimo to może liczyć na wsparcie, Anny. I to właśnie dzięki niemu zaczyna wierzyć, że nie oznacza ona końca świata. Wręcz przeciwnie. Jest spełnieniem prośby zawartej w liście do Świętego od prezentów. Mimo swoich oporów, umie się wznieść pod nie. I nawiązuje kontakt z tatą. 

Bardzo ważny temat relacji mama- córka. Bo, jak pokazuje Autorka  nie zawsze jest ona prosta. Anna nie popełnia tego błędu, co Zofia. Natalia nie musi jej niczego udowadniać.  Realizować swoich niespełnionych marzeń  kosztem córki. Wspiera ją w realizacji marzenia o śpiewaniu.

Książka zdecydowanie godna polecenia. Nie tylko na świąteczny czas. Chociaż rzeczywiście o anielskim puchu bardziej w klimacie czyta się zimą. Ale biblioteka rządzi się się swoimi własnymi prawami.    

Duch Święty.

Duch święty kim jest dla mnie? Bez wątpienia jest dla mnie ważny.  Nie tylko od czasu sakramentu bierzmowania. Chodź od tego czasu jest mi szczególnie bliski. Kiedy? Na pewno, gdy przed spowiedzią robię rachunek sumienia, wtedy Jego  pomoc jest nie do przecenienia. Pomaga mi spojrzeć, co wymaga naprawy, zmiany w moim życiu.  Mocno też doświadczam Jego pomocy, kiedy mam trudności z modlitwą. Wtedy widzę, jak bardzo prawdziwe są słowa, że bez pomocy Ducha nie możemy powiedzieć, że Jezu jest Panem. To nie jest żaden banał.

Zastanawiałam się, czy Jego dary są nam przy bierzmowania  dane raz na zawsze.  Czy też są nam udzieloną według potrzeb w zależności od zadania, które  jest nam powierzone?

Duch święty jest  też  określany, jako Duch pocieszyciel. Pytanie, czy to dostrzegam i Mu na to pocieszenie pozwolę ?

Kartka Braterska - Witraż Ducha Świętego z Bazyliki św. Piotra

Witraż z Bazyliki Św. Piotra ( zdjęcie pochodzi ze  strony: https://www.braterska.com/pl/ (dostęp 23.05.2021)

Czy umiem się z Nim zaprzyjaźnić? Być bardziej wrażliwa na Jego  delikatne natchnienia? Czy bliżej mi do trzy letniego dziecka, które z uporem tupie nogą i mówi: Nie chcę, boje się, nie dam rady ?

Czego jest dziś we mnie więcej uporu, błędnego przekonania, że wiem lepiej? Czy może zaufania w ciemno. Nie wiem, nie znam drogi, bo jest nowa. Nigdy nią jeszcze nie szłam. Ale ufam Tobie, a Ty lepiej wiesz niż ja, czego potrzebuje. Nawet, jeśli to, co czuje przed nowym zadaniem to jest delikatnie pisząc niepewność. I najchętniej zaszyłabym się w mysią dziurę? Gorzej tylko, jak mi nie da spokoju to: Rusz się, działaj tak, jak możesz.

Czego jest we mnie więcej?

Dziękuję ,że nie jesteś dla mnie dodatkiem,że nie modlę się do Ciebie”przy okazji”, jak to powiedziała mama mojego znajomego.

A dla Ciebie, Kim jest Duch Święty? Jest ważny, czy jest dodatkiem do pozostałych Osób Trójcy Świętej?

Inni mają lepiej Krystyna Mirek.

Natalia, Zuza i Jagoda to zupełnie trzy rożne kobiety. Każda z nich ma swoje problemy, kłopoty,ale też marzenia.
Mimo to potrafią znaleźć czas na spotkanie w kobiecym gronie. I to właśnie dzięki nim zmienia się życie każdej z nich. A zmiana jest możliwa dzięki, Jagodzie. Bo to własnie ona służy pomocą i wsparciem. Ale nie jest ono z gatunku cioci dobra rada: powinnaś zrobić tak i tak.
Jagoda nie narzuca się, nie przekracza niczyich granic. Jest, gotowa pomóc, kiedy jest taka potrzeba. Także nauczycielce, która swoją niechęć do Jagody przelewa na jej, syna. To własnie, Jagodzie, profesor Małecka po raz pierwszy w życiu podziękuję. I to właśnie dzięki niej zyska,kogoś bardzo cennego- przyjaciółkę.
Dzięki, Jagodzie, Małecka przestanie koncertować się wyłącznie na swojej tragedii sprzed lat. A zacznie widzieć pole do działania, odkryje, jakie miała marzenia. I to,że mimo wszystko może je realizować.

Inni mają lepiej

zdjęcie pochodzi że strony: https://nakanapie.pl/ (dostęp 22.05.2021).

Natalia przestanie być taka zamknięta. I swoje problemy chować wyłącznie dla siebie. We wszystkich problemach, jakie ją spotkają najważniejsze okaże się skrzywdzone dziecko, Wiktor. I jego dobro.
Zuza przestaje rozpamiętywać wreszcie,że zarówno ona, jak i jej córka, Marysia zostały porzucone przez, Tomasza. Zuza zacznie dostrzegać błędy, jakie popełniła.

Często się mówi,że kobiety nie potrafią być dla siebie wsparciem. Tutaj mamy, coś zupełnie innego. To opowieść przede wszystkim o sile kobiecej przyjaźni, wdzięczności. O tym,że czyjeś złośliwe zachowanie, niechęć to nie wynik charakteru,ale tragedii. Która nie została przepracowana. To też opowieść o tym, że wystarczy czasami wskazać komuś drogę. Ale to od tej konkretnej osoby zależy, czy pozwoli sobie pomóc. I tak też jest z profesor Małecką. Nie oburza się, kiedy, Jagoda sugeruje,aby poszła na terapię i przepracowała tragedię. Ale to do Małeckiej należało dostrzeżenie problemu i podjecie decyzji. Mało tego,że sama postanawia skorzystać z pomocy to do pójścia na terapię przekonuje, Emilię. Ratując dzięki temu, Wiktora. Który dzięki temu wreszcie może być dzieckiem,

Książka bardzo ważna, bo mówiąca o ważnych problemach. Po którą zdecydowanie warto sięgnąć.

„Uczennica-powieść dla kobiet szukających inspiracji” Małgorzaty Szafrańskiej


„Uczennica-powieść dla kobiet szukających inspiracji” Małgorzaty Szafrańskiej to druga część cyklu po „Mistrzyni” o tym, jak kobiety potrafią nawzajem siebie inspirować. W tej części głównym motywem jest przemiana, jaka dokonuje się w Letycji za sprawą jej mentorki, dobrego ducha, kobiety, która dodaje jej skrzydeł.
Na początku Leti jest nie pewna siebie, nie wierzy,że może pasować do firmy, do której dostała skierowana z Urzędu Pracy. I już na rozmowie kwalifikacyjnej przezywa szok. I to duży. Bo kto z nas słyszał, wtedy pytanie: co chcesz robić w życiu ? Ta rozmowa i wszystkie kolejne są początkiem zmian w jej życiu. Krok po kroku zaczyna wierzyć,że mimo swoich ograniczeń ma jakiś talent, dar, zdolności. I mało tego,że mogą sprawiać jej niemal dziecięcą frajdę to może on stać się jej sposobem na życie. Zbyt piękne,żeby było prawdziwe? Banał? Niekoniecznie!
Tak, jak w pierwszej części i tutaj główna bohaterka przeżywa życiowy dramat. Ale mimo to dzięki temu, czego nauczyła ją mentorka umie się podnieść. 

Może być zdjęciem przedstawiającym tekst „Uczennica Napisała Małgorzata Szafrańska”

I mimo przeszkód, trudności realizuje swoje marzenie. Ale przedtem pokonuje swoje kompleksy. Zarówno te związane ze swoim wyglądem. Która z nas z ręką na sercu może powiedzieć,ze ich niema? „Bo nawet na dwóch chudych nogach,z wielkimi cyckami i gładką buźką nie poczujesz się piękna i kochana, jeśli nie robisz porządku w głowie i w sercu” s,153 Mocne? Dla mnie nie! Ile z nas dąży do perfekcji, która jest mitem? Tu mamy za dużo tam, za mało. 


Z czego zrezygnowałyśmy w życiu bojąc się oceny innych:”Czyli bałaś się porażki. Bo tak to już jest, prawda? Jak coś robisz, to czekasz na ocenę. Albo zdarz albo nie. I własnie dlatego, że tak bardzo boisz się porażki rezygnujesz.. Boisz się oceny innych, boisz się krytyki. Nie robiąc nic, nie odsłaniasz się. Możesz dalej siedzieć za swoim murem. Nikt nie może Cię skrytykować, wystawić oceny. Bo sama robisz to za nich” s. 21.

Ta książka jest przede wszystkim o tym, jak bardzo każda z nas potrzebuje Mistrzyni, Tej, która doda skrzydeł, podniesie je,kiedy zaczną opadać. Będzie zawsze trzymać kciuki, Ale też o sile, odwadze, jaka jest w każdej z nas.
Książkę przeczytajcie.Koniecznie ! Bo jest to tytuł bardzo potrzebny. Czekam na trzecią cześć ;):)

Tamta kobieta Anna H. Niemczynow.

„Tamta kobieta” to moje pierwsze zetkniecie się z twórczością Anny H. Niemczynow i bez wątpienia jeszcze nie raz sięgnę po kolejne tytuły tej Autorki. Bo zdecydowanie warto. 


„Tamta Kobieta” to opowieść o losach Romy Jasińskiej. Dziewczyny pochodzącej z niewielkiej wsi, która mimo trudności nie rezygnuje z walki o studia na wymarzonej medycynie. Zanim jednak rozpocznie studenckie życie chcąc się otrzymać w grodzie Kraka znajduje pracę w ekskluzywnym butiku.

Pełna marzeń i ideałów rusza do Krakowa. I już na początku samodzielnego życia przeżywa rozczarowanie. Okazuje się, że nie przeczytała dokładnie umowy przed jej podpisaniem. Ciche, spokojne mieszkanie wynajmowane przez studentkę, szukającą współlokatorki,jak opisywał je właściciel jest zupełnie czymś innym w rzeczywistości. Okazuje się prawdziwą szkolą życia, żeby  nie napisać polem walki. Z bardzo poważnymi problemami, jak reakcja na przemoc domową i pomoc jej ofierze. 

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Praca, która ma pomóc w utrzymaniu się na czas studiów też okazuje się nie łatwa, lekka i przyjemna, jak na początku Romie się wydawało. A to wszystko za sprawą delikatnie pisząc dość specyficznej szefowej, Ilony.  Jednak dzięki pracy w butiku Roma zyskuje to, co nie da się przeliczyć na żadne pieniądze. Prawdziwą przyjaciółkę, Dianę. To na nią zawsze może liczyć. I to od niej, Roma dowiaduje się kim naprawdę jest Aleksander. To on okaże się tajemniczym, cichym, wielbicielem, który podrzuci do plecaka wydanie „Miedzianego klucza” ukochanej książki, Romy. Aleksander, a konkretniej pisząc romans z nim i praca w jego biurze detektywistycznym okażą się początkiem poważnych kłopotów. Łącznie z wyrzuceniem Romy z wymarzonej chirurgii. Ale to właśnie kłopoty będą początkiem interwencji Archanioła Michała, o którą poprosi mama, Romy.  

To, co nadal siedzi we mnie po przeczytaniu tej książki to przekonanie,że nic w życiu nie jest takie, na jakie wygląda. To Asia, ofiara przemocy domowej uczy, Iwonę mamę, Romy wiary. I to tej najprostszej, rozumianej, jako zaufanie,”Najlepszą modlitwą nie jest ta, w której prosimy, by Bóg spełnił nasze oczekiwania,ale ta, która zmienia nasze serca, byśmy to my chcieli spełniać Jego oczekiwania” s. 461. I niezależnie od tego, w jaką przepaść wpadniemy zawsze jest nadzieja. 

Ważnym motywem jest ukochana książka, która jest dla Romy towarzyszką w codzienności. Każdy rozdział  zaczyna się od cytatu z ” Miedzianego klucza”. A sama osoba Autorki”Miedzianego klucza”  skojarzyła mi się z Banksy literatury ;):). A ze swoich marzeń nie warto rezygnować.Chociaż rzeczywistość je nie raz modyfikuje to, :”Najważniejsze to mieć jakiś wielki ideał,w dążeniu do którego nie będą się liczyły porażki, a liczba powstań z nich”

Książkę przeczytałam dzięki Recenzji Dropsa Książkowego. Bardzo, bardzo polecam czyta się szybko. Zdecydowanie zostaje w człowieku na dłużej. 

 

W imię Ojca i Syna …..i byle szybciej?

Długo się wahałam, czy zamieszczać ten wpis, ponieważ jego treść będzie gorzka. I to bardzo. Jednak postanowiłam się dzielić także tą mniej kolorową stroną otaczającej mnie rzeczywistości. Zatem do rzeczy.
Poniedziałkowa Msza pogrzebowa była dla mnie szokiem. Podobnie, jak dla reszty dalszej, czy bliższej rodziny. I nie chodzi tutaj o to,że zmarła osoba bliska z rodziny. Widocznie był tam potrzebny. Tutaj chodzi o to, jak Msza została odprawiona. Albo raczej odfajkowana, odbębniona. To i tak dość delikatne określenie. Bo takiego pośpiechu to od Ołtarza dawno nie wyczuwałam. Podobnie z resztą było na cmentarzu. Do najbliższej rodziny Zmarłego nic ani słowa. Sama mogę być uprzedzona do sposobu głoszenia kazań przez danego Księdza. Nie raz ich słuchałam z szeroko otwartymi oczami. Ze zdziwienia.

Może być zdjęciem przedstawiającym jedzenie i w budynku

zdjęcie pochodzi ze strony:  https://pixabay.com/pl/ (dostęp 29.04.2021).


Wracając z cmentarza zapytałam się kuzynki, czy to tylko moje odczucie, czy ona też to zauważyła. A nie jest związana z parafią, bo mieszka od dłuższego czasu w innym mieście. Ona również zauważyła,że Msza była na szybko odprawiona.
Z reguły,kiedy słyszę, jak na Księży wylane są wiadra pomyj to przytaczam dwa argumenty. Po pierwsze mimo świeceń kapłańskich są takim samymi ludźmi, jak świeccy. Mogą mieć gorszy, czas, czy kryzys. Po drugie łatwej jest znaleźć to, co negatywne niż to, co dobre. To drugie czasami wymaga bardzo dużego wysiłku. I trzeci argument zamiast się czepiać podziękuj za dobre kazanie, które zostało w Tobie na dłużej, spowiedź z otwartym sercem. Tylko tego pośpiechu obronić się nie da. To nawet nie była urzędnicza poprawność. Z resztą nie raz urzędnik jest więcej człowiekiem. 
I nie wiem, czy jest mi bardziej przykro, czy smutno ? A może jestem nawiną idealistką ? Sama już nie wiem.

Może też jest tak,że oczekuje zbyt dużo. Za wysoko stawiam poprzeczkę ?

Mistrzyni-powieść dla kobiet szukających inspiracji Małgorzata Szafrańska

Do książek, których tematyką jest szeroko rozumiany rozwój osobisty podchodzę chyba ostrożniej niż do jeża. Skąd moja nieufność do tego rodzaju publikacji? Ponieważ jest wielu pseudo-ekspertów, którzy w swoim mniemaniu mają wiedzę i umiejętności pozwalające na  to, aby doradzać, komuś jak ma zmienić swoje życie na lepsze. Brzmi pięknie, prawda? Zmienić życie od tak na już, zaraz, bo Autorowi się udało? Coś w stylu: „ja dałam/em radę Ty też możesz”. Niestety nie jest to takie łatwe.

Dlatego z ogromną ciekawością sięgnęłam po tytuł ” Mistrzyni- powieść dla kobiet szukających inspiracji” Małgorzaty Szafrańskiej. Dlaczego własnie ten tytuł mnie do siebie przyciągnął? Sama autorka w krótkich opowiadaniach kreśli obraz swojego życia. I bardzo mocno myli się ten, kto uważa,że jest ono tylko pasmem sukcesów. Małgorzata Szafrańska na swoim własnym przykładzie   pokazuje,że zarówno sukcesy,porażki, wątpliwości są częścią życia. A ponieważ lepszy przykład niż wykład to w opowiadaniach widać autentyczność. A ta przyciąga.

To, co we mnie zostało, gdzieś głębiej po lekturze tej książki to przekonanie, że nie muszę być perfekcyjna, idealna. I że jestem dość dobra, wystarczająca taka, jaka jestem. Ale akceptacja siebie w konkretnej sytuacji, wybaczenie sobie samej błędnych decyzji nie jest  niestety takie proste. Co nie znaczy,że po słabszym dniu, czasie w życiu mam odpuści i nie  próbować dalej.  Mocno zapisało mi się w pamięci porównanie umysłu do ogrodu,a swojego ciała do świątyni, ” Twój umysł to twój ogród, wiec sadz w nim najpiękniejsze kwiaty.” s. 282  A nasze negatywne myśli to chwasty,które możemy wyrwać. „Twoje ciało to Twoja świątynia. Dbaj o  nią. W każdy możliwy sposób” tamże.

Bardzo ważny jest też dla mnie obraz popękanej ceramiki, którą Japończycy nazywają Kintusugi. Autorka ten obraz obnosi do tego, jak dobrze wykorzystać porażkę. Bo nawet to, co się nie udaje albo jest trudne można przekuć,w coś pozytywnego: „Świat łamie nas, każdego  dnia poddaje próbom. Od porażki do porażki. od potknięcia do potknięcia. Od nas jednak zależy co zrobimy ze sobą  i jak te sytuacje wykorzystamy. Możemy leżeć wiecznie w kawałkach, narzekać, patrzeć z boku na tych dzielniejszych, którzy mieli odwagę pozbierać się. Możemy też wziąć lak do ręki i poskładać się do kupy, a nim na blizny położymy sproszkowane złoto, to poszukamy wzorów, wyczujemy fakturę naczynia, nauczymy się z tego wszystkiego czegoś, co nas wzbogaci” s 284.  Ale mimo to czujemy często zamiast dumy po przegranej walce czujemy wstyd. Możemy to zmienić czerpiąc także z Kintusugi: „Nie wystarczy pozbierać popękanych kawałków, zebrać je w dłoń i już zrobione. By stać się silniejszą, bardziej odporną, musisz jeszcze posklejać zebrane kawałki i ozdobić sproszkowanym złotem, by zamiast wstydu, czuć dumę, kiedy wspominasz swoje stoczone walki” s. 285.

zdjęcie pochodzi ze strony: https://merytoryczny.pl (dostęp 28.04.2021)

Wielką rzeczą jest kampania społeczna: „Jestem wystarczająca dobra”. Na czym ona polega? Chodzi w niej o to, aby zaakceptować siebie taką jaką jestem. Pierwszym krokiem jest podjęcie decyzji,że chcę to zmiany. Drugi to założenie dziennika, notatnika i napisanie na jego pierwszej stronie: Jestem wystarczająco dobra, mądra,piękna. I codziennie rano przepisz te słowa na kolejnych kartach. Trzeci krok to napisania tych słów czerwoną pomadką na lustrze. Przyznam się, że ten etap najbardziej do mnie przemawia.Chociaż jest też z drugiej strony najtrudniejszy. I nie chodzi tylko o to,że nie używam czerwonej pomadki. Chyba nie miałabym odwagi tego napisać. Podziwiam wszystkie te kobiety i dziewczyny, które się na to zdobyły.  Jeszcze trudniejszy jest etap ostatni czwarty, bo w nim robimy zdjęcie lustra z tymi słowami i wstawiamy je na tapetę w telefonie, na swoim profilu na Fb. I na samą myśl o tym  robi mi się zimno przynajmniej na razie. Ale to nie oznacza,że nie zdobędę się, kiedyś na odwagę i nie spróbuje tego zrobić.

To nie jest zwykły poradnik, jak pokonać własne demony.To jest przewodnik krok po kroku, jak je pokonać. Co nie znaczy,że jeśli raz uda mi się pokonać strach, czy brak wiary w siebie to te upiory nie będą do mnie wraca. Ale z każdym małym zwycięstwem, kiedy nie dam się swojej podświadomości będzie mi łatwiej. Książkę czyta się bardzo lekko i nawet nie wiadomo, kiedy. Bardzo polecam ;):)