Nie bój się życia Katarzyna Miller

 

Przyznaję,że bardzo rzadko sięgam po felietony. Ale jeśli już to robię to zwykle trafiam na bardzo dobre. I tak jest też z „Nie bój się życia” Katarzyny Miller. Bo zabiera ona czytelnika w dość niezwykłą podroż. Jest to droga przez chyba wszystkie lęki, jakie mogą w ciągu życia człowiekowi. I co ważne nie mamy tutaj do czynienia z ich lekceważeniem, umniejszaniem, czy pudrowaniem.
Tutaj Autorka daje czytelnikowi, coś zupełnie przeciwnego. I na szczęście nie jest to gotowa recepta na to, jak konkretny lęk pokonać.Znajdziemy tutaj raczej podpowiedzi na konkretnych przykładach zarówno z życia samej Miller, jak również jej pacjentów, czy przyjaciół. A jak wiadomo lepszy przykład niż wykład. Bo nic tak nie inspiruje, podsuwa rozwiązania, jak spojrzenie na lęk, czy problem z innej perspektywy.

Przecież nie tylko my obawiamy się: mówić nie , złości, ciężkich wyzwań, szczęścia, co ludzie pomyślą, bycia egoistką,wdzięczności, samotności. Inni przed nami czuli to samo, więc warto skorzystać z ich doświadczeń.Jednocześnie należy pamiętać,że nikt nie jest mną i mam prawo do swojej reakcji na taką czy inną sytuację.
Co ważne Miller nie narzuca żadnych konkretnych rozwiązań. Ona je podaje. To od czytelnika zależy, czy z nich skorzysta. Może za nimi iść,ale również może wybrać zupełnie innym sposób na zmierzenie się ze swoimi obawami.

 

Nie bój się życia

zdjęcie pochodzi ze strony: https://nakanapie.pl/ (dostęp 27.02.2021).

Bardzo podkreśla znaczenie doświadczeń z okresu dzieciństwa. Zarówno tych dobrych, ale także tych trudnych. Co nie oznacza, że jeśli delikatnie pisząc łatwe one nie były to nic z tym bagażem nie można zrobić. Chociaż wtedy taka droga będzie długa czasami trudna. Dlaczego? Ponieważ wymaga pomocy terapeutycznej. Właśnie po to,żeby się szczególnie z tymi nieraz bardzo trudnymi uporać. Bo wtedy jest większa szansa na to, że pozbędziemy się tego zbędnego balastu.
Książka zdecydowania godna polecenia, bo krok po kroku rozprawia się z rożnymi lękami, czy obawami. Chociaż, jak dla mnie niektóre zostały mówiony zdecydowanie za krótko. Ale może to tylko moje wrażenie?

Kiedy idę.

Iść za pragnieniem serca nawet tak kruchym, jak adoracja Najświętszego Sakramentu to wielka łaska. Dlaczego? Bo niestety nie zawsze mogę za nim iść. A wtedy, kiedy jest to bardzo utrudnione zdarza mi się czuć taki dojmujący brak i smutek. Za czym lub za Kim? Bez wątpienia za Jego szczególną obecnością taką bardzo mi bliską. Chodź do końca nie wiem dlaczego tak jest. Z resztą nie zamierzam się nad tym zastanawiać. Tak mam i już.

Eucharystia, Adoracja, Święte, Hope, Sakrament, Bóg
zdjęcie pochodzi ze strony: https://pixabay.com/pl/ (dostęp 11.02.2021).

Za czym ten rodzaj smutku i braku ? Za ciszą i spokojem,ale tym głębszym, który pozostaje na dłużej. Szczególnie wtedy, kiedy na adoracje idę po dłuższej przerwie. Zawsze wtedy łapie się na tym, jak mogłam tak długo na nią czekać. I że było to za długo. Ale zaraz potem myśl, że przecież „Ty wiesz wszystko”, więc o co mi chodzi? Nie ignorowałam tego wezwania, czy raczej napomnienia: Idż i adoruj. Chodź przyznaje,że są takie dni, kiedy zmęczenie bierze górę nad tym, co jest skrywane gdzieś w głębi serca.

Ale wiem, że za każdym razem, kiedy uda mi się chociaż na chwilę być na adoracji to jest to dobrze zmarnowany czas. Bo przed Nim. Inna sprawa, że kiedy po adoracji patrzę na zegarek to wydaje mi się, że bardzo dużo czasu upłynęło. A tymczasem było to tak niewiele. Ale za to,jak bogatych w treść i milczenie chwil.

Świąteczny sekret Agnieszka Krawczyk

 

Świetna książka na okres świąt i tuż po nich. Idealna do kawy. ciasta. Taka, żeby się oderwać na chwilę od świątecznej bieganiny. Jednocześnie jest też dobrym pomysłem na prezent pod choinkę.
Zosia, która jest główną bohaterką książki, ku zaskoczeniu najbliższych, postanawia przyjąć dom w spadku. Po babci. Mało tego, postanawia się tam przenieść. A jest to nie lada odwaga, bo dom znajduje się na podkrakowskiej wsi. Nikt poza sąsiadem, który służy jej pomocą nie wierzy, że da ona sobie radę. I chociaż nie jest jej łatwo, bo nie wiele, wie o tym, jak wygląda życie na wsi to nie odpuszcza. Nie jest to obraz wsi sielskiej, anielskiej. Zwłaszcza, gdy,aby mieć ciepło w domu trzeba rozpalić w piecu. Paradoksalnie pokonywanie tych zwykłych codziennych spraw i samodzielne życie pozwalają jej uwierzyć w siebie.
Ciekawie jest poprowadzony jest też wątek, Maksa, syna sąsiada. Pana Wojciecha. Który wiedząc, jakie podejście ma do dziewczyn, jego syn ostrzega przed nim, Zosię. Maks to taki klasyczny bohater: przystojny ,ale nierozpieszczony, zmieniający dziewczyny, jak rękawiczki. Do czasu aż spotyka główną bohaterkę. Bo to ona sprawia, że Maks się zmienia. A właściwie zmianie pod jej wpływem ulega zachowanie Pana Wojciecha wobec, syna. I nie jest to zmiana za pomocą czarodziejskiej różdżki. Maks buntuje się przeciwko zmianą wprowadzonym przez ojca. Jednak po czasie przyznaje, Zosi racje. Zmiany wyszły mu na dobre. 


Sama Zosia długo wydaje się bronić przed uczuciem do Maksa. Z czego ta obawa wynika ? Z tego, żeby nie powtórzyć losu swojej mamy, która zakochała się w przystojnym,a nieodpowiedzialnym człowieku. Ojcu, Zosi. Czy uda się jej nie powtórzyć rodzinnej historii? Bardzo dobrej, cennej rady udziela jej sąsiadka: Ty to zrobisz inaczej. Koniecznie sięgnijcie po książkę. 

Świąteczny sekret

 zdjęcie pochodzi  ze strony: https://nakanapie.pl/ (dostęp 07.02.2021) 


Szkoda tylko, że został trochę urwany wątek, Jaśka. Najlepszy przyjaciel Zosi. Niemal każdy poza nią uważał, że będą z Jaśkiem parą. Bardzo to dla mnie znajome. { Na szczęście próba swatania, chodź w białych rękawiczkach nie doszła do skutku.). Traktuje go, jak brata. Chcę,aby jej dawny przyjaciel spełni swoje marzenie i został pilotem. Czego nie przyjmuje do wiadomości jego mama. Jasiek ma zostać prawnikiem, jak jego tata. Co z tego wyniknie? Zajrzyjcie do książki koniecznie :):).