Czas pustyni.

Czas Wielkiego Postu ma mnie przybliżyć albo jeśli odeszłam za bardzo pomóc wrócić do Jezusa. Bo przecież o to chodzi. A właściwie o moje podejście do Niego. I mniejsze znaczenie ma to,czy robię wielkopostne postanowienia, czy nie. Od dłuższego czasu już nie robię. I bynajmniej nie czuje się z tego powodu gorsza.

Próbuje zobaczyć z czym ten Wielki Post zaczynam, czego brakuje albo przeciwnie, czego jest za dużo? Jak wykorzystuje czas wolny i na, co? I nawet, jeśli rachunek wyjdzie na minus to nie  popadam w przygnębienie. Co nie oznacza,że nie widzę całej listy rzeczy, która nadaje się do poprawy. Bo ta jest zadziwiająco długa. Przyjmuję to, co wymaga pracy, poprawy ze spokojem.  Wiem, że porządek we własnym sercu, sumieniu robi się małymi krokami. Nie na hura, wszystko na raz. Chociaż przyznaje,że sama tak, kiedyś chciałam. Teraz już wszytko wrzucamy. Ze wszystkich słabości i grzechów od razu. Na szczęście spotkałam na swoje drodze wspaniałego spowiednika, który skutecznie te moje zapędy na nawrócenie ze wszystkiego na już hamował. I to bardzo skutecznie. Za co Księdzu po raz nie wiem, który dziękuje ;):).

Należę do tych nielicznych osób, które ku zdziwieniu wielu lubią czas pustyni, na którą zaprasza Jezus. Dlaczego? Bo na pustyni jest cisza, która jest mi niezbędna. Zupełnie, jak woda na pustyni do przeżycia. Tak cisza dla mnie jest zbawienna. Bo pozwala mi pobyć samej ze sobą,ale też bardzo często jest to przestrzeń na rozważanie Jego Słowa. Albo zwyczajnie smakowanie ciszy z książką w ręku tak po prostu. Co dla mnie okazało się czasem pustyni na ten Wielki Post ? Trzecia fala pandemii niestety bardzo mocno polazła, jak osoby z mojego bliskiego otoczenia zaczynają popadać w stan lęku, paniki. Doszło nawet do prób manipulacji, wywierania presji w obawie o to,że zarażę się covid-19. Gdzie jest największe zagrożenie? Chodź mi to trudno zrozumieć dla wielu jest ono w Kościele. Może nie widzę tam zagrożenia. Nawet coraz bardziej czuje się w Nim bezpieczna, bo to moja parafia ;):). Tutaj dorastałam. Tu posługiwał Ksiądz Jan Wolski, któremu tyle zawdzięczam. Dzięki  Jego życzliwości, serdeczności Dom Katechetyczny był przez 12 lat moim  drugim domem.

 

Pustynia, Słońce, Krajobraz

zdjęcie pochodzi ze strony: https://pixabay.com/pl/ (dostęp 07.03.2021)

Jeśli podejmuję trud przeciwstawienia się próbą manipulowania, wywierania presji broniąc tego, co jest dla mnie podstawą, źródłem. Tym źródłem siły, początkiem wszystkiego jest Eucharystia. I nie przemawiają do mnie dość delikatnie pisząc naciągane argumenty, że Mszę to mogę sobie obejrzeć w telewizji. Nie mogę. Bo zaproszenie do Stołu Eucharystycznego dalej jest aktualne. I nie zamierzam od Niego robić sobie urlopu.  Nie przypuszczałam,że moim czasem pustyni będą przeciwności związane  z pójściem na Mszę.  Ale może własnie o to chodzi zobaczyć,co jest dla mnie ważne? Dlaczego do Niego przychodzę?

 

Nie bój się życia Katarzyna Miller

 

Przyznaję,że bardzo rzadko sięgam po felietony. Ale jeśli już to robię to zwykle trafiam na bardzo dobre. I tak jest też z „Nie bój się życia” Katarzyny Miller. Bo zabiera ona czytelnika w dość niezwykłą podroż. Jest to droga przez chyba wszystkie lęki, jakie mogą w ciągu życia człowiekowi. I co ważne nie mamy tutaj do czynienia z ich lekceważeniem, umniejszaniem, czy pudrowaniem.
Tutaj Autorka daje czytelnikowi, coś zupełnie przeciwnego. I na szczęście nie jest to gotowa recepta na to, jak konkretny lęk pokonać.Znajdziemy tutaj raczej podpowiedzi na konkretnych przykładach zarówno z życia samej Miller, jak również jej pacjentów, czy przyjaciół. A jak wiadomo lepszy przykład niż wykład. Bo nic tak nie inspiruje, podsuwa rozwiązania, jak spojrzenie na lęk, czy problem z innej perspektywy.

Przecież nie tylko my obawiamy się: mówić nie , złości, ciężkich wyzwań, szczęścia, co ludzie pomyślą, bycia egoistką,wdzięczności, samotności. Inni przed nami czuli to samo, więc warto skorzystać z ich doświadczeń.Jednocześnie należy pamiętać,że nikt nie jest mną i mam prawo do swojej reakcji na taką czy inną sytuację.
Co ważne Miller nie narzuca żadnych konkretnych rozwiązań. Ona je podaje. To od czytelnika zależy, czy z nich skorzysta. Może za nimi iść,ale również może wybrać zupełnie innym sposób na zmierzenie się ze swoimi obawami.

 

Nie bój się życia

zdjęcie pochodzi ze strony: https://nakanapie.pl/ (dostęp 27.02.2021).

Bardzo podkreśla znaczenie doświadczeń z okresu dzieciństwa. Zarówno tych dobrych, ale także tych trudnych. Co nie oznacza, że jeśli delikatnie pisząc łatwe one nie były to nic z tym bagażem nie można zrobić. Chociaż wtedy taka droga będzie długa czasami trudna. Dlaczego? Ponieważ wymaga pomocy terapeutycznej. Właśnie po to,żeby się szczególnie z tymi nieraz bardzo trudnymi uporać. Bo wtedy jest większa szansa na to, że pozbędziemy się tego zbędnego balastu.
Książka zdecydowania godna polecenia, bo krok po kroku rozprawia się z rożnymi lękami, czy obawami. Chociaż, jak dla mnie niektóre zostały mówiony zdecydowanie za krótko. Ale może to tylko moje wrażenie?

Kiedy idę.

Iść za pragnieniem serca nawet tak kruchym, jak adoracja Najświętszego Sakramentu to wielka łaska. Dlaczego? Bo niestety nie zawsze mogę za nim iść. A wtedy, kiedy jest to bardzo utrudnione zdarza mi się czuć taki dojmujący brak i smutek. Za czym lub za Kim? Bez wątpienia za Jego szczególną obecnością taką bardzo mi bliską. Chodź do końca nie wiem dlaczego tak jest. Z resztą nie zamierzam się nad tym zastanawiać. Tak mam i już.

Eucharystia, Adoracja, Święte, Hope, Sakrament, Bóg
zdjęcie pochodzi ze strony: https://pixabay.com/pl/ (dostęp 11.02.2021).

Za czym ten rodzaj smutku i braku ? Za ciszą i spokojem,ale tym głębszym, który pozostaje na dłużej. Szczególnie wtedy, kiedy na adoracje idę po dłuższej przerwie. Zawsze wtedy łapie się na tym, jak mogłam tak długo na nią czekać. I że było to za długo. Ale zaraz potem myśl, że przecież „Ty wiesz wszystko”, więc o co mi chodzi? Nie ignorowałam tego wezwania, czy raczej napomnienia: Idż i adoruj. Chodź przyznaje,że są takie dni, kiedy zmęczenie bierze górę nad tym, co jest skrywane gdzieś w głębi serca.

Ale wiem, że za każdym razem, kiedy uda mi się chociaż na chwilę być na adoracji to jest to dobrze zmarnowany czas. Bo przed Nim. Inna sprawa, że kiedy po adoracji patrzę na zegarek to wydaje mi się, że bardzo dużo czasu upłynęło. A tymczasem było to tak niewiele. Ale za to,jak bogatych w treść i milczenie chwil.

Świąteczny sekret Agnieszka Krawczyk

 

Świetna książka na okres świąt i tuż po nich. Idealna do kawy. ciasta. Taka, żeby się oderwać na chwilę od świątecznej bieganiny. Jednocześnie jest też dobrym pomysłem na prezent pod choinkę.
Zosia, która jest główną bohaterką książki, ku zaskoczeniu najbliższych, postanawia przyjąć dom w spadku. Po babci. Mało tego, postanawia się tam przenieść. A jest to nie lada odwaga, bo dom znajduje się na podkrakowskiej wsi. Nikt poza sąsiadem, który służy jej pomocą nie wierzy, że da ona sobie radę. I chociaż nie jest jej łatwo, bo nie wiele, wie o tym, jak wygląda życie na wsi to nie odpuszcza. Nie jest to obraz wsi sielskiej, anielskiej. Zwłaszcza, gdy,aby mieć ciepło w domu trzeba rozpalić w piecu. Paradoksalnie pokonywanie tych zwykłych codziennych spraw i samodzielne życie pozwalają jej uwierzyć w siebie.
Ciekawie jest poprowadzony jest też wątek, Maksa, syna sąsiada. Pana Wojciecha. Który wiedząc, jakie podejście ma do dziewczyn, jego syn ostrzega przed nim, Zosię. Maks to taki klasyczny bohater: przystojny ,ale nierozpieszczony, zmieniający dziewczyny, jak rękawiczki. Do czasu aż spotyka główną bohaterkę. Bo to ona sprawia, że Maks się zmienia. A właściwie zmianie pod jej wpływem ulega zachowanie Pana Wojciecha wobec, syna. I nie jest to zmiana za pomocą czarodziejskiej różdżki. Maks buntuje się przeciwko zmianą wprowadzonym przez ojca. Jednak po czasie przyznaje, Zosi racje. Zmiany wyszły mu na dobre. 


Sama Zosia długo wydaje się bronić przed uczuciem do Maksa. Z czego ta obawa wynika ? Z tego, żeby nie powtórzyć losu swojej mamy, która zakochała się w przystojnym,a nieodpowiedzialnym człowieku. Ojcu, Zosi. Czy uda się jej nie powtórzyć rodzinnej historii? Bardzo dobrej, cennej rady udziela jej sąsiadka: Ty to zrobisz inaczej. Koniecznie sięgnijcie po książkę. 

Świąteczny sekret

 zdjęcie pochodzi  ze strony: https://nakanapie.pl/ (dostęp 07.02.2021) 


Szkoda tylko, że został trochę urwany wątek, Jaśka. Najlepszy przyjaciel Zosi. Niemal każdy poza nią uważał, że będą z Jaśkiem parą. Bardzo to dla mnie znajome. { Na szczęście próba swatania, chodź w białych rękawiczkach nie doszła do skutku.). Traktuje go, jak brata. Chcę,aby jej dawny przyjaciel spełni swoje marzenie i został pilotem. Czego nie przyjmuje do wiadomości jego mama. Jasiek ma zostać prawnikiem, jak jego tata. Co z tego wyniknie? Zajrzyjcie do książki koniecznie :):).

Magiczne miejsce Agnieszka Krawczyk

 

Witold Mossakowski to znudzony życiem w mieście prawnik, który skrycie marzy o porzuceniu swojej pracy i znalezieniu, czegoś co nadałoby jego życiu sens. Za namową kolegi postanawia kupić upadający pałac w malej wsi Ida. To staje się impulsem, który daje mu motywacje do działania. Chce, jak najwięcej dowiedzieć się o historii zabytku, aby przy jego renowacji,jak najwierniej oddać jego charakter. Co ważne nie jest to typ miastowego biznesmena, który ma swoją wizję,jak wykorzystać potencjał tego miejsca. Wręcz przeciwnie poznaje dawną właścicielkę majątku Teklę, której pasją jest produkcja perfum. Z dużym zainteresowaniem wypytuję ją o to, jak pałac wyglądał w czasach swojej świetności. Remont pałacu i szukania wszelkich szczegółów na jego temat dają mu dużo radości. Chcę wyremontować miejscową kaplicę.

Jest takim dobrym duchem Idy. Kupuje książki do szkolnej biblioteki, kiedy dowiaduje się,jak bardzo marzy o przeczytaniu całej serii o Harrym Potterze jedna z uczennic. Ze zdziwieniem dowiaduje się, że sołtys Idy na strychu swojego domu urządziła obserwatorium astronomiczne. Bardzo wspiera Milenę w walce o to,aby mieszkańcy Idy mogli liczyć na opiekę stomatologiczną.

To właśnie w Idzie znajduje grono życzliwych i serdecznych przyjaciół, ” Jeszcze rok temu jego świat wyglądał całkiem inaczej. Była w nim praca, ale nie było w nim sensu. Żadnego. Potem kupił posiadłość i wszystko się zmieniło. Nagle otoczyli go ludzie pełni przyrzni i życzliwości” s.423.

Jednak także i on napotyka na trudności. Począwszy od naczelnik poczty, która otwiera przychodzącą do mieszkańców Idy korespondencje, przetrzymuje ją, zastrasza pracowników poczty. A to wszytko dlatego,że pochwala czasy PRL-u. Także dlatego piszę donosy,gdzie i do kogo się da także na Witolda. Drugą ciekawą, chodź na początku nie budzącą mojej sympatii postacią jest Majewski, właściciel tartaku. Wszyscy poza Witoldem uważają, że pomysł z likwidacją szkoły to jego sprawka. Jednak to właśnie on robi wszystko,aby miejscowe dzieci dojeżdżały od nowego roku do mniejszej szkoły. Jak się potem okaże Majewski ma bardzo złe wspomnienia związane ze szkolnym molochem. I trochę szkoda, ze tego wątku autorka nie podjęła dalej.

Magiczne miejsce

zdjęcie pochodzi  ze strony: https://nakanapie.pl/  (dostęp 30.01.2021)

Witold znajduje w piwnicy pałacu dosłownie prawdziwe karby. Serwis rodowy matki, Tekli i kopię Świętego Grala. Która jest inspiracją dla nazwy hotelu. Będzie on miejscem, gdzie zmęczeni miejskim życiem frustraci będą odzyskiwać równowagę. Jak? Biorąc udział w różnych warsztatach i używając naturalnych kosmetyków produkowanych przez panią Teklę.
Chcecie  wiedzieć więcej ? Sięgnijcie koniecznie po książkę :):).

Książka lekka, przyjemna. Wymarzona na zimowe wieczory :):)

Zaufanie ?

Zdarzyło się Tobie mimo cichych zapewnień Pana, jakie otrzymałaś na modlitwie , że wystarczy Jemu zaufać mieć wątpliwości? Na zasadzie: Tak, ale może jednak nie. Kiedy samo zapewnienie nawet od Niego nie wystarczało? Bo zwyciężało poczucie lęku i obawa. Nie dlatego, że wątpiłam w słowo, które On dał.

To raczej były wątpliwości zwiane z tym, czy sama dam radę. I nie chodziło tutaj o nic wielkiego. Żadne mickiewiczowskie: „Ruszyć bryłę z posad świata”. To były wątpliwości związane ze zwykłymi rzeczami takimi codziennymi. Skąd ta niepewność? Może za bardzo chcę mieć potwierdzenie, że to, co robię  ma sens? A nawet, jeśli je dostaje to i tak do końca nie wierzę. I choćby mi nad uchem rozległo się  głośne, jak  taraban wojskowy To, co robisz, piszesz jest ok, a nawet bardzo ok czasami.” To  nie uwierzę. Dlaczego? Bo zaraz w ślad za dobrym słowem, komentarzem pojawi się to znane niemal od dziecka: „Mogło być lepiej. „

Perfekcjonizm? Jane, że tak. Skąd mi się wziął? Niestety odkąd pamiętam porównywałam się z innymi. Przecież koleżanka ze szkoły, studiów ma takie piękne loki;):). Rozczesze rano i może ruszać w nowy dzień;):). A moje chociaż gęste i jest ich dużo tak, żeby starczyło na nie jedną perukę są proste, jak drut. 

Ten mało wzniosły przykład bardzo dobrze pokazuje,że zauważam dobro nawet tak powierzchowne, jak włosy u kogoś. Nie u siebie. U siebie widzę niekończącą się długą, jak zwój papirusowy listę tego, co należy poprawić. 

Zaufanie, Wiary, Zachęta, Zaufanie

zdjęcie pochodzie ze strony: https://pixabay.com/pl/ ( dostęp 25.01.2021)

Nie wiem, czy kiedykolwiek będę umiała powiedzieć sam sobie, że to, co robię jest wystarczająco dobre. Bo zawsze, coś można zrobić lepiej. Prawda? 

Chciałabym, jak Faustyna zaufać tak zwyczajnie bez analizowania i zastanawiania się.  Ale Jej zaufanie Panu też nie przyszło od razu. Na pstrykniecie palcem. 

Gorsza siostra

„Przysięgałem milczeć. Ale to jest sytuacja życia i śmierci.
to zwalnia mnie z tajemnicy (…)”

Już sam cytat zapowiada trzęsienie ziemi zupełnie, jak u Hickoka. A jeśli taki mocny początek to jest zapowiedz tego, że książka będzie świetna. Bo napisać, że dobra to zdecydowanie za mało. Urszula szukając dawcy szpiku dla chorej na białaczkę córki, Idy dowiaduje się po latach,że ma przyrodnią siostrę. Ta skrywana przez lata tajemnica budzi w Urszuli całą paletę emocji od złości, żalu do mamy za to, że człowieka, którego uważała za swojego tatę tak naprawdę nim nie był. Jest w niej dużo nadziei pomieszanej z niepewnością, jak na informację o tym, że jest siostrą Urszuli zareaguje ta druga, Karolina? I najważniejsze, czy zgodzi się oddać swój szpik, którego Ida potrzebuje? I czy będzie on pasował i nie zostanie odrzucony?

Jednocześnie Urszula ma świadomość, że wuj Iwo mówiąc jej o tym, że ma przyrodnią siostrę złamał tajemnice spowiedzi popełniając ciężki grzech. Przede wszystkim jednak liczył na to, że szpik Karoliny może uratować Idę. A Urszula może naprawić zerwane przed laty przez jej mamę relacje rodzinne.

Całą historie poznajemy przez retrospekcję dzięki, czemu czytelnik jest obserwatorem wydarzeń od drugiej wojny światowej, powstania warszawskiego, czasu komunizmu. Razem z Joasią i Karolem jesteśmy widzami proroczej inscenizacji „Dziadów” w reżyserii Dejmka. Ale także widzimy ich dramat, kiedy w marcu 1968 roku przez donos Wandy, matki Urszuli o żydowskim pochodzeniu,Joasi muszą wyjechać z Polski.

Książka Gorsza siostra

zdjęcie pochodzi ze  strony: https://nienakapanie/ (dostęp 10.01.2021)

Jak na tacy widać do, czego prowadzi nienawiść, poczucie odrzucenia. Ale też mądrość Karoliny, która nie ocenia swojej prababci, Krystyny mówiąc, że nie ma do tego prawa, bo ci ludzie mają za sobą dramat wojny. Wspomina o tym,że jej mama miała koszmary związane z wyprowadzaniem żydowskich dzieci z getta. Jak nie mówiła nikomu o tym, co wtedy czuła, jako dziecko. A Krystynie, której zawdzięcza wychowanie starała się nie sprawiać kłopotu. Może nawet przypodobać? Widać także wewnętrzne zmaganie się z powierzoną tajemnicą, jakie przeżywa Iwo.

Bardzo dobrze narysowany portrety psychologiczny postaci. I Kraków :):). Bardzo potrzebny i ważny wątek przeszczepu. Wciąż za mało poruszany. Książkę tę przeczytałam z polecenia Recenzje Dropsa Książkowego i nie żałuje, bo było warto :):). 

Marzenie: zamiast listów pasterskich, które są laniem wody. W Wyobraźni już   w kancelarii parafialnej informacja,jak się zarejestrować do DKMS, oświadczenie woli o wyrażeniu zgody na pobranie organów też by nie zaszkodziło. A mogłoby pomóc  w krótszym oczekiwaniu na przeszczep. Któryś z Księży wikarych na fb, swoim blogu też by dużo dobrego zrobił, jakby konkretne informacje umieścił. :):) Czy może za bardzo puszczam wodze fantazji?

Głodna

Od dłuższego czasu czuję, że jestem głodna,ale nie tak fizycznie z braku pokarmu tego zwykłego. Głodna Chleba Eucharystycznego. Dlaczego? Przecież Kościół zamknięty nie jest. Dyspensa od Mszy niedzielnych i świątecznych  nie jest  na zasadzie, że muszę. Skąd w takim razie to ciągnięcie, chociaż to nie jest chyba dobre słowo. Bo kojarzy się z działaniem na silę, wbrew komuś. Bardziej odpowiednie będzie chyba sformułowanie, że jest to najcichszy szept: „Idż”. Nie  burzy mojego wewnętrznego spokoju w żaden sposób. Wręcz przeciwnie Chleb Eucharystyczny jest jego źródłem. Przynajmniej dla mnie.

Chociaż  jest, gdzieś we mnie obawa, żeby nie traktować Go, jak magicznej witaminy. Dzięki, której wszystkie problemy znikną, bo wtedy to będzie myślenie magiczne. Problemy i kłopoty nie znikną za sprawą Chleba Eucharystycznego. Byłoby to zbyt proste. Daję On natomiast siłę do ich rozwiązywania. Zdecydowanie łatwiej, dzięki Niemu szukać w nich Jego obecności. Obok tego,że mogę traktować Chleb Eucharystyczny,jak witaminę na kłopoty obawiam jeszcze jednej rzeczy. Tego, żeby nie być na Niego zachłanną, bo mi Go będzie mało. Chociaż dotąd tak nie było. Nie czułam, żeby mi Chleba Eucharystycznego  było  mało. Tym bardziej nie wiem skąd to poczucie, że jestem głodna w taki sposób?

Komunia, Eucharystyczną Kielich, Wina

zdjęcie pochodzi ze strony: https://pixabay.com/pl/ (dostęp 04.01.2021)

Chyba, że jest to odpowiedz z Góry na mój sprzeciw wobec stwierdzenia, że przecież Mszę to mam w telewizji. Mam jasne, że tak. Tylko na szczęście jeszcze Komunii nie ma przez telewizję. Kazanie powiedzmy sobie szczerze może być różne. Inne zostają na zawsze, porywają. Na niektórych siedzi się, jak na przysłowiowym tureckim kazaniu. Nie zapominajmy, że przecież Ksiądz też człowiek i może mieć zwyczajnie gorszy dzień.

Może na znalezienie odpowiedzi powinnam cierpliwe poczekać?

Sekretne życie introwertyków.

Raczej do wszelkich poradników podchodzę z większą ostrożnością niż do jeża. Bo duża ich cześć próbuje na silę zmienić czytelnika. W przypadku „Sekretne życie introwertyka. Przewodnik dla cichych i tych, którzy chcą ich zrozumieć” jest inaczej. Dlaczego? Nie próbuje zmienić na silę introwertyka w duszę towarzystwa. Mało tego na konkretnych przykładach pokazuje, jak z bycia introwertykiem uczynić swój atut. Wydaje się niemożliwe ? Nieprawda! Może nie od razu introwertyk będzie skalał z radości na wieść o balu, zaproszeniu na imieniny. Ale za to z chęcią umówi się na kawę, ciastko, czy pogaduszki z dawno niewidzianą koleżanką. I zrobi to z radością. Bo od dużego grona znajomych na fb woli wąskie,ale za to sprawdzone grono przyjaciół. Nie liczy się przecież ilość, lecz jakość nawiązywanych relacji.

Wiele osób zastanawia się pewnie, jak wygląda życie towarzystwie introwertyka? Jeśli nie lubi on bywać na imprezach, a rozmowa o niczym na imieninach męczy go bardziej niż najcięższa praca? My introwertycy zwyczajnie inaczej rozumiemy pojecie życie towarzyskie. Wręcz wydaje nam się dziwne, jak można lubić wszelkie imprezy? My wolimy głęboką rozmowę od pustej gadaniny. Rozmowa o ostatnio przeczytanej książce filozoficznej w przerwie po pierwszym wykładzie? Dziwne? Nie dla mnie. Normalne i daje poczucie,że rozmowa o idei platońskiej może być fascynująca. 

Książka Sekretne życie introwertyków

zdjęcie pochodzi ze strony: https://nakanapie.pl/ (dostęp 01.02.2021).

Autorka bardzo prosto wyjaśnia takie terminy, jak kac introwertyczny, czy paraliż analityczny. Daję przy tym konkretne wskazówki, jak sobie z nimi skutecznie radzić. Przyznaje,że nie miałam zielonego pojęcia, czym jest kac introwertyczny. A tym bardziej, jaki jest na niego skuteczny sposób. A nie jest on niczym innym, jak za dużą ilością bodźców. Jaka jest na niego recepta? Zwyczajnie cisza. Bo w niej możemy naładować nasze baterie energetyczne. Albo bycie zwyczajnie samemu. W samotności lub przed zaśnięciem często przychodzą mi najlepsze pomysły. Czyli prawie, jak Einstein umiem powiedzieć: Eureka! Już wiem! Nie raz żałowałam, że pod poduszką nie mam ołówka z notesem do zapisywania pomysłów ;): ) I nie wiedziałam, że rozpoczyna się, wtedy proces inkubacji.
Raczej do wszelkich poradników podchodzę z większą ostrożnością niż do jeża. Bo duża ich cześć próbuje na silę zmienić czytelnika. W przypadku „Sekretne życie introwertyka. Przewodnik dla cichych i tych, którzy chcą ich zrozumieć” jest inaczej. Dlaczego? Nie próbuje zmienić na silę introwertyka w duszę towarzystwa. Mało tego na konkretnych przykładach pokazuje, jak z bycia introwertykiem uczynić swój atut. Wydaje się niemożliwe ? Nieprawda! Może nie od razu introwertyk będzie skalał z radości na wieść o balu, zaproszeniu na imieniny. Ale za to z chęcią mówi się na kawę, ciastko, czy pogaduszki z dawno niewidzianą koleżanką. I zrobi to z radością. Bo od dużego grona znajomych na fb woli wąskie,ale za to sprawdzone grono przyjaciół. Nie liczy się przecież ilość, lecz jakość nawiązywanych relacji.

Wiele osób zastanawia się pewnie, jak wygląda życie towarzystwie introwertyka? Jeśli nie lubi on bywać na imprezach, a rozmowa o niczym na imieninach męczy go bardziej niż najcięższa praca? My introwertycy zwyczajnie inaczej rozumiemy pojecie życie towarzyskie. Wręcz wydaje nam się dziwne, jak można lubić wszelkie imprezy? My wolimy głęboką rozmowę od pustej gadaniny. Rozmowa o ostatnio przeczytanej książce filozoficznej w przerwie po pierwszym wykładzie? Dziwne? Nie dla mnie. Normalne i daje poczucie,że rozmowa o idei platońskiej może być fascynująca. 

Autorka bardzo prosto wyjaśnia takie terminy, jak kac introwertyczny, czy paraliż analityczny. Daję przy tym konkretne wskazówki, jak sobie z nimi skutecznie radzić. Przyznaje,że nie miałam zielonego pojęcia, czym jest kac introwertyczny. A tym bardziej, jaki jest na niego skuteczny sposób. A nie jest on niczym innym, jak za dużą ilością bodźców. Jaka jest na niego recepta? Zwyczajnie cisza. Bo w niej możemy naładować nasze baterie energetyczne. Albo bycie zwyczajnie samemu. W samotności lub przed zaśnięciem często przychodzą mi najlepsze pomysły. Czyli prawie, jak Einstein umiem powiedzieć: Eureka! Już wiem! Nie raz żałowałam, że pod poduszką nie mam ołówka z notesem do zapisywania pomysłów ;): ) I nie wiedziałam, że rozpoczyna się, wtedy proces inkubacji.

Ponieważ introwertyk wszystko przeżywa w środku i często jest skupiony bardziej na innych niż na sobie zdarza się, że zapomina o swoich potrzebach. Granneman piszę: ” Jeśli jesteś introwertykiem, który nie potrafi o siebie walczyć, pamiętaj, że Twoje potrzeby są równię ważne, co innych ludzi” s. 305. Znajome? Jak najbardziej dlatego sięgnij po ten tytuł. Bez wątpienia warto ;):).

Najlepsze przychodzi niespodziewanie :):).

 

Możliwość dzielenie się tym, co dla mnie ważne przez pandemie została dość mocno ograniczona, bo spotkania naszej grupy zostały zawierzone Widząc, jak dużo dała mi możliwość robienie notatek przy fragmencie Ewangelii, który rozważałam napisałam do https://maluczko.com (dostęp 27.12. 2020), czy coś przygotowali,ale nie miałam żadnej odpowiedzi. Kiedy już pomyślałam” nic pewnie nie będzie”, wtedy zobaczyłam to: 


dostęp 27.12.2020. 


Pierwsza myśl: Jak to ?  Jest ktoś, chce poświecić swój czas, żeby kogoś wysłuchać, może pomilczeć poradzić? Podzielić się swoim spojrzeniem na Boga? I jak to u mnie najczęściej bywa zaraz szybko pojawiły się wątpliwości. Że  to nie dla mnie. Postanowiłam, że jednak mimo to napiszę i spróbuje, zobaczę, co z tego wyjdzie. I nie żałuje, bo stało się wiele dobra. Za które dziękuję ;):). Wiem, że „Posłuchamy Cię w Adwencie” to odpowiedz na to czego potrzebowała. I to odpowiedz z samej Góry. A jeśli tak to najlepsza z możliwych. 

 

Ponieważ dobrem należy się dzielić wszyło mi, coś na kształt podsumowania/ świadectwa: 


Możliwość rozmowy, a dokładniej wysłuchanie jest obecnie czymś bezcennym. Bo przecież ktoś bezinteresownie daje Ci to, czego odzyskać nie może- czas. Którego niemal wszystkim brakuje i chyba nikt go nie ma za dużo. A tutaj taki przedświąteczny prezent. Co ta rozmowa mi dała ? Masę dobra, jeszcze więcej spokoju, ale też i łzy. Takie, których się zupełnie nie spodziewałam,ale były mi one potrzebne. Przede wszystkim jednak dostałam bardzo cenną radę, wskazówkę. Co może oznaczać to, co czuje. Gdzie konkretnie mogę się nad tym zastanowić. I najważniejsze, Kto może mi w tym pomóc. A największe dobro? Pozytywne spojrzenie na Pana Boga. Proste ? Nie dla wszystkich i nie w każdej sytuacji. I chyba jeszcze, coś: przypomnienie, że On może rozwiązać wszystko. Nawet moje wątpliwości.