Hasimoto. Poradnik pacjenta Dr. Katarzyna Ślubowska.


Jak wokół każdej często występującej choroby tak i w przypadku Hasimoto jest niekończona się lista nie potwierdzonych naukowymi badaniami informacji. Dlatego dobrze jest ich szukać u osób kompetentnych, jak lekarz, który konkretną jednostkę chorobową zna z codziennej praktyki lekarskiej. Tak, jak dr. Katarzyna Ślubowska, która ukończyła Akademię Medyczną w Warszawie. Zaś w 2004 roku rozpoczęła pracę w Klinice Medycyny Transplantacyjnej i Nefrologii Szpitala Klinicznego Dzieciątka Jezus w Warszawie. Ponieważ często spotykała się w swojej pracy z pacjentkami chorującymi na Hasimoto postanowiła podzielić się swoją wiedzą, którą dzieli się w książce Hasimoto. Poradnik pacjenta.

Ta, książka to swojego rodzaju dawka wiedzy zamknięta w kilku rozdziałach. A dowiemy się z nich m.in:
– jak przebiega choroba Hasimoto i jakie może mieć powikłania?
– jak leczyć chorobę Hasimoto i czy można się od niej całkowicie uwolnić.
– jaką dietę stosować, ?
– jak pokonać trudności związane z chorobą, gdy planuje się ciążę ?

W książce zostało obalonych kilka mitów, które wszelkiej maści celebryci, blogerzy  próbują przekazać, jak niemal prawdę objawioną. A są nimi miedzy innymi konieczność wykluczenia z diety glutenu, który rzekomo ma zwiększać stan zapalny tarczycy. A jak dowiadujemy się z książki jego wykluczenie jest konieczne przy potwierdzonej badaniami nietolerancji. Podobnie sprawa ma się z laktozą.

Może być zdjęciem przedstawiającym książka

Ponieważ temat Hasimoto znam z własnego doświadczenia to wiele zwartych w książce informacji już znałam. A to dzięki fantastycznej endokrynolog dziecięcej, która moje słowa potraktowała poważnie i nie posadziła mnie o globusa, jak Emilię Korczyńską z Nad Niemnem. Zawsze znajdę odniesienie do literatury :):). Dlatego ten tytuł był dla mnie dobrą, solidną powtórką wiadomości,które już miałam. Co ważne Autorka uspokaja potencjalne pacjentki,że Hasimoto to nie koniec świata. Chociaż przyznaję,że zmienność nastroju od śmiechu do płaczu nie jest niczym przyjemnym.
Książkę polecam, jako kompendium sprawdzonych informacji. Żadem dr. Google. 

Dziękuję Wydawnictwo RM, https://www.rm.com.pl/ :):) 

Cuda Św. Faustyny Ewa Czaczkowska.


Jakie masz skojarzenia, gdy myślisz św Faustyna? Dla mnie pierwszym hasłem jest Dzienniczek, koronka i orędzie do Bożego Miłosierdzia. Dlaczego pytam o skojarzenia z Sekretarka Bożego Miłosierdzia? Przyznaję, że sama dość schematycznie o Niej myślałam. A raczej zawężałam  pole, na którym działa. Kiedy odmawiam Koronkę do Bożego Miłosierdzia? Za osoby chore, zmarłe, kiedy potrzebuję oczyszczanie i uzdrowienia w sakramencie pokuty i pojednania.
Na nowo,szerzej na Bożą Sekretarkę pozwoliła mi spojrzeć lektura książki Ewy Czaczkowskiej Cuda św Faustyny. Bo moje spojrzenie na Nią, jak widać  było zawężone. 

A opisane  przez Autorkę przypadki uzdrowienia zarówno fizycznego, jak i duchowego pokazują jedno: dla   Boga nie ma nic nie możliwego.

Bo, jak po ludzku wytłumaczyć to, że niedoszły samobójca przed odebraniem sobie życia sięga po Dzienniczek, a słowa, które tam znajdzie już na zawsze je odmienią? I tak jest z każdym przedstawionym cudem, czy na poziomie fizycznym, czy duchowym. Następuje zmiana dotychczasowego życia. Każdy z bohaterów ma w sobie bardzo głęboką potrzebę dawania świadectwa o tym, co stało się jego udziałem, czego doświadczył.  Dlatego chylę czoła przed nimi, że mają w sobie tyle odwagi, żeby o tym mówić. 

Do mnie chyba najmocniej przemówiły trzy  przytoczone przez Czaczkowską  świadectwa. Pierwszym jest to, którym się dzieli Ewa Sałużanka. Po bezskutecznych próbach wyjścia z depresji otwierała chyba wszystkie drzwi. Także te, których lepiej nie uchylać łącznie z sensami bioenergoterapii, czy buddyzmem. Skutkiem tego było to, że zamiast czuć się lepiej, czuła się tylko gorzej. Do momentu, aż  sięgnęła po Dzienniczek. Wtedy zaczął się jej proces wychodzenia z depresji. To, co mocno mi zapadło w pamięć i serce:”Dzisiaj wiem, że życie nie polega na osiecznianach, lecz na naszej zgodzie na życie. A zgodę na życie możesz mieć tylko w Jezusie. On jest jedynym jego sensem. (…).. Gdy to zrozumiałam zaczęłam sobie odpuszczać sobie, jako kobieta. Nie muszę być pierwsza, najlepsza, perfekcyjna. Ja chcę być prowadzona. Chcę zaufać Jezusowi” (s. 91).

Drugim ważnym dla mnie świadectwem jest to księdza Folejewskiego, który zrezygnował z przeszczepu serca ” I wtedy usłyszałem wewnętrzny głos: „Twój przeczep serca będzie miał na imię ” Jezu, ufam Tobie” (.s.179). I postanawia zaryzykować i zaufać na maxa, Bożemu Miłosierdziu. Pytany, czym jest Boże Miłosierdzie odpowiada: „Miłosierdzie jest cudem Boga pochylającego się nad człowiekiem, wydobywającego dobro spod rożnych nawarstwień zła po to, aby uczynić nas piękniejszymi” (s.178).  Mocne są też jego słowa o tym, czym dla niego jest powiedzenie” Jezu, ufam Tobie”:”Dla mnie słowa: Jezu, ufam Tobie”, że za wszystko dziękuję. Jeśli nie dziękuję to znaczy,że nie ufam, czyli uważam, że Bóg daje mi coś złego” (…) „To nie jest łatwe. Powiedzenie słów: „Jezu, ufam Tobie”, z polną świadomością ich znaczenia jest niezwykle trudne. My czasem powtarzamy lekko: „Jezu, ufam Tobie”, bo lekarze, psychologowie nie pomogli, to może Jezus pomoże” (s.178) 

Może być zdjęciem przedstawiającym 1 osoba

Trzecim świadectwem jest to kardynała Franciszka Macharskiego, który po leczeniu operacyjnym nowotworu jelita cienkiego rezygnuje z przyjęcia chemioterapii i zawierza Bożemu Miłosierdziu. Po ludzku można powiedzieć,że oszalał. Własnie po ludzku. Zawołanie:: „Jezu,ufam Tobie” miał umieszczone na biskupiej mitrze.

Kto mnie zna, ten wie, że chociaż do Krakowa mam daleko to Kardynał Macharski jest mi szczególnie bliski. Nie tylko ze względu na miłość do Królewskiego Miasta Krakowa. To nie jest przypadek. Jego słowa o Bożym Miłosierdziu:”Pielgrzymka do Bożego Miłosierdzia trwa przez cale ludzkie życie. Zaczyna się każdego ranka i nie skończy się aż w tej ostatniej godzinie. w której mrok ludzkiego życia wejdzie najpierw w mrok,ten mrok Golgoty, noc Golgoty, po to, żeby rozbłysnąć darem światła  i patrzenia twarzą w twarz Tego, w którego uwierzyliśmy tam, gdzie nadzieja się spełni” (s. 257) 

„Cuda św Faustyny”  to moja pierwsza książka autorstwa Ewy Czaczkowskiej, po którą sięgnęłam i z pewnością nie ostatnia. Autorka ma naturalną  umiejętność pisania o tym, co nie wytłumaczone bardzo lekkim, przystępnym językiem. Tą  książkę się nie czyta, ją się pochłania, jak dobrą powieść.  

Jak być szczerym ze sobą. Od unikania trudnych doświadczeń do prawdziwej akceptacji siebie Monika Janiszewska i Adrianna Kłos

 

„Jak być szczerym ze sobą. Od unikania trudnych doświadczeń do prawdziwej akceptacji siebie” Moniki Janiszewskiej i Adrianny Kłos to nie jest książka z cyklu lekkich, łatwych i przyjemnych. Taką, którą czyta się do popołudniowej herbaty w ramach weekendowego relaksu. Dlaczego? Ponieważ waga poruszanego tematu do łatwych nie należy. A  są nim mechanizmy obronne, jakie stosujemy w naszym życiu. Brzmi poważnie, prawda? Ale zapewniam, że warto podjąć wysiłek przeczytania tej książki. Z pewnością się opłaci.
Książkę można podzielić na cztery części. Pierwsza to garść wiedzy teoretycznej, gdzie znajdziemy miedzy innymi wyjaśnienie, kiedy mechanizmy obronne są dla nas pomocne. Ale także dowiemy się z niej, że są one ucieczką od rzeczywistości. Albo jeszcze ostrzej. Uniknięcia zmierzenia się z prawdą o nas,ale także o naszych najbliższych. O tym, jak pięknie potrafimy oszukiwać same siebie. Tutaj także dowiemy się, czym jest przymierze terapeutyczne, na czym polega ? I jaka jest jego rola?
Może być zdjęciem przedstawiającym książka
Cześć druga dla mnie chyba osobiście najbardziej przydatna z całej książki to konkretne przykłady, kiedy używanym mechanizmów obronnych. Co leży u ich podłoża, ale także, jak z nich zrezygnować. Co ważne, każdy z przykładów opatrzony jest komentarzem psychologa. Przykład, który został mi  na dłużej w pamięci:”Tym, co ją naprawdę kręciło była fotografia. Nie miała jakiegoś wysokiej klasy sprzętu i nie doszkalała się na kursach, a i tak potrafiła  stworzyć zdjęcie- perełkę. (…) Wielu znajomych obdarowywała pięknie oprawionymi zdjęciami, chwilami uchwyconymi kilka miesięcy wstecz. większość piała z zachwytu. (…). Uznali, że ma talent,którego nie można zmarnować. Powinna przejść kilka kursów, kopić sobie lepszy sprzęt, rzucić stanie za ladą i zając się fotografią komercyjnie. Justyna za każdym razem stawała okoniem. A po, co je to? Takie kursy kosztują”(s.90)  Komentarz psychologa do tego przykładu  „Gdyby Justyna uświadomiła sobie prawdę, czyli to, jak bardzo się boi, mogłaby zacząć proces wspierania siebie i dodawania sobie otuchy. Zamiast bojkotowania swoich marzeń i krytykowania się, mogłaby czule pochylić się nad sobą i powiedzieć sobie: „Boisz się, bo przed tobą duża praca, a jej efekty na ten moment nie są znane. Każdy boi się zmian. Ale fotografia to coś, co naprawdę kochasz, więc dasz sobie radę. Wszystko będzie dobrze. Zaufaj sobie. Klienci się pojawią, ktoś na pewno przyjdzie, bo ludzie cenią tych, którzy robią to, co naprawdę kochają robić” (s. 91). Brzmi znajomo? I to jeszcze, jak!
Cześć trzecia pokazuje, jak z tych nieprawidłowych mechanizmów obronnych wyjść, krok po kroku. W części czwartej znajdziemy ćwiczenia praktyczne, jak tego dokonać trwale.
Tak, jak pisałam na początku temat książki do łatwych nie należy. Ale po mimo to warto do niej sięgnąć. Zdecydowanie warto.

Ty jesteś marką Ks. Piotr Pawlukiewicz.

 

„Ty jesteś marką” księdza Piotra Pawlukiewicza to z pozoru nie wielka książeczka. Ale za to, jak bogata w treść. A znajdziemy w niej odpowiedzi na pytania: dlaczego symbolem pierwszych chrześcijan jest ryba i jakie ma ona dla nas znaczenie, jaki jest skrót do Pana Jezusa i czy Maryja zna się na winie? To tylko niektóre podtytuły kolejnych rozdziałów. I może chociaż wydają się na pierwszy rzut oka błahe to zapewniam, że to są tylko pozory.

Ta książka to zaproszenie do fascynującej podroży  przez historię chrześcijaństwa, ale przede wszystkim próba udzielenia odpowiedzi, na pytanie zawarte w jej tytule.  O to, jaką sama jestem marką? Czy swoją postawą, postępowaniem sprawiam, że ludzie których spotykam na swojej drodze przybliżam do Jezusa, czy robię coś zupełnie innego ? A jeśli tak jest to nie ma, w tym żadnej  mojej zasługi. Sama to mogę sobie, za przeproszeniem nagwizdać. Wszelkie dobro, które zrobię jest zasługą Jego łaski. I mojej  na nią lub nie otwartości. Brzmi, jak banał ? Być może. Tylko, wiem, że sama nie miałabym siły pokonać zwykłego ludzkiego „nie chce mi się”, a nie zawsze mi to się udaje. O większych trudnościach, już nie mówiąc.

Pytanie, które wracało do mnie, jak bumerang, czego ode mnie chce Jezus? Część moich przyjaciół aktywnie należy do rożnych grup, wspólnot, a ja ?  Wciąż nie zdecydowana, w duchowym szpagacie. Przecież to do, czego nie od dziś  skłania się moje serce, czyli adoracja Najświętszego Sakramentu nie jest, ani modna, ani popularna. Tłumów w pierwsze piątki miesiąca nie zauważyłam.  I odpowiedzią na to pytanie są słowa: ” Uważaj, czy i Ty ne robisz ze swojego chrześcijaństwa numeru popisowego. Bo jesteś w grupach, w ruchach, w Caritasie.. Jezus nie che brać udziału w Twoich numerach popisowych. On czeka na Ciebie prawdziwego. Autentycznego.” (s.  132). I to jest jasna, konkretna odpowiedz na moje pytanie.

Ty, jesteś marką

zdjęcie pochodzi ze strony: https://nakanapie.pl/ (dostęp 27.09. 2021.)

Książka jest pełna, jak to sama określiłam duchowych smaczków i kół ratunkowych. Jeno z takich kół ratunkowych: „Chrystus w wizerunku  Jezusa Miłosiernego idzie. Idzie,żeby Cię odnaleźć.  I będzie Cię szukał do ostatniej chwil, żeby Cię obdarzyć swoim przebaczeniem, swoim miłosierdziem”. (s. 97)  Ale nie ma tutaj mowy o płyciźnie, czy miałkości. I to jest jeden z wielu powodów, dla których warto sięgnąć po ten tytuł. A zapewniam, że bardzo warto.

 

Jak zbudować poczucie własnej wartości Dorota Gromicka.

 

Poczucie własnej wartości to towar, którego niestety, a może na szczecie nie da się kupić za żadną walutę świata. Za to chociaż jest to proces długi, żmudny można je, zbudować. Jak ? Tego, jak to zrobić krok po kroku dowiemy się z książki ” Jak zbudować poczucie własnej wartości” Doroty Gromickiej.

Poza niewątpliwie potrzebną wiedzą teoretyczną znajdziemy w niej ćwiczenia praktyczne, które, jak zastrzega sama Autorka, wydobędą z nas często skrywane na dnie naszej pamięci emocje i zdarzenia, które najchętniej byśmy z niej wymazali.

Dlaczego jest koniecznie powinniśmy do nich wrócić ? Ponieważ bardzo często problem z poczuciem własnej wartości ma swoje podłoże w dzieciństwie, czasach przedszkolnych, szkolnych. A nie rzadko jest to swego rodzaju, niechciany prezencik. Taki gorący ziemniak, czy kukułcze jajo, które nam podarował, ktoś z najbliższych.

I właśnie, żeby zmienić swoją przyszłość musimy uprać się z przeszłością. Brzmi pewnie dla niektórych, jak banał. Może, jednak warto podjąć ten nie mały wysiłek. Co ważne Autorka pisze wprost,że w pokonaniu naszych demonów z przeszłości być może będziemy potrzebowali specjalistycznej pomocy, w postaci terapeuty. I jeśli widzimy, że sami nie dajemy rady warto skorzystać z fachowej pomocy.

Może być zdjęciem przedstawiającym książka i tekst

 

To, co dla mnie ważne to pokazanie mocnego związku z poczuciem własnej wartości i przykazaniem miłości Boga i bliźniego: „Nawet w religii chrześcijańskiej zorientowanej na Boga i bliźniego,miłość siebie samego nie jest zakazana. Przeciwnie, jest wskazana jako wzór miłości względem drugiego człowieka: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Dobry stosunek do siebie zakłada,że człowiek szanuje swoją godność, potrafi być dla siebie życzliwy, ciepły, a kiedy trzeba- wymagać od siebie i stawiać granice. Umie również wybrać to, co dobre, co go ubogaca, czasami zakłada to wysiłek, pracę nad sobą, odmawianie sobie przyjemności, obowiązki” (s.71). Teraz ręka w górę, kto z Was koncentruje się na pierwszej części przykazania miłości, a zapomina o miłości do samego siebie? Sama będę pierwszą, która podniesie palec do góry. Mało tego, jestem mistrzynią w stawianiu sobie wymagań.

I właśnie aby zachować równowagę sięgnęłam po tę książkę, bo chociaż temat do łatwych nie należy to mimo to czyta się ją bardzo szybko. I tutaj jest też pułapka jej, bo można książkę przeczytać, jak niemal każdy poradnik, omijając przy tym, co trudniejsze ćwiczenia. Mimo to polecam i to bardzo.

Blizna – symbol uporu?

 


Dziękować za to co łatwe i przyjemne nie jest przychodzi łatwo i bez trudu. Gorzej sprawa wygląda, kiedy coś wymaga wysiłku. Albo do osiągnięcia efektu trzeba przejść przez ból. Wtedy sprawa z tym, żeby dziękować jest trudniejsza.
Bo, jak po ludzku mam dziękować za to, że boli ? Jak boli ząb to pędzę, co sił w nogach do dentysty, żeby mnie od bólu uwolnił.


Zupełnie inaczej sprawa wygląda z rehabilitacją. Najpierw boli nieraz koszmarnie, żeby z każdym dniem, zrobionym ćwiczeniem, krokiem było lepiej. Właśnie lepiej o kawałek, krok. Po to,żeby lepiej funkcjonować. Chociaż dla wielu osób jest to zwyczajne. Dla mnie, nie.

Ramiona, Ręce, Blizny, Samookaleczeń

 zdjęcie pochodzi ze strony : https://pixabay.com/pl/ (dostęp 18.09.2021.)


Blizna wzdłuż prawej kostki jest symbolem uporu i walki mojej Mamy, pracy chirurgów – ortopedów i mojego nie dopuszczania. Bo nie ma, że boli. Właśnie dlatego nie wolno mi było odpuścić. Dostałam szansę i nie mogłam jej zmarnować. I udało mi się to.


A jeszcze rano zastanawiałam się nad prawdziwością słów koleżanki, Mamy, że „jestem charakterna po dziadku. Bo inaczej nie zniosła byś tego psychicznie”. Zaczęłam w to wątpić: czy, aby na pewno? Ale chyba, jednak tak. Bo szansy nie zmarnowałam

Masz swoich Księży.

 

„Masz swoich księży”

To stwierdzenie, czy raczej zarzut w moją stronę, z którego nie widzę powodu aby się tłumaczyć. Mało tego otwarcie do tego się przyznaje, że mam swoich Księży.

Ale najlepiej będzie, jak zacznę od początku, czyli od tego, jak rozumiem określenie swoich w odniesieniu do  Księży. „Swoi” to tacy, którym ufam na maxa bardziej niż sobie samej. To ich poproszę o radę, ale to ja sama podejmuję ostateczną decyzję i podnoszę za nią odpowiedzialność.

To Księdza,któremu ufam, przy którym czuje się bezpiecznie na poziomie serca poproszę o stałe spowiednictwo. Którego konfesjonał nie parzy. I  ma znaczenie więcej cierpliwości do tego, żeby odpowiadać na moje pytania niż  sama mam jej do siebie. Który spowiada z otwartym sercem, a zadaje pokutę szyta na miarę. Czyli taką, która ma mi pomóc zrobić pierwszy krok do tego, żeby chodź trochę zmienić swoje życie. Mogę tylko powiedzieć dziękuję  za poprzednią spowiedź i zadaną pokutę. I zrobię to bez wahania. Bo  za dobro, okazaną życzliwość,  zwyczajne  bycie człowiekiem warto dziękować.

Gołąb, Wolność, Pokój, Zaufanie

zdjęcie pochodzi że strony : https://pixabay.com/pl/ (dostęp 02-09.2021)

Kapłanowi, którego kazanie poruszyło najgłębsze struny mojego serca albo bardzo często było odpowiedzią na moje pytania zwyczajnie po ludzku podziękuje za nie.

W znaczeniu osoby, do której mam ogromne zaufanie mam swojego Księdza.

A jak jest z Tobą, Czytelniku?

 

 

Pamiętnik księgarza Shaun Blythe.

 

Ponieważ dzisiaj Dzień Miłośników Książek w ramach prezentu, oczywiście recenzja Pamiętnika księgarza Shauna Blythea.

 

Shaun Blythe jedną decyzją o zakupie podupadającego antykwariatu wywraca swoje życie do góry nogami. Nic nie jest takie, na jakie wygląda. A bycie właścicielem antykwariatu to wbrew pozom nie jest taka prosta sprawa. A jego dzień pracy nie upływa na interesujących pogawędkach o książkach i literaturze z ciekawymi ludźmi.

Jest to raczej nieustane zmaganie się z dość specyficznymi klientami. Ich wiecznym narzekaniem, że książka za droga. A na Amazonie można ten sam tytuł kupić dożo taniej. A propo Amazona właśnie Pamiętnik księgarza doskonale pokazuje zmianę, jaka zachodzi na rynku książki i czytelnictwa szeroko rozumianych.

Może być zdjęciem przedstawiającym książka

Wbrew obawom Shauna mimo tego, że Amazon jest głównym graczem na rynku sprzedaży wysiłkowej książek i może sobie pozwoli na duże rabaty, udaje mu się wygrać z gigantem. Dlaczego? Bo Autor do prawdziwy bibliofil nie tylko z zawodu, ale przede wszystkim z zamiłowania. Wkłada wiele wysiłku, żeby rozkręcić Festiwal Literatury przyciągając na niego bestsellerowych autorów. I w ten sposób promować literaturę, ale też rozkręcić dość zaspane, smętne miasteczko. I udaje mu się to. Chociaż jest też pełen obaw, że pojawienie się na rynku czytników Kindle spowoduję, że i tak ciężka sytuacja na rynku książki antykwarycznej tylko się pogorszy. Ale nawet wejście na rynek czytników nie oznacza klęski. A dzięki oddanym klientom, którzy chcąc wspomóc prowadzony przez Blythea raj dla bibliofilów.

Dla mnie to też powtórka z historii książki i bibliotek za sprawą Aldusa Manucujsza i jego oficyny. Bardzo to miłe.

Autor zwraca również uwagę na to, co księgozbiór mówi o jego właścicielu: ” Przeglądanie księgozbioru daje wgląd w życie właściciela, jego zainteresowania i w jakiejś mierze w jego osobowość” s 17 . Bardzo trafne spostrzeżenie , prawda? Przecież książki, które mamy na swoich pólkach mówią o tym, co nas interesuje. Dla jakiego rodzaju literatury, konkretnych autorów jesteśmy w stanie zarwać noc, aby tylko dokończyć rozdział. Chociaż i tak najczęściej kończy się na przeczytaniu całej książki.

Czytelnicza gratka dla prawdziwych bibliofilów. Ucieszą się z pewnością.

 

Ps. Świętujcie z dobrą książką  :):) zaczytanego dnia.

Psalmy wyciągnięta ręka Boga, kiedy spadasz w przepaść.


Psalmy do tej pory kojarzyły mi się głównie, jako stała część Mszy Świętej. Uzupełnienie czytań i Ewangelii, ale nie jako niezależna forma modlitwy.
Co, a właściwie Kto sprawił, że spojrzałam na nie inaczej? Nie mam wątpliwości, że bardzo mocno przyczynił się do tego projekt, który dużo mi dał. I bardzo szybko stał się odpowiedzią na to, co działo się w moim sercu. A mam tutaj na myśli Maluczko, które przygotowało projekt projekt „Psalmy” – dziewięć miesięcy codziennego komentowania psalmu z dnia.

I gdy rozważania się skończyły bardzo szybko i mocno poczułam, że mi ich brak. I pusto. Bardzo chciałam ich więcej. Ale też cierpliwie czekałam na kolejny projekt.

Właśnie, wtedy zobaczyłam zapowiedź Psalmy7dni dla ❤. Pierwsze, co pomyślałam, kiedy zaczęłam czytać, nareszcie! Jeden psalm na każdy dzień. I tak przez  cały tydzień. Miodzio. Niezastanawialam się długo i stwierdziłam, że wchodzę w to. 

I napisać, że była to dobra decyzja to za mało. Rozważany psalm albo jego fragment odpowiadał temu, co działo się w moim sercu. A działo się i jest tak nadal, nie mało.

Może być zdjęciem przedstawiającym tekst „ckans Ûsp caiaio SKINNY FunBox Psalmy 7 dni dla serca Czytaj, spotykaj, poznawaj Maluczko”

Z resztą trudno, żeby było inaczej. kiedy pożegnało się po tej stronie, najbliższą sobie osobę, bo swoją Mamę.  A właściwie nie pożegnało się, ale spotka  po  tamtej stronie. 

I jedną z form odpowiedzi obok aktów strzelistych były psalmy. A konkretny z  fragmentów psalmu, który był  rozważany danego dnia, a siedział we mnie mocniej  stał się formą modlitwy. 

Co mi konkretnie dał ten czas? Pokazał po raz nie wiem  już, który, że On jest przy mnie. Nawet, jeśli milczy. A grunt usuwa mi się spod nóg i lecę w przepaść  to wyciągnie rękę, żeby mnie złapać.

A najlepszym podsumowaniem niech będzie zdanie, że „Stwórca, który jest dobry, potężny, miłosierny i nieustannie czeka na Ciebie z miłością i uśmiechem” To jedno ze zdań, które znalazło się w słowie komentarza po rozważaniach do ostatniego psalmu. 

 

Związana chrztem, czy przyzwyczajeniem ?

 

Nie wiem, czy z moim kościołem parafialnym bardziej i mocniej wiąże mnie chrzest. A jeśli tak to zanurzenie w śmierć i zmartwychwstanie Jezusa. Czy jest to bardziej przyzwyczajenie, poczucia bezpieczeństwa, znajomość miejsca?
Pewnie po trochu jedno i drugie.

Chociaż nie wiem, czego jest więcej.
I chociaż Bóg jest wszędzie Jeden to w swojej parafii, chociaż o krok mi do Niego bliżej. Ale, jeśli jest to tylko  przyzwyczajenie do miejsca to nie widzę w tym nic złego. Jasne jest, że takie trudne doświadczenia, jak Msza pogrzebowa Mamy, chodź trochę łatwiej jest znieść w miejscu, które zna się od dziecka. Gdzie się dorastało i zna się każdą nierówność podłogi. I te może z pozoru błahe rzeczy sprawują,że  zwyczajnie po ludzku w niewielkim stopniu człowiekowi lżej.


I dlatego decyzja o tym, żeby pożegnanie mojej Mamy po tej stronie było poza Jej i moją parafią była dla mnie trudna. I nie była moją decyzją.

Może być zdjęciem przedstawiającym w budynku


Ale kościół parafialny  bez wątpienia jest dla mnie drugim domem, bezpiecznym portem, do którego mogę wrócić nawet po największym sztormie i najbardziej gwałtowniej burzy w moim życiu.  Zupełnie, jak jesienna chusta, która mnie otula swoim ciepłem i delikatnością. Sprawiając, że czuje się bezpiecznie.  Chociaż wiem, jak to patetycznie zabrzmiało. Ale tak to czuje nie tylko teraz.

 Dlatego Msza z racji imienin Mamy będzie już w naszej parafii.