Małgorzata Szafrańska Wojowniczka. Powieść dla każdej kobiety.

Po Mistrzyni i Uczennicy teraz Małgorzata Szafrańska zabiera nas, kobiety w wyjątkową, nie raz trudną podróż. Dlaczego trudną? Bo w głąb samej siebie, a to rzadko, kiedy jest proste, przyjemne i nie sprawia bólu. Ale, jak przystało na wojowniczkę, ona nigdy się nie poddaje, nie rezygnuje. Nie odpuszcza w tej najważniejszej walce, bo o samą siebie.

Książka  podzielona jest na trzy części. Pierwsza to opis zdarzeń, odczucia z perspektywy samej Autorki. Tutaj też zostały poruszone tematy wstydu, braku akceptacji samej siebie, swojego ciała, walki o własne życie i zdrowie z niewidzialnym, nieznanym przeciwnikiem, jakim jest choroba nowotworowa. Ale także niepewność jutra związana z kłopotami finansowymi. W tej części Szafrańska mocno podkreśla, jak ważne jest wsparcie, które mogą dać sobie kobiety nawzajem. A, że to wsparcie dają sobie w czasie lekcji jogi? Sama, w coś takiego bym nie weszła, bo pewnych drzwi się zwyczajnie nie otwiera. Ale to jest każdego wolny wybór.

Cześć druga to wydarzenia, przeżycia z perspektywy literackiej córki Szafrańskiej, Hani po jej wyjeździe na studia do Madrytu. W tej części akcent mocno został położony na próbę znalezienie odpowiedzi, co jest naszymi marzeniami, a co oczekiwaniami innych. I za czym tak naprawdę idziemy. Czy chcemy spełniać swoje marzenia, czy cudze wyobrażenia dotyczące naszego życia. Ale, żeby nie było tak słodko do beczki miodu łyżka dziegciu. Wątek Hani i Matyldy jest dla mnie absolutnie nie do przyjęcia. Nie spodziewałam się, czegoś takiego po Autorce. I nie wiem, czemu miał służyć wątek, kiedy Hania sprawdza, czy nie jest lesbijką. Podobnie, jak stwierdzenie, że żyjemy w kraju homofobicznym. Aż mi, coś wewnętrznie zgrzytnęło. Prawdopodobnie dlatego, że jest to bardzo w sprzeczności z wartościami, które są dla mnie kompasem na życie.

Cześć trzecia to rozwiniecie, ale także domkniecie wątku Letycji, która była główną bohaterką drugiej części Uczennica. Teraz Letycja jest włościanką kilku dobrze działających cukierni, poznaje Nikodema, z którym zakłada rodzinę. I tutaj wyobrażenia okazują się inne od rzeczywistości. Bo po urodzeniu Marysi, Letycja ma depresję poporodową, nie umie dojść do porozumienia z Nikodemem. A łączenie opieki nad Marysią i prowadzenie kilku cukierni wydaje się zadaniem nie możliwym do wykonania. Do tego wszystkiego dochodzi niepewność związana, z tym, czy przez pandemie covid-19 nie będzie konieczne zamkniecie cukierni i zwolnienie pracowników. Problemy finansowe ma także firma Nikodema. W tej części Szafrańska mocno kocntentuje  się na tym, jak ważne jest wsparcie mentorki, mistrzyni. Drugiej kobiety, która zamiast oceniać, wyciągnie pomocną dłoń. Podzieli się swoimi doświadczeniami.

Może być zdjęciem przedstawiającym książka i w budynku

Uzupełnieniem książki jest alfabet pandemii, w którym, jak w soczewce Szafrańska skupia wszystkie obawy, niepewności, niepokoje związane z czasem pandemii. W książce znajdziemy także kilka wpisów z autorskiego bloga, który prowadzi Małgorzata Szafrańska W matni kobiecości- blog dla kobiet. Ale również przykazań szczęśliwej kobiety. Najbardziej przemówiła do mnie Hygee , czyli umiejętność zauważania małych, ulotnych chwil, które składają się na codzienność. Najważniejsze w Hygge jest świadomość bycia wdzięcznym, za to co jest. „A my częściej prosimy niż dziękujemy. Dlaczego to takie ważne ? Bo wdzięczność wprowadza Cię w wyjątkowy stan, w którym wszystko wydaje się jaśniejsze, lepsze i bardziej oczywiste. Dzięki temu podejmiemy leprze decyzje i będziemy lepiej się czuć” s. 265

Nie zaprzeczanym plusem książki jest to, że porusza trudne, nie pasujące do pierwszych stron gazet tematy, jak depresja poporodowa, walka z nowotworem, utratą dziecka akceptacja siebie. W tym również swojego niedoskonałego ciała. I lekkie pióro, bo książkę się, nie czyta, a chłonie.

Wspólnym mianownikiem łączącym wszystkie trzy bohaterki jest to, że mimo trudności, kryzysów, zwątpienia nie odpuszczają, nie poddają się. Jak na wojowniczki przystało. I takiego nie odpuszczania życzę każdej znasz Książkę otrzymałam z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl
Książkę warto przeczytać, choćby po to, żeby mieć własne zdanie. Tytuł na duży plus.

Czuła przewodniczka Natalia de Barbaro

Książek o rozwoju osobistym szeroko rozumianym jest zatrzęsienie. Dla każdej z nas, do wyboru, do koloru. Dlaczego akurat sięgnęłam po tytuł „Czuła przewodniczka. Kobieca droga do siebie” Natalii de Barbaro? Przyznaje się szczerze skusiły mnie optymistyczne recenzje i ogólne hura, jakie ten tytuł wywoływał. Czy słusznie? Kilka razy miałam ochotę wyrzucić tę książkę przez okno. Jednak tego nie zrobiłam, bo wypożyczona z biblioteki, a to znaczy, że należy dbać o nią bardziej niż o własną.

Autorka koncertuje się na pokazaniu trzech wewnętrznych postaci: Potulnej, Królowej Śniegu i Męczennicy. Te wszystkie trzy postawy skierowane są na spełnianiu oczekiwań przede wszystkim swoich własnych i otoczenia. Ich przeciwieństwem są : Serdeczna, Dzika Dziewczynka.

Najbardziej przemawia do mnie postawa Serdecznej: ” Serdeczna daje, bo ma z czego, i daje, bo chce dawać. Nie „poświęca się”, wiec ma energie, która pozwala jej dawać ze szczerego serca. Ten, kto od niej dostaje czuje się obdarowany,a nie zaszantażowana pseudodobrocią” s 233. Za ważne i warte przypomnienia uważam : „Karm się, kiedy jesteś głodna. Bierz, jeśli chcesz mieć z czego dawać innym” s 221. Chyba każdej z nas zdarza się zapomnieć, że z pustego i Salomon nie naleje. A już nie jedna z nas próbowała jechać na oparach własnych sił ledwo dając rade.

Czuła przewodniczka. Kobieca droga do siebie

zdjęcie pochodzi ze strony : https://nakanapie.pl/ (dostęp 03.01.2022)

To tyle, jeśli chodzi o plusy. Natomiast prawie się we mnie krew gotuje, kiedy Autorka próbuje sama tworzyć koncepcje Boga nazywając Go Zimnym Okiem. A już argumentując te próby stworzenia nowego o tym, co się z ambon słyszy, przesada. Chociaż  wiem, że to możne być podyktowane jej doświadczeniami No, cóż rożne rzeczy się z niej słyszy, co nie znaczy, jak mi, nie pasuje obraz Boga z niej przedstawiany to sobie tworzę nowy. Prędzej włączy mi się tryb: polemizowałabym z tym albo no nie do końca się z tym zgadzam. Mogę mieć inne zdanie.

Zupełnie nie przemawia do mnie koncepcja kobiecych kręgów, w których nieznajome sobie kobiety pytają się o radę i czerpią ze swojej energii.

W pewnym momencie miałam już dość autoanalizy snów Autorki, jakie snuła przed czytelnikami.
Do mnie nie przemówiła za bardzo. Ale dobrze jest przeczytać, choćby po to,żeby mieć swoje zdanie. I mam czytelnicze wyrzuty sumienia,że zaproponowałam ten tytuł do zakupu do biblioteki. Z resztą z jej Kierownik mamy podobne zdanie ;):)

Oliwa i miód.

Jakie są Wasze pierwsze skojarzenia, kiedy myślicie o oliwie i miodzie? Dla mnie słowem kluczem w odniesieniu do oliwy jest obmycie, oczyszczanie rany. Ale niezwykłe delikatne z wyczuciem. Szczególnie wtedy gdy rana jest głęboka. W tym oczyszczaniu czuć rękę Mistrza, który nie zrobi nic na sile. Ale na tyle na ile Jemu pozwolę. 

Oliwa Z Oliwek, Butelka, Oliwki, Szkło

zdjęcie pochodzi ze strony: https://pixabay.com/pl/ (dostęp 19.12.2021)

A teraz trochę o miodzie, który od wieków jest uważany za najcenniejszy skarb natury.  A to wszystko, dzięki jego właściwością kojącym, łagodzącym, wzmacniającym. Naturalny opatrunek, który zabezpiecza przed ponownym zranieniem. 

Miód, Łyżka, Złoty, Żółty, Ciekły

zdjęcie pochodzi ze strony : https://pixabay.com/pl (dostęp 19.12.2021)

Skąd mi przyszedł na myśl taki obraz? Jest on ilustracją sakramentu spowiedzi. A dokładniej tego, czym jest dla mnie. Zwłaszcza ostatnia spowiedź. 

 

Obca kobieta Magdalena Majcher

Obca kobieta Magdaleny Majcher to książka nietuzinkowa, bo wychodząca poza etykietkę, jaką zwykle przyczepiano  do tak zwanej literatury kobiecej.  Z resztą nie słusznie uważając ją za gorszy rodzaj literatury. a jest sposobem  na zajecie czasu dla gospodyń domowych z lubością czytających opisy romansów. których osobiście nie znoszę i z reguły unikam.

Ale do rzeczy, czyli o czym konkretnie jest Obca kobieta? To znakomite, wręcz mistrzowskie pokazanie budowania więzi wyjątkowej miedzy główną bohaterką, Weroniką, a córką jej partnera, Oliwią. Dlaczego napisałam,że niezwyklej więzi ? Ponieważ Oliwia, Weronikę uważa i traktuję ,jak swoją mamę, chociaż ta wcale nią nie jest w sensie biologicznym, ani nawet prawnym. I mimo tego, że Weronika zdaje sobie sprawę, jak trudna walka ją czeka o to, żeby mieć możliwość kontaktów z Oliwią nie rezygnuje z niej. Ale nie dlatego,żeby pokazać byłemu parterowi, Hubertowi, kto ma racje. Ani też z kim, Oliwia ma silniejszą relacje.

Motywem i tym, na czym głównej  bohaterce najbardziej zależy jest dobro dziewczynki. Która jest gotowa na ucieczkę z lekcji, po to aby spotkać się z Weroniką. Z którą tata, Oliwi  po poznaniu nowej partnerki zabrania dziewczynce kontaktów.

Obca kobieta

Zdjęcie pochodzi ze strony : https://nakanapie.pl/ (dostęp 12. 11. 2021.)

Ale, żeby nie było tylko cukierkowo i za słodko, Weronika przez większą cześć książki skrywa tajemnice. Którą nie wiem, czy z zemsty, czy z zazdrości o wieź, jaka jest miedzy, Weroniką a Oliwią, postanawia ujawnić, Hubert w sporze sądowym o dziecko. Jaką tajemnice skrywa główna bohaterka?  Dowiecie się sami sięgając po książkę.

Co dla mnie ważne to postawa rodziców Huberta, którzy widząc, jak Oliwia wprost ubóstwia, Weronikę  jest przy niej bezpieczna i szczekliwa, stają po stronie głównej bohaterki. Nawet, wtedy, gdy Weronika obawia się, że to, co zrobiła w przeszłości skreśli ją w ich oczach.

Książkę zdecydowanie warto przeczytać. I to bardzo warto.

 

Łatwej ocenić niż docenić ?


Człowieka łatwiej ocenić niż docenić. I jest w tyn stwierdzeniu sporo prawdy, bo ocenianie przychodzi łatwiej.
Ten, czy inny człowiek nie pasuje do mojej wizji świata, ma inne poglądy i wyznaję zupełnie rożne od moich wartości. I co z tego? Mogę się z kimś nie zgadzać, ale to nie znaczy,że wolno, kogoś nie szanować.
Ile razy usłyszałam, że taka, czy inna osoba to nie jest dla mnie towarzystwo? Wystarczająco dużo, żeby odpowiedzieć, że nie jestem od tego aby spełniać cudze oczekiwania. 

Może być zdjęciem przedstawiającym tekst „Łatwo jest kogoś ocenić... A czemu tak trudno docenić...”

grafika pochodzi ze strony: https://www.facebook.com/groups/821905344597396/permalink/4431255830328978/ (dostęp 26.11.2021) 

Docenić to uznać,że drugi człowiek dał mi, coś ważnego, cennego. Na różnych poziomach: od ciekawego wpisu na bloga, przez polecenie dobrej książki, przesłanie linku do dobrego artykułu, zwykle dzień dobry, ale też najprostsze dziękuję za dobre kazanie, spowiedź z otwartym sercem, nie wyczerpane pokłady cierpliwości. Trudne, ale czy to znaczy,że nie warto podjąć wysiłku? Warto, zawsze warto. Może, ktoś dzięki prostym życzeniom dobrego dnia, spokojnego dyżuru będzie miał go chociaż trochę łatwiejszym ? Spróbujesz ? 

Adoracja wystawienie całego siebie na spojrzenie Boga.

Adoracja wystawienie całego siebie na spojrzenie Boga.
Pozwolić komuś na spojrzenie w oczy to wypuścić go w przestrzeń bardzo moją. Jeśli na to pozwalam to znaczny, że tej Osobie ufam. Bo nie uciekam wzrokiem, on mnie nie krępuje. Wręcz przeciwnie pod Jego spojrzeniem jest mi dobrze i bezpiecznie. Nawet, jeśli to, co On zobaczy to są rany bardzo głębokie. I nie raz krwawiące, wymagające oczyszczenia. To wiem, że z nimi mogę iść. A On będzie na mnie czekał po to, żeby je dotknąć z miłością i delikatnością. Przecież On wie, gdzie boli i jak bardzo. I tylko On może je uzdrowić. Ale pod warunkiem, że Mu na to pozwolę Bo On nie wejdzie nigdzie, bez mojego: jeśli chcesz możesz mnie uzdrowić.

Długo chciałam analizować, dlaczego mnie tak mocno ciągnie do adoracji. Teraz postanowiłam zaufać: nie ważne dlaczego. Ważne, że On mnie chce. A mnie wystarczy być i się w Niego wsłuchiwać, wpatrywać w milczeniu.
Tylko tyle albo aż tyle.  

 

 

zdjęcie pochodzi ze strony: https://pl.aleteia.org/2018/03/20/10-niespodzianek-czestej-adoracji-najswietszego-sakramentu/  (dostęp 16.11.2021)

Chociaż adoracja nie wyklucza też burzy, sztormu w sercu, zadawania pytań. A nawet, jeśli płyną to łez. Dlaczego? Jasne, że mogę udawać, że jest świetnie  pięknie. Po prostu bajka. Tylko kogo oszukam? Przecież nie Jego  bo On wie wszystko. Oszukać mogę siebie, kiedy złapie się na myśli, że nie mogę tego czuć, co, czuje. Bo nie można albo się tego boję, że aż tak mocno. 

Przyznaje,że dopuścić to wszystko na raz albo tylko jedną z emocji, reakcji nie jest ani łatwo, ani przyjemnie.  Umówmy się, że łatwiej jest wpatrywać się w milczeniu albo próbować się wsłuchać niż pozwolić sobie na ten dość trudny zestaw. 

Tym to jest trudniejsze im bardziej nam wpojono z resztą dość nie nie prawidłowo, że nie wolno nam tak reagować albo się tak  zachowywać. Dlaczego mamy w sobie tłumic emocje i nasze reakcje?  Mamy do nich prawo pod warunkiem, że nikt przez nie ucierpi. 

Chociaż sama na pierwszopiątkowej adoracji złapałam się na myśli, że tak nie można. 

Ale też właśnie w momencie, gdy na to wszystko sobie pozwoliłam połączyłam ulgę i spokój

 

Hasimoto. Poradnik pacjenta Dr. Katarzyna Ślubowska.


Jak wokół każdej często występującej choroby tak i w przypadku Hasimoto jest niekończona się lista nie potwierdzonych naukowymi badaniami informacji. Dlatego dobrze jest ich szukać u osób kompetentnych, jak lekarz, który konkretną jednostkę chorobową zna z codziennej praktyki lekarskiej. Tak, jak dr. Katarzyna Ślubowska, która ukończyła Akademię Medyczną w Warszawie. Zaś w 2004 roku rozpoczęła pracę w Klinice Medycyny Transplantacyjnej i Nefrologii Szpitala Klinicznego Dzieciątka Jezus w Warszawie. Ponieważ często spotykała się w swojej pracy z pacjentkami chorującymi na Hasimoto postanowiła podzielić się swoją wiedzą, którą dzieli się w książce Hasimoto. Poradnik pacjenta.

Ta, książka to swojego rodzaju dawka wiedzy zamknięta w kilku rozdziałach. A dowiemy się z nich m.in:
– jak przebiega choroba Hasimoto i jakie może mieć powikłania?
– jak leczyć chorobę Hasimoto i czy można się od niej całkowicie uwolnić.
– jaką dietę stosować, ?
– jak pokonać trudności związane z chorobą, gdy planuje się ciążę ?

W książce zostało obalonych kilka mitów, które wszelkiej maści celebryci, blogerzy  próbują przekazać, jak niemal prawdę objawioną. A są nimi miedzy innymi konieczność wykluczenia z diety glutenu, który rzekomo ma zwiększać stan zapalny tarczycy. A jak dowiadujemy się z książki jego wykluczenie jest konieczne przy potwierdzonej badaniami nietolerancji. Podobnie sprawa ma się z laktozą.

Może być zdjęciem przedstawiającym książka

Ponieważ temat Hasimoto znam z własnego doświadczenia to wiele zwartych w książce informacji już znałam. A to dzięki fantastycznej endokrynolog dziecięcej, która moje słowa potraktowała poważnie i nie posadziła mnie o globusa, jak Emilię Korczyńską z Nad Niemnem. Zawsze znajdę odniesienie do literatury :):). Dlatego ten tytuł był dla mnie dobrą, solidną powtórką wiadomości,które już miałam. Co ważne Autorka uspokaja potencjalne pacjentki,że Hasimoto to nie koniec świata. Chociaż przyznaję,że zmienność nastroju od śmiechu do płaczu nie jest niczym przyjemnym.
Książkę polecam, jako kompendium sprawdzonych informacji. Żadem dr. Google. 

Dziękuję Wydawnictwo RM, https://www.rm.com.pl/ :):) 

Cuda Św. Faustyny Ewa Czaczkowska.


Jakie masz skojarzenia, gdy myślisz św Faustyna? Dla mnie pierwszym hasłem jest Dzienniczek, koronka i orędzie do Bożego Miłosierdzia. Dlaczego pytam o skojarzenia z Sekretarka Bożego Miłosierdzia? Przyznaję, że sama dość schematycznie o Niej myślałam. A raczej zawężałam  pole, na którym działa. Kiedy odmawiam Koronkę do Bożego Miłosierdzia? Za osoby chore, zmarłe, kiedy potrzebuję oczyszczanie i uzdrowienia w sakramencie pokuty i pojednania.
Na nowo,szerzej na Bożą Sekretarkę pozwoliła mi spojrzeć lektura książki Ewy Czaczkowskiej Cuda św Faustyny. Bo moje spojrzenie na Nią, jak widać  było zawężone. 

A opisane  przez Autorkę przypadki uzdrowienia zarówno fizycznego, jak i duchowego pokazują jedno: dla   Boga nie ma nic nie możliwego.

Bo, jak po ludzku wytłumaczyć to, że niedoszły samobójca przed odebraniem sobie życia sięga po Dzienniczek, a słowa, które tam znajdzie już na zawsze je odmienią? I tak jest z każdym przedstawionym cudem, czy na poziomie fizycznym, czy duchowym. Następuje zmiana dotychczasowego życia. Każdy z bohaterów ma w sobie bardzo głęboką potrzebę dawania świadectwa o tym, co stało się jego udziałem, czego doświadczył.  Dlatego chylę czoła przed nimi, że mają w sobie tyle odwagi, żeby o tym mówić. 

Do mnie chyba najmocniej przemówiły trzy  przytoczone przez Czaczkowską  świadectwa. Pierwszym jest to, którym się dzieli Ewa Sałużanka. Po bezskutecznych próbach wyjścia z depresji otwierała chyba wszystkie drzwi. Także te, których lepiej nie uchylać łącznie z sensami bioenergoterapii, czy buddyzmem. Skutkiem tego było to, że zamiast czuć się lepiej, czuła się tylko gorzej. Do momentu, aż  sięgnęła po Dzienniczek. Wtedy zaczął się jej proces wychodzenia z depresji. To, co mocno mi zapadło w pamięć i serce:”Dzisiaj wiem, że życie nie polega na osiecznianach, lecz na naszej zgodzie na życie. A zgodę na życie możesz mieć tylko w Jezusie. On jest jedynym jego sensem. (…).. Gdy to zrozumiałam zaczęłam sobie odpuszczać sobie, jako kobieta. Nie muszę być pierwsza, najlepsza, perfekcyjna. Ja chcę być prowadzona. Chcę zaufać Jezusowi” (s. 91).

Drugim ważnym dla mnie świadectwem jest to księdza Folejewskiego, który zrezygnował z przeszczepu serca ” I wtedy usłyszałem wewnętrzny głos: „Twój przeczep serca będzie miał na imię ” Jezu, ufam Tobie” (.s.179). I postanawia zaryzykować i zaufać na maxa, Bożemu Miłosierdziu. Pytany, czym jest Boże Miłosierdzie odpowiada: „Miłosierdzie jest cudem Boga pochylającego się nad człowiekiem, wydobywającego dobro spod rożnych nawarstwień zła po to, aby uczynić nas piękniejszymi” (s.178).  Mocne są też jego słowa o tym, czym dla niego jest powiedzenie” Jezu, ufam Tobie”:”Dla mnie słowa: Jezu, ufam Tobie”, że za wszystko dziękuję. Jeśli nie dziękuję to znaczy,że nie ufam, czyli uważam, że Bóg daje mi coś złego” (…) „To nie jest łatwe. Powiedzenie słów: „Jezu, ufam Tobie”, z polną świadomością ich znaczenia jest niezwykle trudne. My czasem powtarzamy lekko: „Jezu, ufam Tobie”, bo lekarze, psychologowie nie pomogli, to może Jezus pomoże” (s.178) 

Może być zdjęciem przedstawiającym 1 osoba

Trzecim świadectwem jest to kardynała Franciszka Macharskiego, który po leczeniu operacyjnym nowotworu jelita cienkiego rezygnuje z przyjęcia chemioterapii i zawierza Bożemu Miłosierdziu. Po ludzku można powiedzieć,że oszalał. Własnie po ludzku. Zawołanie:: „Jezu,ufam Tobie” miał umieszczone na biskupiej mitrze.

Kto mnie zna, ten wie, że chociaż do Krakowa mam daleko to Kardynał Macharski jest mi szczególnie bliski. Nie tylko ze względu na miłość do Królewskiego Miasta Krakowa. To nie jest przypadek. Jego słowa o Bożym Miłosierdziu:”Pielgrzymka do Bożego Miłosierdzia trwa przez cale ludzkie życie. Zaczyna się każdego ranka i nie skończy się aż w tej ostatniej godzinie. w której mrok ludzkiego życia wejdzie najpierw w mrok,ten mrok Golgoty, noc Golgoty, po to, żeby rozbłysnąć darem światła  i patrzenia twarzą w twarz Tego, w którego uwierzyliśmy tam, gdzie nadzieja się spełni” (s. 257) 

„Cuda św Faustyny”  to moja pierwsza książka autorstwa Ewy Czaczkowskiej, po którą sięgnęłam i z pewnością nie ostatnia. Autorka ma naturalną  umiejętność pisania o tym, co nie wytłumaczone bardzo lekkim, przystępnym językiem. Tą  książkę się nie czyta, ją się pochłania, jak dobrą powieść.  

Jak być szczerym ze sobą. Od unikania trudnych doświadczeń do prawdziwej akceptacji siebie Monika Janiszewska i Adrianna Kłos

 

„Jak być szczerym ze sobą. Od unikania trudnych doświadczeń do prawdziwej akceptacji siebie” Moniki Janiszewskiej i Adrianny Kłos to nie jest książka z cyklu lekkich, łatwych i przyjemnych. Taką, którą czyta się do popołudniowej herbaty w ramach weekendowego relaksu. Dlaczego? Ponieważ waga poruszanego tematu do łatwych nie należy. A  są nim mechanizmy obronne, jakie stosujemy w naszym życiu. Brzmi poważnie, prawda? Ale zapewniam, że warto podjąć wysiłek przeczytania tej książki. Z pewnością się opłaci.
Książkę można podzielić na cztery części. Pierwsza to garść wiedzy teoretycznej, gdzie znajdziemy miedzy innymi wyjaśnienie, kiedy mechanizmy obronne są dla nas pomocne. Ale także dowiemy się z niej, że są one ucieczką od rzeczywistości. Albo jeszcze ostrzej. Uniknięcia zmierzenia się z prawdą o nas,ale także o naszych najbliższych. O tym, jak pięknie potrafimy oszukiwać same siebie. Tutaj także dowiemy się, czym jest przymierze terapeutyczne, na czym polega ? I jaka jest jego rola?
Może być zdjęciem przedstawiającym książka
Cześć druga dla mnie chyba osobiście najbardziej przydatna z całej książki to konkretne przykłady, kiedy używanym mechanizmów obronnych. Co leży u ich podłoża, ale także, jak z nich zrezygnować. Co ważne, każdy z przykładów opatrzony jest komentarzem psychologa. Przykład, który został mi  na dłużej w pamięci:”Tym, co ją naprawdę kręciło była fotografia. Nie miała jakiegoś wysokiej klasy sprzętu i nie doszkalała się na kursach, a i tak potrafiła  stworzyć zdjęcie- perełkę. (…) Wielu znajomych obdarowywała pięknie oprawionymi zdjęciami, chwilami uchwyconymi kilka miesięcy wstecz. większość piała z zachwytu. (…). Uznali, że ma talent,którego nie można zmarnować. Powinna przejść kilka kursów, kopić sobie lepszy sprzęt, rzucić stanie za ladą i zając się fotografią komercyjnie. Justyna za każdym razem stawała okoniem. A po, co je to? Takie kursy kosztują”(s.90)  Komentarz psychologa do tego przykładu  „Gdyby Justyna uświadomiła sobie prawdę, czyli to, jak bardzo się boi, mogłaby zacząć proces wspierania siebie i dodawania sobie otuchy. Zamiast bojkotowania swoich marzeń i krytykowania się, mogłaby czule pochylić się nad sobą i powiedzieć sobie: „Boisz się, bo przed tobą duża praca, a jej efekty na ten moment nie są znane. Każdy boi się zmian. Ale fotografia to coś, co naprawdę kochasz, więc dasz sobie radę. Wszystko będzie dobrze. Zaufaj sobie. Klienci się pojawią, ktoś na pewno przyjdzie, bo ludzie cenią tych, którzy robią to, co naprawdę kochają robić” (s. 91). Brzmi znajomo? I to jeszcze, jak!
Cześć trzecia pokazuje, jak z tych nieprawidłowych mechanizmów obronnych wyjść, krok po kroku. W części czwartej znajdziemy ćwiczenia praktyczne, jak tego dokonać trwale.
Tak, jak pisałam na początku temat książki do łatwych nie należy. Ale po mimo to warto do niej sięgnąć. Zdecydowanie warto.

Ty jesteś marką Ks. Piotr Pawlukiewicz.

 

„Ty jesteś marką” księdza Piotra Pawlukiewicza to z pozoru nie wielka książeczka. Ale za to, jak bogata w treść. A znajdziemy w niej odpowiedzi na pytania: dlaczego symbolem pierwszych chrześcijan jest ryba i jakie ma ona dla nas znaczenie, jaki jest skrót do Pana Jezusa i czy Maryja zna się na winie? To tylko niektóre podtytuły kolejnych rozdziałów. I może chociaż wydają się na pierwszy rzut oka błahe to zapewniam, że to są tylko pozory.

Ta książka to zaproszenie do fascynującej podroży  przez historię chrześcijaństwa, ale przede wszystkim próba udzielenia odpowiedzi, na pytanie zawarte w jej tytule.  O to, jaką sama jestem marką? Czy swoją postawą, postępowaniem sprawiam, że ludzie których spotykam na swojej drodze przybliżam do Jezusa, czy robię coś zupełnie innego ? A jeśli tak jest to nie ma, w tym żadnej  mojej zasługi. Sama to mogę sobie, za przeproszeniem nagwizdać. Wszelkie dobro, które zrobię jest zasługą Jego łaski. I mojej  na nią lub nie otwartości. Brzmi, jak banał ? Być może. Tylko, wiem, że sama nie miałabym siły pokonać zwykłego ludzkiego „nie chce mi się”, a nie zawsze mi to się udaje. O większych trudnościach, już nie mówiąc.

Pytanie, które wracało do mnie, jak bumerang, czego ode mnie chce Jezus? Część moich przyjaciół aktywnie należy do rożnych grup, wspólnot, a ja ?  Wciąż nie zdecydowana, w duchowym szpagacie. Przecież to do, czego nie od dziś  skłania się moje serce, czyli adoracja Najświętszego Sakramentu nie jest, ani modna, ani popularna. Tłumów w pierwsze piątki miesiąca nie zauważyłam.  I odpowiedzią na to pytanie są słowa: ” Uważaj, czy i Ty ne robisz ze swojego chrześcijaństwa numeru popisowego. Bo jesteś w grupach, w ruchach, w Caritasie.. Jezus nie che brać udziału w Twoich numerach popisowych. On czeka na Ciebie prawdziwego. Autentycznego.” (s.  132). I to jest jasna, konkretna odpowiedz na moje pytanie.

Ty, jesteś marką

zdjęcie pochodzi ze strony: https://nakanapie.pl/ (dostęp 27.09. 2021.)

Książka jest pełna, jak to sama określiłam duchowych smaczków i kół ratunkowych. Jeno z takich kół ratunkowych: „Chrystus w wizerunku  Jezusa Miłosiernego idzie. Idzie,żeby Cię odnaleźć.  I będzie Cię szukał do ostatniej chwil, żeby Cię obdarzyć swoim przebaczeniem, swoim miłosierdziem”. (s. 97)  Ale nie ma tutaj mowy o płyciźnie, czy miałkości. I to jest jeden z wielu powodów, dla których warto sięgnąć po ten tytuł. A zapewniam, że bardzo warto.