Cuda Św. Faustyny Ewa Czaczkowska.


Jakie masz skojarzenia, gdy myślisz św Faustyna? Dla mnie pierwszym hasłem jest Dzienniczek, koronka i orędzie do Bożego Miłosierdzia. Dlaczego pytam o skojarzenia z Sekretarka Bożego Miłosierdzia? Przyznaję, że sama dość schematycznie o Niej myślałam. A raczej zawężałam  pole, na którym działa. Kiedy odmawiam Koronkę do Bożego Miłosierdzia? Za osoby chore, zmarłe, kiedy potrzebuję oczyszczanie i uzdrowienia w sakramencie pokuty i pojednania.
Na nowo,szerzej na Bożą Sekretarkę pozwoliła mi spojrzeć lektura książki Ewy Czaczkowskiej Cuda św Faustyny. Bo moje spojrzenie na Nią, jak widać  było zawężone. 

A opisane  przez Autorkę przypadki uzdrowienia zarówno fizycznego, jak i duchowego pokazują jedno: dla   Boga nie ma nic nie możliwego.

Bo, jak po ludzku wytłumaczyć to, że niedoszły samobójca przed odebraniem sobie życia sięga po Dzienniczek, a słowa, które tam znajdzie już na zawsze je odmienią? I tak jest z każdym przedstawionym cudem, czy na poziomie fizycznym, czy duchowym. Następuje zmiana dotychczasowego życia. Każdy z bohaterów ma w sobie bardzo głęboką potrzebę dawania świadectwa o tym, co stało się jego udziałem, czego doświadczył.  Dlatego chylę czoła przed nimi, że mają w sobie tyle odwagi, żeby o tym mówić. 

Do mnie chyba najmocniej przemówiły trzy  przytoczone przez Czaczkowską  świadectwa. Pierwszym jest to, którym się dzieli Ewa Sałużanka. Po bezskutecznych próbach wyjścia z depresji otwierała chyba wszystkie drzwi. Także te, których lepiej nie uchylać łącznie z sensami bioenergoterapii, czy buddyzmem. Skutkiem tego było to, że zamiast czuć się lepiej, czuła się tylko gorzej. Do momentu, aż  sięgnęła po Dzienniczek. Wtedy zaczął się jej proces wychodzenia z depresji. To, co mocno mi zapadło w pamięć i serce:”Dzisiaj wiem, że życie nie polega na osiecznianach, lecz na naszej zgodzie na życie. A zgodę na życie możesz mieć tylko w Jezusie. On jest jedynym jego sensem. (…).. Gdy to zrozumiałam zaczęłam sobie odpuszczać sobie, jako kobieta. Nie muszę być pierwsza, najlepsza, perfekcyjna. Ja chcę być prowadzona. Chcę zaufać Jezusowi” (s. 91).

Drugim ważnym dla mnie świadectwem jest to księdza Folejewskiego, który zrezygnował z przeszczepu serca ” I wtedy usłyszałem wewnętrzny głos: „Twój przeczep serca będzie miał na imię ” Jezu, ufam Tobie” (.s.179). I postanawia zaryzykować i zaufać na maxa, Bożemu Miłosierdziu. Pytany, czym jest Boże Miłosierdzie odpowiada: „Miłosierdzie jest cudem Boga pochylającego się nad człowiekiem, wydobywającego dobro spod rożnych nawarstwień zła po to, aby uczynić nas piękniejszymi” (s.178).  Mocne są też jego słowa o tym, czym dla niego jest powiedzenie” Jezu, ufam Tobie”:”Dla mnie słowa: Jezu, ufam Tobie”, że za wszystko dziękuję. Jeśli nie dziękuję to znaczy,że nie ufam, czyli uważam, że Bóg daje mi coś złego” (…) „To nie jest łatwe. Powiedzenie słów: „Jezu, ufam Tobie”, z polną świadomością ich znaczenia jest niezwykle trudne. My czasem powtarzamy lekko: „Jezu, ufam Tobie”, bo lekarze, psychologowie nie pomogli, to może Jezus pomoże” (s.178) 

Może być zdjęciem przedstawiającym 1 osoba

Trzecim świadectwem jest to kardynała Franciszka Macharskiego, który po leczeniu operacyjnym nowotworu jelita cienkiego rezygnuje z przyjęcia chemioterapii i zawierza Bożemu Miłosierdziu. Po ludzku można powiedzieć,że oszalał. Własnie po ludzku. Zawołanie:: „Jezu,ufam Tobie” miał umieszczone na biskupiej mitrze.

Kto mnie zna, ten wie, że chociaż do Krakowa mam daleko to Kardynał Macharski jest mi szczególnie bliski. Nie tylko ze względu na miłość do Królewskiego Miasta Krakowa. To nie jest przypadek. Jego słowa o Bożym Miłosierdziu:”Pielgrzymka do Bożego Miłosierdzia trwa przez cale ludzkie życie. Zaczyna się każdego ranka i nie skończy się aż w tej ostatniej godzinie. w której mrok ludzkiego życia wejdzie najpierw w mrok,ten mrok Golgoty, noc Golgoty, po to, żeby rozbłysnąć darem światła  i patrzenia twarzą w twarz Tego, w którego uwierzyliśmy tam, gdzie nadzieja się spełni” (s. 257) 

„Cuda św Faustyny”  to moja pierwsza książka autorstwa Ewy Czaczkowskiej, po którą sięgnęłam i z pewnością nie ostatnia. Autorka ma naturalną  umiejętność pisania o tym, co nie wytłumaczone bardzo lekkim, przystępnym językiem. Tą  książkę się nie czyta, ją się pochłania, jak dobrą powieść.  

Jak być szczerym ze sobą. Od unikania trudnych doświadczeń do prawdziwej akceptacji siebie Monika Janiszewska i Adrianna Kłos

 

„Jak być szczerym ze sobą. Od unikania trudnych doświadczeń do prawdziwej akceptacji siebie” Moniki Janiszewskiej i Adrianny Kłos to nie jest książka z cyklu lekkich, łatwych i przyjemnych. Taką, którą czyta się do popołudniowej herbaty w ramach weekendowego relaksu. Dlaczego? Ponieważ waga poruszanego tematu do łatwych nie należy. A  są nim mechanizmy obronne, jakie stosujemy w naszym życiu. Brzmi poważnie, prawda? Ale zapewniam, że warto podjąć wysiłek przeczytania tej książki. Z pewnością się opłaci.
Książkę można podzielić na cztery części. Pierwsza to garść wiedzy teoretycznej, gdzie znajdziemy miedzy innymi wyjaśnienie, kiedy mechanizmy obronne są dla nas pomocne. Ale także dowiemy się z niej, że są one ucieczką od rzeczywistości. Albo jeszcze ostrzej. Uniknięcia zmierzenia się z prawdą o nas,ale także o naszych najbliższych. O tym, jak pięknie potrafimy oszukiwać same siebie. Tutaj także dowiemy się, czym jest przymierze terapeutyczne, na czym polega ? I jaka jest jego rola?
Może być zdjęciem przedstawiającym książka
Cześć druga dla mnie chyba osobiście najbardziej przydatna z całej książki to konkretne przykłady, kiedy używanym mechanizmów obronnych. Co leży u ich podłoża, ale także, jak z nich zrezygnować. Co ważne, każdy z przykładów opatrzony jest komentarzem psychologa. Przykład, który został mi  na dłużej w pamięci:”Tym, co ją naprawdę kręciło była fotografia. Nie miała jakiegoś wysokiej klasy sprzętu i nie doszkalała się na kursach, a i tak potrafiła  stworzyć zdjęcie- perełkę. (…) Wielu znajomych obdarowywała pięknie oprawionymi zdjęciami, chwilami uchwyconymi kilka miesięcy wstecz. większość piała z zachwytu. (…). Uznali, że ma talent,którego nie można zmarnować. Powinna przejść kilka kursów, kopić sobie lepszy sprzęt, rzucić stanie za ladą i zając się fotografią komercyjnie. Justyna za każdym razem stawała okoniem. A po, co je to? Takie kursy kosztują”(s.90)  Komentarz psychologa do tego przykładu  „Gdyby Justyna uświadomiła sobie prawdę, czyli to, jak bardzo się boi, mogłaby zacząć proces wspierania siebie i dodawania sobie otuchy. Zamiast bojkotowania swoich marzeń i krytykowania się, mogłaby czule pochylić się nad sobą i powiedzieć sobie: „Boisz się, bo przed tobą duża praca, a jej efekty na ten moment nie są znane. Każdy boi się zmian. Ale fotografia to coś, co naprawdę kochasz, więc dasz sobie radę. Wszystko będzie dobrze. Zaufaj sobie. Klienci się pojawią, ktoś na pewno przyjdzie, bo ludzie cenią tych, którzy robią to, co naprawdę kochają robić” (s. 91). Brzmi znajomo? I to jeszcze, jak!
Cześć trzecia pokazuje, jak z tych nieprawidłowych mechanizmów obronnych wyjść, krok po kroku. W części czwartej znajdziemy ćwiczenia praktyczne, jak tego dokonać trwale.
Tak, jak pisałam na początku temat książki do łatwych nie należy. Ale po mimo to warto do niej sięgnąć. Zdecydowanie warto.

Ty jesteś marką Ks. Piotr Pawlukiewicz.

 

„Ty jesteś marką” księdza Piotra Pawlukiewicza to z pozoru nie wielka książeczka. Ale za to, jak bogata w treść. A znajdziemy w niej odpowiedzi na pytania: dlaczego symbolem pierwszych chrześcijan jest ryba i jakie ma ona dla nas znaczenie, jaki jest skrót do Pana Jezusa i czy Maryja zna się na winie? To tylko niektóre podtytuły kolejnych rozdziałów. I może chociaż wydają się na pierwszy rzut oka błahe to zapewniam, że to są tylko pozory.

Ta książka to zaproszenie do fascynującej podroży  przez historię chrześcijaństwa, ale przede wszystkim próba udzielenia odpowiedzi, na pytanie zawarte w jej tytule.  O to, jaką sama jestem marką? Czy swoją postawą, postępowaniem sprawiam, że ludzie których spotykam na swojej drodze przybliżam do Jezusa, czy robię coś zupełnie innego ? A jeśli tak jest to nie ma, w tym żadnej  mojej zasługi. Sama to mogę sobie, za przeproszeniem nagwizdać. Wszelkie dobro, które zrobię jest zasługą Jego łaski. I mojej  na nią lub nie otwartości. Brzmi, jak banał ? Być może. Tylko, wiem, że sama nie miałabym siły pokonać zwykłego ludzkiego „nie chce mi się”, a nie zawsze mi to się udaje. O większych trudnościach, już nie mówiąc.

Pytanie, które wracało do mnie, jak bumerang, czego ode mnie chce Jezus? Część moich przyjaciół aktywnie należy do rożnych grup, wspólnot, a ja ?  Wciąż nie zdecydowana, w duchowym szpagacie. Przecież to do, czego nie od dziś  skłania się moje serce, czyli adoracja Najświętszego Sakramentu nie jest, ani modna, ani popularna. Tłumów w pierwsze piątki miesiąca nie zauważyłam.  I odpowiedzią na to pytanie są słowa: ” Uważaj, czy i Ty ne robisz ze swojego chrześcijaństwa numeru popisowego. Bo jesteś w grupach, w ruchach, w Caritasie.. Jezus nie che brać udziału w Twoich numerach popisowych. On czeka na Ciebie prawdziwego. Autentycznego.” (s.  132). I to jest jasna, konkretna odpowiedz na moje pytanie.

Ty, jesteś marką

zdjęcie pochodzi ze strony: https://nakanapie.pl/ (dostęp 27.09. 2021.)

Książka jest pełna, jak to sama określiłam duchowych smaczków i kół ratunkowych. Jeno z takich kół ratunkowych: „Chrystus w wizerunku  Jezusa Miłosiernego idzie. Idzie,żeby Cię odnaleźć.  I będzie Cię szukał do ostatniej chwil, żeby Cię obdarzyć swoim przebaczeniem, swoim miłosierdziem”. (s. 97)  Ale nie ma tutaj mowy o płyciźnie, czy miałkości. I to jest jeden z wielu powodów, dla których warto sięgnąć po ten tytuł. A zapewniam, że bardzo warto.

 

Jak zbudować poczucie własnej wartości Dorota Gromicka.

 

Poczucie własnej wartości to towar, którego niestety, a może na szczecie nie da się kupić za żadną walutę świata. Za to chociaż jest to proces długi, żmudny można je, zbudować. Jak ? Tego, jak to zrobić krok po kroku dowiemy się z książki ” Jak zbudować poczucie własnej wartości” Doroty Gromickiej.

Poza niewątpliwie potrzebną wiedzą teoretyczną znajdziemy w niej ćwiczenia praktyczne, które, jak zastrzega sama Autorka, wydobędą z nas często skrywane na dnie naszej pamięci emocje i zdarzenia, które najchętniej byśmy z niej wymazali.

Dlaczego jest koniecznie powinniśmy do nich wrócić ? Ponieważ bardzo często problem z poczuciem własnej wartości ma swoje podłoże w dzieciństwie, czasach przedszkolnych, szkolnych. A nie rzadko jest to swego rodzaju, niechciany prezencik. Taki gorący ziemniak, czy kukułcze jajo, które nam podarował, ktoś z najbliższych.

I właśnie, żeby zmienić swoją przyszłość musimy uprać się z przeszłością. Brzmi pewnie dla niektórych, jak banał. Może, jednak warto podjąć ten nie mały wysiłek. Co ważne Autorka pisze wprost,że w pokonaniu naszych demonów z przeszłości być może będziemy potrzebowali specjalistycznej pomocy, w postaci terapeuty. I jeśli widzimy, że sami nie dajemy rady warto skorzystać z fachowej pomocy.

Może być zdjęciem przedstawiającym książka i tekst

 

To, co dla mnie ważne to pokazanie mocnego związku z poczuciem własnej wartości i przykazaniem miłości Boga i bliźniego: „Nawet w religii chrześcijańskiej zorientowanej na Boga i bliźniego,miłość siebie samego nie jest zakazana. Przeciwnie, jest wskazana jako wzór miłości względem drugiego człowieka: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Dobry stosunek do siebie zakłada,że człowiek szanuje swoją godność, potrafi być dla siebie życzliwy, ciepły, a kiedy trzeba- wymagać od siebie i stawiać granice. Umie również wybrać to, co dobre, co go ubogaca, czasami zakłada to wysiłek, pracę nad sobą, odmawianie sobie przyjemności, obowiązki” (s.71). Teraz ręka w górę, kto z Was koncentruje się na pierwszej części przykazania miłości, a zapomina o miłości do samego siebie? Sama będę pierwszą, która podniesie palec do góry. Mało tego, jestem mistrzynią w stawianiu sobie wymagań.

I właśnie aby zachować równowagę sięgnęłam po tę książkę, bo chociaż temat do łatwych nie należy to mimo to czyta się ją bardzo szybko. I tutaj jest też pułapka jej, bo można książkę przeczytać, jak niemal każdy poradnik, omijając przy tym, co trudniejsze ćwiczenia. Mimo to polecam i to bardzo.

Inni mają lepiej Krystyna Mirek.

Natalia, Zuza i Jagoda to zupełnie trzy rożne kobiety. Każda z nich ma swoje problemy, kłopoty,ale też marzenia.
Mimo to potrafią znaleźć czas na spotkanie w kobiecym gronie. I to właśnie dzięki nim zmienia się życie każdej z nich. A zmiana jest możliwa dzięki, Jagodzie. Bo to własnie ona służy pomocą i wsparciem. Ale nie jest ono z gatunku cioci dobra rada: powinnaś zrobić tak i tak.
Jagoda nie narzuca się, nie przekracza niczyich granic. Jest, gotowa pomóc, kiedy jest taka potrzeba. Także nauczycielce, która swoją niechęć do Jagody przelewa na jej, syna. To własnie, Jagodzie, profesor Małecka po raz pierwszy w życiu podziękuję. I to właśnie dzięki niej zyska,kogoś bardzo cennego- przyjaciółkę.
Dzięki, Jagodzie, Małecka przestanie koncertować się wyłącznie na swojej tragedii sprzed lat. A zacznie widzieć pole do działania, odkryje, jakie miała marzenia. I to,że mimo wszystko może je realizować.

Inni mają lepiej

zdjęcie pochodzi że strony: https://nakanapie.pl/ (dostęp 22.05.2021).

Natalia przestanie być taka zamknięta. I swoje problemy chować wyłącznie dla siebie. We wszystkich problemach, jakie ją spotkają najważniejsze okaże się skrzywdzone dziecko, Wiktor. I jego dobro.
Zuza przestaje rozpamiętywać wreszcie,że zarówno ona, jak i jej córka, Marysia zostały porzucone przez, Tomasza. Zuza zacznie dostrzegać błędy, jakie popełniła.

Często się mówi,że kobiety nie potrafią być dla siebie wsparciem. Tutaj mamy, coś zupełnie innego. To opowieść przede wszystkim o sile kobiecej przyjaźni, wdzięczności. O tym,że czyjeś złośliwe zachowanie, niechęć to nie wynik charakteru,ale tragedii. Która nie została przepracowana. To też opowieść o tym, że wystarczy czasami wskazać komuś drogę. Ale to od tej konkretnej osoby zależy, czy pozwoli sobie pomóc. I tak też jest z profesor Małecką. Nie oburza się, kiedy, Jagoda sugeruje,aby poszła na terapię i przepracowała tragedię. Ale to do Małeckiej należało dostrzeżenie problemu i podjecie decyzji. Mało tego,że sama postanawia skorzystać z pomocy to do pójścia na terapię przekonuje, Emilię. Ratując dzięki temu, Wiktora. Który dzięki temu wreszcie może być dzieckiem,

Książka bardzo ważna, bo mówiąca o ważnych problemach. Po którą zdecydowanie warto sięgnąć.

Tamta kobieta Anna H. Niemczynow.

„Tamta kobieta” to moje pierwsze zetkniecie się z twórczością Anny H. Niemczynow i bez wątpienia jeszcze nie raz sięgnę po kolejne tytuły tej Autorki. Bo zdecydowanie warto. 


„Tamta Kobieta” to opowieść o losach Romy Jasińskiej. Dziewczyny pochodzącej z niewielkiej wsi, która mimo trudności nie rezygnuje z walki o studia na wymarzonej medycynie. Zanim jednak rozpocznie studenckie życie chcąc się otrzymać w grodzie Kraka znajduje pracę w ekskluzywnym butiku.

Pełna marzeń i ideałów rusza do Krakowa. I już na początku samodzielnego życia przeżywa rozczarowanie. Okazuje się, że nie przeczytała dokładnie umowy przed jej podpisaniem. Ciche, spokojne mieszkanie wynajmowane przez studentkę, szukającą współlokatorki,jak opisywał je właściciel jest zupełnie czymś innym w rzeczywistości. Okazuje się prawdziwą szkolą życia, żeby  nie napisać polem walki. Z bardzo poważnymi problemami, jak reakcja na przemoc domową i pomoc jej ofierze. 

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Praca, która ma pomóc w utrzymaniu się na czas studiów też okazuje się nie łatwa, lekka i przyjemna, jak na początku Romie się wydawało. A to wszystko za sprawą delikatnie pisząc dość specyficznej szefowej, Ilony.  Jednak dzięki pracy w butiku Roma zyskuje to, co nie da się przeliczyć na żadne pieniądze. Prawdziwą przyjaciółkę, Dianę. To na nią zawsze może liczyć. I to od niej, Roma dowiaduje się kim naprawdę jest Aleksander. To on okaże się tajemniczym, cichym, wielbicielem, który podrzuci do plecaka wydanie „Miedzianego klucza” ukochanej książki, Romy. Aleksander, a konkretniej pisząc romans z nim i praca w jego biurze detektywistycznym okażą się początkiem poważnych kłopotów. Łącznie z wyrzuceniem Romy z wymarzonej chirurgii. Ale to właśnie kłopoty będą początkiem interwencji Archanioła Michała, o którą poprosi mama, Romy.  

To, co nadal siedzi we mnie po przeczytaniu tej książki to przekonanie,że nic w życiu nie jest takie, na jakie wygląda. To Asia, ofiara przemocy domowej uczy, Iwonę mamę, Romy wiary. I to tej najprostszej, rozumianej, jako zaufanie,”Najlepszą modlitwą nie jest ta, w której prosimy, by Bóg spełnił nasze oczekiwania,ale ta, która zmienia nasze serca, byśmy to my chcieli spełniać Jego oczekiwania” s. 461. I niezależnie od tego, w jaką przepaść wpadniemy zawsze jest nadzieja. 

Ważnym motywem jest ukochana książka, która jest dla Romy towarzyszką w codzienności. Każdy rozdział  zaczyna się od cytatu z ” Miedzianego klucza”. A sama osoba Autorki”Miedzianego klucza”  skojarzyła mi się z Banksy literatury ;):). A ze swoich marzeń nie warto rezygnować.Chociaż rzeczywistość je nie raz modyfikuje to, :”Najważniejsze to mieć jakiś wielki ideał,w dążeniu do którego nie będą się liczyły porażki, a liczba powstań z nich”

Książkę przeczytałam dzięki Recenzji Dropsa Książkowego. Bardzo, bardzo polecam czyta się szybko. Zdecydowanie zostaje w człowieku na dłużej. 

 

Mistrzyni-powieść dla kobiet szukających inspiracji Małgorzata Szafrańska

Do książek, których tematyką jest szeroko rozumiany rozwój osobisty podchodzę chyba ostrożniej niż do jeża. Skąd moja nieufność do tego rodzaju publikacji? Ponieważ jest wielu pseudo-ekspertów, którzy w swoim mniemaniu mają wiedzę i umiejętności pozwalające na  to, aby doradzać, komuś jak ma zmienić swoje życie na lepsze. Brzmi pięknie, prawda? Zmienić życie od tak na już, zaraz, bo Autorowi się udało? Coś w stylu: „ja dałam/em radę Ty też możesz”. Niestety nie jest to takie łatwe.

Dlatego z ogromną ciekawością sięgnęłam po tytuł ” Mistrzyni- powieść dla kobiet szukających inspiracji” Małgorzaty Szafrańskiej. Dlaczego własnie ten tytuł mnie do siebie przyciągnął? Sama autorka w krótkich opowiadaniach kreśli obraz swojego życia. I bardzo mocno myli się ten, kto uważa,że jest ono tylko pasmem sukcesów. Małgorzata Szafrańska na swoim własnym przykładzie   pokazuje,że zarówno sukcesy,porażki, wątpliwości są częścią życia. A ponieważ lepszy przykład niż wykład to w opowiadaniach widać autentyczność. A ta przyciąga.

To, co we mnie zostało, gdzieś głębiej po lekturze tej książki to przekonanie, że nie muszę być perfekcyjna, idealna. I że jestem dość dobra, wystarczająca taka, jaka jestem. Ale akceptacja siebie w konkretnej sytuacji, wybaczenie sobie samej błędnych decyzji nie jest  niestety takie proste. Co nie znaczy,że po słabszym dniu, czasie w życiu mam odpuści i nie  próbować dalej.  Mocno zapisało mi się w pamięci porównanie umysłu do ogrodu,a swojego ciała do świątyni, ” Twój umysł to twój ogród, wiec sadz w nim najpiękniejsze kwiaty.” s. 282  A nasze negatywne myśli to chwasty,które możemy wyrwać. „Twoje ciało to Twoja świątynia. Dbaj o  nią. W każdy możliwy sposób” tamże.

Bardzo ważny jest też dla mnie obraz popękanej ceramiki, którą Japończycy nazywają Kintusugi. Autorka ten obraz obnosi do tego, jak dobrze wykorzystać porażkę. Bo nawet to, co się nie udaje albo jest trudne można przekuć,w coś pozytywnego: „Świat łamie nas, każdego  dnia poddaje próbom. Od porażki do porażki. od potknięcia do potknięcia. Od nas jednak zależy co zrobimy ze sobą  i jak te sytuacje wykorzystamy. Możemy leżeć wiecznie w kawałkach, narzekać, patrzeć z boku na tych dzielniejszych, którzy mieli odwagę pozbierać się. Możemy też wziąć lak do ręki i poskładać się do kupy, a nim na blizny położymy sproszkowane złoto, to poszukamy wzorów, wyczujemy fakturę naczynia, nauczymy się z tego wszystkiego czegoś, co nas wzbogaci” s 284.  Ale mimo to czujemy często zamiast dumy po przegranej walce czujemy wstyd. Możemy to zmienić czerpiąc także z Kintusugi: „Nie wystarczy pozbierać popękanych kawałków, zebrać je w dłoń i już zrobione. By stać się silniejszą, bardziej odporną, musisz jeszcze posklejać zebrane kawałki i ozdobić sproszkowanym złotem, by zamiast wstydu, czuć dumę, kiedy wspominasz swoje stoczone walki” s. 285.

zdjęcie pochodzi ze strony: https://merytoryczny.pl (dostęp 28.04.2021)

Wielką rzeczą jest kampania społeczna: „Jestem wystarczająca dobra”. Na czym ona polega? Chodzi w niej o to, aby zaakceptować siebie taką jaką jestem. Pierwszym krokiem jest podjęcie decyzji,że chcę to zmiany. Drugi to założenie dziennika, notatnika i napisanie na jego pierwszej stronie: Jestem wystarczająco dobra, mądra,piękna. I codziennie rano przepisz te słowa na kolejnych kartach. Trzeci krok to napisania tych słów czerwoną pomadką na lustrze. Przyznam się, że ten etap najbardziej do mnie przemawia.Chociaż jest też z drugiej strony najtrudniejszy. I nie chodzi tylko o to,że nie używam czerwonej pomadki. Chyba nie miałabym odwagi tego napisać. Podziwiam wszystkie te kobiety i dziewczyny, które się na to zdobyły.  Jeszcze trudniejszy jest etap ostatni czwarty, bo w nim robimy zdjęcie lustra z tymi słowami i wstawiamy je na tapetę w telefonie, na swoim profilu na Fb. I na samą myśl o tym  robi mi się zimno przynajmniej na razie. Ale to nie oznacza,że nie zdobędę się, kiedyś na odwagę i nie spróbuje tego zrobić.

To nie jest zwykły poradnik, jak pokonać własne demony.To jest przewodnik krok po kroku, jak je pokonać. Co nie znaczy,że jeśli raz uda mi się pokonać strach, czy brak wiary w siebie to te upiory nie będą do mnie wraca. Ale z każdym małym zwycięstwem, kiedy nie dam się swojej podświadomości będzie mi łatwiej. Książkę czyta się bardzo lekko i nawet nie wiadomo, kiedy. Bardzo polecam ;):)

 

Jak nie dać sobą manipulować. Christel Petitcollin

 

Sztuka stawiania granic jest trudna. Szczególnie, jeśli do tej pory nikt Cię tego nie nauczył. Jeszcze trudniejsze jest to,gdy mamy do czynienia z manipulatorem. Bo ten,jak nikt inny w białych rękawiczkach tak Cię podejdzie,że zamiast nie powiesz tak. Chociaż tego nie chcesz. Umiejętność stawania granic jeszcze trudniej przychodzi osobom nadwrażliwym. Nadwrażliwcy w momencie, kiedy przychodzi im komuś odmówić toczą wewnętrzną walkę. I to z tym najostrożniejszym przeciwnikiem, bo z sobą samym. Jak to odmówić komuś ?   To zwyczajnie nie mieści się w sposobie patrzenia na świat,jaki mają nadwrażliwcy. Problem zaczyna się wtedy,kiedy  zaniedbujesz  swoje obowiązki, bo pierwszeństwo ma pomoc innym. Albo pomoc jest tylko w jedną stronę. TY manipulatorowi masz niemal święty obozowiczek pomóc. On już Tobie nie koniecznie. I jeszcze znajdzie na to całą listę dowodów. 

„Zanim zadbasz o innych, zadbaj o siebie. Nie zapominając o swoich cechach szczególnych, zatroszcz się o zaspokojenie własnych potrzeb”. s 151 

Miałeś tak, Czytelniku? I ja również. Dlatego tytuł Jak nie dać sobą manipulować. Dla analizujach bez końca wysoko wrażliwych Christel Petitcollin to lektura obowiązkowa. Chociaż to określenie nie kojarzy się dobrze. Za sprawą kanonu lektur szkolnych. W tym przypadku jest zdecydowanie inaczej. Lektura tej książki krok po kroku pokaże Ci sztuczki,jakimi posługuje się manipulator od wpędzania w nieuzasadnione poczucie winy,wywieranie presji, umniejszanie Ciebie. Pokazuje też skuteczne mechanizmy obronne przed nimi. 

Może być zdjęciem przedstawiającym książka



Autorka na przykładzie swoich pacjentów pokazuje, do czego jest zdolny manipulator. Jednocześnie, co ważne pokazuje,jak się jemu przeciwstawić.

Jednak ten, kto oczekuje gotowej recepty nie znajdzie jej tutaj. Dostanie, coś ważniejszego.Konkret w postaci wskazówek,jak można wydostać się spod wpływu manipulatora. A nie jest to wcale taką prostą sprawą. Dlaczego? Bo manipulator będzie Ciebie oplatał swoim mackami zupełnie,jak pająk. Tylko i wyłącznie po to,abyś Czytelniku zrobił to, co chce manipulator. Z pomocą przyjdą nam krótkie, wydawać się mogło afirmację: 

  •  Skoro tak mówisz..
  • Masz prawo w to wierzyć…
  • Takie jest twoje zdanie…  s.234 

W momencie krytyki z pomocą przyjdą nam z pomocą zdania: 

  • Nie ma ludzi idealnych.
  • Twoim zdaniem.
  • Masz prawo w to wierzyć…
  • Skoro tak mówisz…   s. 234. 235. 

Poza afirmacjami  bardzo pomocne jest, także chodź to trudne nie działania pod presją czasu. Zawsze przed daniem odpowiedzi,czy na coś się zgadzam mam prawo się zastanowić. I to, co nadwrażliwcom bardzo często wydaję się końcem  świata: mogę zmienić zdanie. I świat się od tego nie zwali. Podobnie,jeśli powiem nie. Mam takie same prawo, jak każdy na,coś się nie zgodzić, czegoś odmówić.   Jak każdy, I chociaż manipulator będzie stawał na rzęsach i wpędzał nas w nieuzasadnione poczucie winy to nie można temu ulec. 

Książkę polecam, bo jest to dużo więcej niż  zwykły przewodnik po technikach manipulacji. Jest to prawdziwe kompendium wiedzy o manipulacji. I sposobach, jak sobie z nią radzić. 

 

 

Nie bój się życia Katarzyna Miller

 

Przyznaję,że bardzo rzadko sięgam po felietony. Ale jeśli już to robię to zwykle trafiam na bardzo dobre. I tak jest też z „Nie bój się życia” Katarzyny Miller. Bo zabiera ona czytelnika w dość niezwykłą podroż. Jest to droga przez chyba wszystkie lęki, jakie mogą w ciągu życia człowiekowi. I co ważne nie mamy tutaj do czynienia z ich lekceważeniem, umniejszaniem, czy pudrowaniem.
Tutaj Autorka daje czytelnikowi, coś zupełnie przeciwnego. I na szczęście nie jest to gotowa recepta na to, jak konkretny lęk pokonać.Znajdziemy tutaj raczej podpowiedzi na konkretnych przykładach zarówno z życia samej Miller, jak również jej pacjentów, czy przyjaciół. A jak wiadomo lepszy przykład niż wykład. Bo nic tak nie inspiruje, podsuwa rozwiązania, jak spojrzenie na lęk, czy problem z innej perspektywy.

Przecież nie tylko my obawiamy się: mówić nie , złości, ciężkich wyzwań, szczęścia, co ludzie pomyślą, bycia egoistką,wdzięczności, samotności. Inni przed nami czuli to samo, więc warto skorzystać z ich doświadczeń.Jednocześnie należy pamiętać,że nikt nie jest mną i mam prawo do swojej reakcji na taką czy inną sytuację.
Co ważne Miller nie narzuca żadnych konkretnych rozwiązań. Ona je podaje. To od czytelnika zależy, czy z nich skorzysta. Może za nimi iść,ale również może wybrać zupełnie innym sposób na zmierzenie się ze swoimi obawami.

 

Nie bój się życia

zdjęcie pochodzi ze strony: https://nakanapie.pl/ (dostęp 27.02.2021).

Bardzo podkreśla znaczenie doświadczeń z okresu dzieciństwa. Zarówno tych dobrych, ale także tych trudnych. Co nie oznacza, że jeśli delikatnie pisząc łatwe one nie były to nic z tym bagażem nie można zrobić. Chociaż wtedy taka droga będzie długa czasami trudna. Dlaczego? Ponieważ wymaga pomocy terapeutycznej. Właśnie po to,żeby się szczególnie z tymi nieraz bardzo trudnymi uporać. Bo wtedy jest większa szansa na to, że pozbędziemy się tego zbędnego balastu.
Książka zdecydowania godna polecenia, bo krok po kroku rozprawia się z rożnymi lękami, czy obawami. Chociaż, jak dla mnie niektóre zostały mówiony zdecydowanie za krótko. Ale może to tylko moje wrażenie?

Świąteczny sekret Agnieszka Krawczyk

 

Świetna książka na okres świąt i tuż po nich. Idealna do kawy. ciasta. Taka, żeby się oderwać na chwilę od świątecznej bieganiny. Jednocześnie jest też dobrym pomysłem na prezent pod choinkę.
Zosia, która jest główną bohaterką książki, ku zaskoczeniu najbliższych, postanawia przyjąć dom w spadku. Po babci. Mało tego, postanawia się tam przenieść. A jest to nie lada odwaga, bo dom znajduje się na podkrakowskiej wsi. Nikt poza sąsiadem, który służy jej pomocą nie wierzy, że da ona sobie radę. I chociaż nie jest jej łatwo, bo nie wiele, wie o tym, jak wygląda życie na wsi to nie odpuszcza. Nie jest to obraz wsi sielskiej, anielskiej. Zwłaszcza, gdy,aby mieć ciepło w domu trzeba rozpalić w piecu. Paradoksalnie pokonywanie tych zwykłych codziennych spraw i samodzielne życie pozwalają jej uwierzyć w siebie.
Ciekawie jest poprowadzony jest też wątek, Maksa, syna sąsiada. Pana Wojciecha. Który wiedząc, jakie podejście ma do dziewczyn, jego syn ostrzega przed nim, Zosię. Maks to taki klasyczny bohater: przystojny ,ale nierozpieszczony, zmieniający dziewczyny, jak rękawiczki. Do czasu aż spotyka główną bohaterkę. Bo to ona sprawia, że Maks się zmienia. A właściwie zmianie pod jej wpływem ulega zachowanie Pana Wojciecha wobec, syna. I nie jest to zmiana za pomocą czarodziejskiej różdżki. Maks buntuje się przeciwko zmianą wprowadzonym przez ojca. Jednak po czasie przyznaje, Zosi racje. Zmiany wyszły mu na dobre. 


Sama Zosia długo wydaje się bronić przed uczuciem do Maksa. Z czego ta obawa wynika ? Z tego, żeby nie powtórzyć losu swojej mamy, która zakochała się w przystojnym,a nieodpowiedzialnym człowieku. Ojcu, Zosi. Czy uda się jej nie powtórzyć rodzinnej historii? Bardzo dobrej, cennej rady udziela jej sąsiadka: Ty to zrobisz inaczej. Koniecznie sięgnijcie po książkę. 

Świąteczny sekret

 zdjęcie pochodzi  ze strony: https://nakanapie.pl/ (dostęp 07.02.2021) 


Szkoda tylko, że został trochę urwany wątek, Jaśka. Najlepszy przyjaciel Zosi. Niemal każdy poza nią uważał, że będą z Jaśkiem parą. Bardzo to dla mnie znajome. { Na szczęście próba swatania, chodź w białych rękawiczkach nie doszła do skutku.). Traktuje go, jak brata. Chcę,aby jej dawny przyjaciel spełni swoje marzenie i został pilotem. Czego nie przyjmuje do wiadomości jego mama. Jasiek ma zostać prawnikiem, jak jego tata. Co z tego wyniknie? Zajrzyjcie do książki koniecznie :):).