Miłość według przepisu, czyli słodko- gorzkie cappuccino Karolina Wilczyńska

Druga cześć opowieści o losach Miłki i  jej przyjaciołach i znajomych odwiedzających Kawiarenkę za rogiem, której główna bohaterka zostaje szefową i tym samym powinna nauczyć się wydawać polecenia, co na początku nie jest dla niej łatwe, podobnie, jak niespodziewane pojawienie się  siostry Wiktorii, które jak uważa sama, Miłka oznacza kłopoty i nie myli się niestety.

W tej części Wilczyńska koncertuje się na opisie historii związku Miłki z Tymonem, który w pierwszej części jawi się czytelnikowi, jako wybawca ratujący swojego pracownika przed stalkerem, teraz jednak taki idealny już nie jest zwłaszcza, kiedy nie daje dojść do słowa swojej partnerce do głosu, uważając przy tym, że jego zdanie jest najważniejsze. Prowadzi interesy, o których Miłka mimo szczerych chęci nic nie wie, ponieważ Tymon wyznaje zasadę, że powinno jej wystarczyć, że on zarabia na dom. A ona, ponieważ nie akceptuje swojego wyglądu, o czym wielokrotnie wspomina, godzi się na takie traktowanie, uważając, że jej partner jest taki dobry.

Brak pewności siebie i nieakceptowanie swojego wyglądu to wspólne cechy  zarówno głównej bohaterki, jak i jej małego przyjaciela, Franka, który wprost się przyznaje, Miłce, że jest wyśmiewany przez kolegów z powodu swojego wyglądu.

Pójście na koncert zespołu Pana Bogdana sprawia, że dzięki Miłce,  Franek odkrywa swoją nową pasje, która pozwala mu dodatkowo uwolnić złe emocje- grę na perkusji.

Miłka, jak zawsze może liczyć na niezastąpioną Panią Werę, z którą rozmowy mają charakter terapeutyczny. To właśnie dzięki niej zaczyna dostrzegać, że pewne rzeczy są nie tak. Mimo braku wsparcia ze strony Tymona podejmuje próbę ratowania Kawiarenki za rogiem, który ma kłopoty finansowe  i krok po, kroku udaje jej się zmienić sytuacje miejsca.

zdjęcie pochodzi z https://lubimyczytac.pl ( dostęp 30.11.2019.)

 

I tylko mi szkoda, że zrobiła, czegoś tylko dla siebie,”(…)Tak po prostu. Tylko po to, żeby mieć z tego przyjemność”. (s. 279)

Jaka będzie reakcja Tymona, kiedy dowie się wreszcie, co Milkę skłoniło do porzucenia dotychczasowego życia ? O tym dowiemy się w kolejnej części, na którą czekam z niecierpliwością 🙂

Książkę polecam i to bardzo 🙂 Dużym plusem jest zwrócenie uwagi na ważne społecznie sprawy takie, jak brak akceptacji swojego wyglądu, pewności siebie, uzależnianie swojego samopoczucia od opinii innych, przyjaźń miedzy Miłką, a Frankiem, która zwraca uwagę na to, że najbardziej potrzebuje on poświecenie uwagi swoich rodziców. Kolejny plusem są pytania postawione na końcu książki,które mogą być dobrym punktem wyjścia na rozmowach w dyskusyjnych klubach książki.

Książkę jeszcze raz polecam 🙂

 

Adoracja jako spotkanie

Adoracja jako spotkanie.

Od kolacji ważniejsza jest dla mnie adoracja – te słowa powiedziane żartem do koleżanki dawno temu dobrze oddają, czym ona jest dla mnie. Bardzo sobie cenię, jeśli mam taką możliwość chociaż na chwilę pobyć przed Nim wystawionym w Najświętszym Sakramencie na ołtarzu, tak po prostu.

Nawet jeśli biegnę myślami do moich zwykłych, codziennych spraw, to powracam do Niego właśnie z tym, co mnie rozproszyło. I chociaż wiem, że wiele osób ma kłopot z tym, jak się wtedy modlić w zupełnej ciszy, to ja najczęściej dziękuje za to, że mogę przed Nim być i zatrzymać się, oddając jednocześnie to, co mi leży na duszy, bo przecież On jest najlepszym Przyjacielem przez duże P. Bo nie chodzi tu o żadne fajerwerki.

A na nie tak dawno zadanie pytanie, czy muszę iść na adoracje odpowiem: nie, nie muszę, ale chcę i pójdę z radością, ciesząc się z tego, że mogę być tak zwyczajnie.

Pewnie dla wielu to jest czas zmarnowany, ale jeśli mam tak marnować czas to jednym z najlepszych sposób jest właśnie adoracja.

Milena

Papież Franciszek mówi, że lepiej zasnąć przed Jezusem na adoracji niż przed telewizorem. Śmieszne? Być może. Dla mnie jednak bardzo uwalniające.

Mój pęd życia narzuca mi niskie skupienie i małą uważność. Gdy po całym dniu w zgiełku i hałasie siadam przed Nim, opada mi głowa. Kiedyś miałam wyrzuty sumienia, że nie „potrafię” skupić się na Nim, nie potrafię się modlić. Teraz wolę zasnąć na adoracji niż przed telewizorem. Dlaczego?

Gdy jestem przy Nim spokojniej oddycham, inaczej patrzę, pozwalam sobie czuć. Czasem też słyszę w sercu coś, czego zupełnie się nie spodziewam – właśnie dlatego, że w końcu milknie świat wokół mnie, mogę usłyszeć Jezusa.

Czy można zrobić to poza adoracją? Można! Ale czy trzeba?

Magda

Szukać

Jak zraniona i zagubiona owca pozwala się znaleźć i opatrzyć rany, a tym samym je odsłonić wierząc i ufając, że będzie to zrobione bardzo delikatnie z wyczuciem, co nieznaczny., że ze znieczuleniem.

Bo nawet najtrudniejszą prawdę o słabości ludzkiej można powiedzieć z wyczuciem i szacunkiem, słuchając drugiej strony.

Nieraz mam ochotę krzyknąć: halo! stop, to nie taśma w supermarkecie: następny proszę tylko szybko, bo się śpieszę, a ten pośpiech jest wyczuwalny po tej drugiej stronie kratki konfesjonału.

I tylko jakoś nie tak,kiedy winy zaczynam szukać w sobie: a może to ja znowu za mało, niewystraczajaco ? Bo chciałabym się zatrzymać, poprosić o radę, powiedzieć, co mi leży na duszy.

Może to wszystko po, to by metodą prób i błędów znaleźć, tego, Który wysłucha nie okazuje pośpiechu i zniecierpliwienia? Nawet, jeśli ten czas poszukiwanie będzie oznaczał ponowne wystawienie się na zranienie to i tak warto szukać do skutku tak, jak szuka nas czasem długo Najwyższy.

Kobieta w Watykanie Magdalena Wolińska -Riedi

 

„Urodziłam się, kiedy Jan Paweł II były już papieżem, zupełnie nie potrafiłam sobie wyobrazić, że białą sutannę może nosić ktokolwiek inny”( s. 293)

Opowieść o codziennym życiu za murami Watykanu, które przeplata się z momentami przełomowymi, dającymi nowy rozdział w historii Kościoła i świata widzianymi od środka z samego źródła.

Kobieta w Watykanie. Jak żyje się w najmniejszym państwie świata - Magdalena Wolińska-Riedi | okładka

https://www.znak.com.pl/ksiazka/kobieta-w-watykanie-jak-zyje-sie-w-najmniejszym-p-magdalena-wolinska-riedi-147239 ( dostęp 09.11.2019).

Znajdziemy tutaj nie tylko opis emocji wiązanych z odchodzeniem  Jana Pawła II,  niepewność, ale także i ciekawość, kto będzie Jego następcą, a tym samym, jaki kierunek obierze Kościół, ale przede wszystkim opis trzech pontyfikatów, a także historię Gwardii Szwajcarskiej, letniej papieskiej rezydencji w Castell Gandolfo, funkcjonowaniu watykańskiego wymiaru sprawiedliwości podany na bardzo trudnych dla Kościoła przykładach Watiliks i sprawie arcybiskupa Wesołowskiego.

Wolińska-Riedi dużo miejsca i  uwagi poświecą Benedyktowi XVI i temu, że był niesłusznie postrzegany, jako żelazny Kardynał z Bawarii, który przy bliższym poznaniu okazje się bardzo ciepły i serdeczny.

Dużo miejsca zostało poświęcone pracy autorki, jako dziennikarki relacjonującej te najważniejsze wydarzenia dla Kościoła i świata z perspektywy uczciwości wobec miejsca, które stało się jej domem, a co za tym idzie, jak sama pisze bardzo często niektórych zdarzeń nie  przyszło jej do głowy nawet fotografować nie dlatego, że chciała coś ukryć, ale po to by w pogoni za tanią sensacją nie przekroczyć cienkiej granicy.

Nie znajdziemy tutaj żądnych skandali, jak niektórzy może liczyli.

Książkę polecam i to bardzo 🙂