Jeśli do,czegoś ciągnie.

 

„Nie spierz się to nie wyścigi” taka myśl się pojawiła u mnie podczas wczorajszego wieczornego  odmawiania Koronki do Bożego Miłosierdzia. Dlaczego własnie ona? Pisząc szczerze od dość dawna jest mi bardzo bliska.

Może ze względu na jej prostotę ?  A przecież to właśnie w niej tkwi wielka siła. Bez zbędnego zadęcia. I tak zwyczajnie. Może tutaj jest sedno,że szukam tego, co proste? Niekoniecznie tego, co wielkie ? Może to jest ta ukryta tajemnica i siła, mojej miłości do Krakowa ? Poza zabytkami i historią. Z Krakowem związana  jest Święta Faustyna. A jeśli Faustyna to nieodłącznie z Nią kojarzy się Koronka do Bożego Miłosierdzia.

Niemal cały Wielki Post przylgnęłam do niej po raz nie wiem już, który. I na tyle skutecznie,że oderwać się nie mogłam. A szczerze pisząc nawet nie chciałam. Co mi dała ? To szczególne zapewnienie Pana,że jest przy mnie niezależnie od tego, co się dokoła dzieje. I mimo tego nie rozwiązały  się wszystkie problemy i trudności. Z resztą nie o to chodzi. Taki sposób myślenia  byłby traktowaniem magicznym modlitwy.

Może być zdjęciem przedstawiającym biżuteria

Mój kawałek Watykanu. Nie żaden talizman, czy pamiątka. Różaniec podarowany przez Ojca Jońca założyciela fundacji parafiada, który zginał pod Smoleńskiem.

Jest jeszcze jedna ważna rzecz,jaką dał mi ten czas z Koronką w  Wielkim Poście. To zachęcenie Pana: trwaj mimo wszystko. I rzeczywiście dzięki Jego łasce udało mi się wytrwać. Chociaż były też momenty, gdy z tej drogi schodziłam. Jednak na krótko. I szybko na nią wracałam. Nie z przymusu, tylko dlatego,że chciałam. A może to On chciał,żebym wytrwała ?

„Jeśli do,czegoś ciągnie to warto za tym iść”

Czas pustyni.

Czas Wielkiego Postu ma mnie przybliżyć albo jeśli odeszłam za bardzo pomóc wrócić do Jezusa. Bo przecież o to chodzi. A właściwie o moje podejście do Niego. I mniejsze znaczenie ma to,czy robię wielkopostne postanowienia, czy nie. Od dłuższego czasu już nie robię. I bynajmniej nie czuje się z tego powodu gorsza.

Próbuje zobaczyć z czym ten Wielki Post zaczynam, czego brakuje albo przeciwnie, czego jest za dużo? Jak wykorzystuje czas wolny i na, co? I nawet, jeśli rachunek wyjdzie na minus to nie  popadam w przygnębienie. Co nie oznacza,że nie widzę całej listy rzeczy, która nadaje się do poprawy. Bo ta jest zadziwiająco długa. Przyjmuję to, co wymaga pracy, poprawy ze spokojem.  Wiem, że porządek we własnym sercu, sumieniu robi się małymi krokami. Nie na hura, wszystko na raz. Chociaż przyznaje,że sama tak, kiedyś chciałam. Teraz już wszytko wrzucamy. Ze wszystkich słabości i grzechów od razu. Na szczęście spotkałam na swoje drodze wspaniałego spowiednika, który skutecznie te moje zapędy na nawrócenie ze wszystkiego na już hamował. I to bardzo skutecznie. Za co Księdzu po raz nie wiem, który dziękuje ;):).

Należę do tych nielicznych osób, które ku zdziwieniu wielu lubią czas pustyni, na którą zaprasza Jezus. Dlaczego? Bo na pustyni jest cisza, która jest mi niezbędna. Zupełnie, jak woda na pustyni do przeżycia. Tak cisza dla mnie jest zbawienna. Bo pozwala mi pobyć samej ze sobą,ale też bardzo często jest to przestrzeń na rozważanie Jego Słowa. Albo zwyczajnie smakowanie ciszy z książką w ręku tak po prostu. Co dla mnie okazało się czasem pustyni na ten Wielki Post ? Trzecia fala pandemii niestety bardzo mocno polazła, jak osoby z mojego bliskiego otoczenia zaczynają popadać w stan lęku, paniki. Doszło nawet do prób manipulacji, wywierania presji w obawie o to,że zarażę się covid-19. Gdzie jest największe zagrożenie? Chodź mi to trudno zrozumieć dla wielu jest ono w Kościele. Może nie widzę tam zagrożenia. Nawet coraz bardziej czuje się w Nim bezpieczna, bo to moja parafia ;):). Tutaj dorastałam. Tu posługiwał Ksiądz Jan Wolski, któremu tyle zawdzięczam. Dzięki  Jego życzliwości, serdeczności Dom Katechetyczny był przez 12 lat moim  drugim domem.

 

Pustynia, Słońce, Krajobraz

zdjęcie pochodzi ze strony: https://pixabay.com/pl/ (dostęp 07.03.2021)

Jeśli podejmuję trud przeciwstawienia się próbą manipulowania, wywierania presji broniąc tego, co jest dla mnie podstawą, źródłem. Tym źródłem siły, początkiem wszystkiego jest Eucharystia. I nie przemawiają do mnie dość delikatnie pisząc naciągane argumenty, że Mszę to mogę sobie obejrzeć w telewizji. Nie mogę. Bo zaproszenie do Stołu Eucharystycznego dalej jest aktualne. I nie zamierzam od Niego robić sobie urlopu.  Nie przypuszczałam,że moim czasem pustyni będą przeciwności związane  z pójściem na Mszę.  Ale może własnie o to chodzi zobaczyć,co jest dla mnie ważne? Dlaczego do Niego przychodzę?

 

Kiedy idę.

Iść za pragnieniem serca nawet tak kruchym, jak adoracja Najświętszego Sakramentu to wielka łaska. Dlaczego? Bo niestety nie zawsze mogę za nim iść. A wtedy, kiedy jest to bardzo utrudnione zdarza mi się czuć taki dojmujący brak i smutek. Za czym lub za Kim? Bez wątpienia za Jego szczególną obecnością taką bardzo mi bliską. Chodź do końca nie wiem dlaczego tak jest. Z resztą nie zamierzam się nad tym zastanawiać. Tak mam i już.

Eucharystia, Adoracja, Święte, Hope, Sakrament, Bóg
zdjęcie pochodzi ze strony: https://pixabay.com/pl/ (dostęp 11.02.2021).

Za czym ten rodzaj smutku i braku ? Za ciszą i spokojem,ale tym głębszym, który pozostaje na dłużej. Szczególnie wtedy, kiedy na adoracje idę po dłuższej przerwie. Zawsze wtedy łapie się na tym, jak mogłam tak długo na nią czekać. I że było to za długo. Ale zaraz potem myśl, że przecież „Ty wiesz wszystko”, więc o co mi chodzi? Nie ignorowałam tego wezwania, czy raczej napomnienia: Idż i adoruj. Chodź przyznaje,że są takie dni, kiedy zmęczenie bierze górę nad tym, co jest skrywane gdzieś w głębi serca.

Ale wiem, że za każdym razem, kiedy uda mi się chociaż na chwilę być na adoracji to jest to dobrze zmarnowany czas. Bo przed Nim. Inna sprawa, że kiedy po adoracji patrzę na zegarek to wydaje mi się, że bardzo dużo czasu upłynęło. A tymczasem było to tak niewiele. Ale za to,jak bogatych w treść i milczenie chwil.

Zaufanie ?

Zdarzyło się Tobie mimo cichych zapewnień Pana, jakie otrzymałaś na modlitwie , że wystarczy Jemu zaufać mieć wątpliwości? Na zasadzie: Tak, ale może jednak nie. Kiedy samo zapewnienie nawet od Niego nie wystarczało? Bo zwyciężało poczucie lęku i obawa. Nie dlatego, że wątpiłam w słowo, które On dał.

To raczej były wątpliwości zwiane z tym, czy sama dam radę. I nie chodziło tutaj o nic wielkiego. Żadne mickiewiczowskie: „Ruszyć bryłę z posad świata”. To były wątpliwości związane ze zwykłymi rzeczami takimi codziennymi. Skąd ta niepewność? Może za bardzo chcę mieć potwierdzenie, że to, co robię  ma sens? A nawet, jeśli je dostaje to i tak do końca nie wierzę. I choćby mi nad uchem rozległo się  głośne, jak  taraban wojskowy To, co robisz, piszesz jest ok, a nawet bardzo ok czasami.” To  nie uwierzę. Dlaczego? Bo zaraz w ślad za dobrym słowem, komentarzem pojawi się to znane niemal od dziecka: „Mogło być lepiej. „

Perfekcjonizm? Jane, że tak. Skąd mi się wziął? Niestety odkąd pamiętam porównywałam się z innymi. Przecież koleżanka ze szkoły, studiów ma takie piękne loki;):). Rozczesze rano i może ruszać w nowy dzień;):). A moje chociaż gęste i jest ich dużo tak, żeby starczyło na nie jedną perukę są proste, jak drut. 

Ten mało wzniosły przykład bardzo dobrze pokazuje,że zauważam dobro nawet tak powierzchowne, jak włosy u kogoś. Nie u siebie. U siebie widzę niekończącą się długą, jak zwój papirusowy listę tego, co należy poprawić. 

Zaufanie, Wiary, Zachęta, Zaufanie

zdjęcie pochodzie ze strony: https://pixabay.com/pl/ ( dostęp 25.01.2021)

Nie wiem, czy kiedykolwiek będę umiała powiedzieć sam sobie, że to, co robię jest wystarczająco dobre. Bo zawsze, coś można zrobić lepiej. Prawda? 

Chciałabym, jak Faustyna zaufać tak zwyczajnie bez analizowania i zastanawiania się.  Ale Jej zaufanie Panu też nie przyszło od razu. Na pstrykniecie palcem. 

Głodna

Od dłuższego czasu czuję, że jestem głodna,ale nie tak fizycznie z braku pokarmu tego zwykłego. Głodna Chleba Eucharystycznego. Dlaczego? Przecież Kościół zamknięty nie jest. Dyspensa od Mszy niedzielnych i świątecznych  nie jest  na zasadzie, że muszę. Skąd w takim razie to ciągnięcie, chociaż to nie jest chyba dobre słowo. Bo kojarzy się z działaniem na silę, wbrew komuś. Bardziej odpowiednie będzie chyba sformułowanie, że jest to najcichszy szept: „Idż”. Nie  burzy mojego wewnętrznego spokoju w żaden sposób. Wręcz przeciwnie Chleb Eucharystyczny jest jego źródłem. Przynajmniej dla mnie.

Chociaż  jest, gdzieś we mnie obawa, żeby nie traktować Go, jak magicznej witaminy. Dzięki, której wszystkie problemy znikną, bo wtedy to będzie myślenie magiczne. Problemy i kłopoty nie znikną za sprawą Chleba Eucharystycznego. Byłoby to zbyt proste. Daję On natomiast siłę do ich rozwiązywania. Zdecydowanie łatwiej, dzięki Niemu szukać w nich Jego obecności. Obok tego,że mogę traktować Chleb Eucharystyczny,jak witaminę na kłopoty obawiam jeszcze jednej rzeczy. Tego, żeby nie być na Niego zachłanną, bo mi Go będzie mało. Chociaż dotąd tak nie było. Nie czułam, żeby mi Chleba Eucharystycznego  było  mało. Tym bardziej nie wiem skąd to poczucie, że jestem głodna w taki sposób?

Komunia, Eucharystyczną Kielich, Wina

zdjęcie pochodzi ze strony: https://pixabay.com/pl/ (dostęp 04.01.2021)

Chyba, że jest to odpowiedz z Góry na mój sprzeciw wobec stwierdzenia, że przecież Mszę to mam w telewizji. Mam jasne, że tak. Tylko na szczęście jeszcze Komunii nie ma przez telewizję. Kazanie powiedzmy sobie szczerze może być różne. Inne zostają na zawsze, porywają. Na niektórych siedzi się, jak na przysłowiowym tureckim kazaniu. Nie zapominajmy, że przecież Ksiądz też człowiek i może mieć zwyczajnie gorszy dzień.

Może na znalezienie odpowiedzi powinnam cierpliwe poczekać?

Kobieta w lustrze Eric Emmanuel Schmitt

Swoją przygodę z twórczością Schmitta zaczęłam od „Oskara i Pani Róży”. Ten tytuł z resztą, jak i „Dziecko Noego”, czy „Kwiaty Koranu” nie przeczytałam ,ale wręcz pochłonęłam. Natomiast, jeśli chodzi o „Kobiety w lustrze” był taki moment, że do jej czytania niemal się zmusiłam. Nie wiem, czy wynikało to z tego, że Hanna wręcz działała mi na nerwy i jej postępowanie.
Wszystkie trzy bohaterki łączy jedno: poszukiwanie swojej drogi, miejsca na ziemi. I wszystkie czują się nieszczęśliwe, bo otoczenie tego nie zauważa. Z resztą one same nie były pewne, czy droga, którą wybiorą jest dobra.
To, co dla mnie ważne w tej książce to motyw przewodnika. Kogoś, kto towarzyszy w czasie drogi.

Przerażające jest to, że nikt nie zareagował na bez postawne oskarżenia dotyczące Anny z Brugii. Autor z mistrzowską dokładnością opisał cały niszczący mechanizm nienawiści i zła. I jego destrukcyjnego działania na przykładzie Idy, kuzynki Anny z Brugii. Ale także widać wyraźnie szkic epoki, w której żyła każda z bohaterek.

 

Książka Kobieta w lustrze

zdjęcie pochodzi ze strony: https://nakanapie.pl/ (dostęp 20.12.2020)

I tak, Anna Lee gwiazda Hollywood jest świadoma zepsucia środowiska, w którym się obraca. Jednak postanawia podjąć leczenie zerwać z nałogami. Nie tylko się jej to udaje. Ale wyzwala się spod wpływu władczej, nastawionej na korzyści finansowe za wszelką cenę, agentki Johany. Zmienia też podejście do swojej kariery. Odtąd postanawia grać tylko w tych filmach, których scenariusze ją zainteresują. I zamiast kolejnej dobrze zapowiadającej się komedii wybiera film o Annie z Brugii.

Anna z Brugii ma niebywała odwagę. Bo trzeba ją mieć. Szczególnie, gdy osoba, której zwracamy uwagę lub krytykujemy jest od nas wyżej w hierarchii Kościoła. Anna jest prosta w tym, co mówi. I w tym, w co wierzy. Z Bogiem nie można się targować. Dlatego nie można kupić odpustów. Anna wprost krytykuje również praktykę umartwiana się diakona. Mówi o tym głośno, za co przyjdzie jej zapłacić wysoką cenę.

Hanna natomiast wiersze, które pisała Anna z Brugii poddaje czystej psychoanalizie. I rozkłada jej na czynniki pierwsze tylko pod tym kątem. A to zawęża pole widzenia.
Bardzo dobre spięcie klamrą wszystkich bohaterek przez osobę reżysera filmu.Który okazuje się wnukiem przyjaciółki Hanny, Greeten

Jak to u Schmitta dużo elementów baśniowych, jak choćby spotkania Anny z wilkiem.Siła, którą daje lipa i to,że przetrwała do czasów Anny Lee jednocześnie symboliczne,ale też mało prawdopodobne. Jadnak mimo moich mieszanych uczuć książkę warto przeczytać choćby po to, żeby mieć swoje zdanie.

 

Adwent bez żadnego planu.

Każdy z nas ma swój własny sposób na dobre, owocne przeżycie adwentu. Bo, ilu ludzi tyle sposobów. Ważne, żeby to, co wybiorę było dla mnie dobre. I żeby nie iść w swoim wyborze za bardzo za nawet najlepszą, wynikającą z największej życzliwości sugestią. Jeśli z racji wykonanej pracy dużo czasu spędzam w sieci to nie jest trafionym pomysłem fundowanie sobie rekolekcji w sieci. Świetną opcją będzie natomiast zawsze czas na rozważania Słowa. I tutaj dobrym pomysłem jest sięgniecie po Notes Duchowy do Spotkań ze Słowem od Wydawnictwa  Pallottinum i Maluczko. Sama korzystam, wiec wiem o czym piszę. Tym bardziej, że obecnie chyba zatraciliśmy potrzebę pisania. Szczególnie ręcznego. Magda Urbańska powtarzam się po raz nie wiem, który, ale ogromne dziękuje jeszcze raz :):). 

Notes1-Maluczko-3-okladka

 zdjęcie pochodzi ze strony: https://maluczko.com/ (dostęp 04. 12.2020)


Zawsze dobrą alternatywą będzie książka :):) I tutaj od razu nasuwa mi się ” Plaster miodu” o. Adama Szustaka, która prowadzi czytelnika przez adwent dzień po dniu w oparciu o rozważania fragmentu Ewangelii. Tutaj również jest miejsce na notatki.

Plaster miodu - Szustak Adam

 zdjęcie pochodzi ze strony: https://www.empik,com.pl (dostęp 04.12.2020) 


Ponieważ od dłuższego czasu mam w sobie potrzebę ciszy i milczenia przed Panem to nie wybiorę rekolekcji w sieci. A może w tej materii górę bierze zamiłowanie do książek? Przez wieki były i są nadal skarbnicą, która przechowywała geniusz ludzkiej myśli i talentu. 

A może, po prostu pobyć w ciszy w Jego towarzystwie tak zwyczajnie?  Bez  żadnego planu ? Bo najlepszy plan to jego brak :):).  Najprostsze rozwiązania są najlepsze :):) 

Oliwa?

Jaka jest jakość mojej oliwy ?
Oliwa z  niedzielnego  rozważanego fragmentu Ewangelii bardzo, często rozumiana jest, jako wiara. I od wczoraj chodzi za mną pytanie: jaka jest jakość mojej oliwy- wiary? Do, czego jej bliżej do słabej jakości oleju z marketu? Czy oliwy z oliwek z pierwszego tłoczenia, czyli dobrej jakości? I od czego jej jakość zależy?
Bywa różnie. Raz jest niczym najtańszy olej z marketu. A innym razem jak dobrej jakości oliwa z oliwek.

Od czego zależy jakość mojej wiary? Ważnymi jej składnikami dla mnie są sakramenty.  Eucharystia niedzielna  jest bardzo ważna dla mnie. Nigdy nie traktowałam jej , jak obowiązku, do zaliczenia. Zawsze jest to okazja do spotkania z Panem. Przecież tak naprawdę  o Niego chodzi.

Duże znaczenie ma także  dla mnie spowiedź, która pomaga mi wróć, kiedy za daleko odejdę od Najwyższego.  I chociaż konfesjonał jest trudny. A czasem nawet bardzo trudny. To zawsze jest nową szansą na zaczęcie od nowa. I tutaj chciałabym się podzielić jedną wydaje mi się,że cenną radą: kiedy odczuwasz przed spowiedzią  niepokój, obawy, czy lęk mimo wszystko idź do kratek konfesjonału. A o swoich obawach powiedz spowiednikowi. Jest po drugiej stronie konfesjonału, żeby pomoc. Chodź, co czasem nam umyka jest też człowiekiem, który może być zmęczony, boleć Go ząb, głowa, czy mieć po prostu gorszy dzień.  To przez jego ręce mamy odpuszczenie grzechów dane mocą święceń.    Spowiedź jest szansą  przede wszystkim na przyjęcie bożego przebaczenia i miłosierdzia. Chociaż niemal zawsze wydaje mi się, że jest jego za dużo.  

Oliwkowy, Olej, Green, Oliwa Z Oliwek

zdjęcie pochodzi ze strony: https://pixabay.com/pl/ (dostęp 10.11.2020.)

Od dawna cenię sobie łaskę adoracji Najświętszego Sakramentu, chociaż bardzo często po całym tygodniu  nad pragnieniem serca by  być przy Nim bierze górę zmęczenie. I niestety zdarza mi się ją odpuszczać.

Jak widać bywa różnie z tą moją oliwą, ale to nie znaczy, że nie będę próbować się zmieniać na lepsze.Choćby o krok do przodu. Zawsze dzięki Jego łasce.

Zadra w sercu.

Rozważając fragment Ewangeli uświadomiłam sobie bardzo wyraźnie, że wciąż jest we mnie bolące miejsce, którego nie pokazałam przy ostatniej spowiedzi. Dlaczego? Spowiednikowi ufam, więc niczego się nie obawiałam. Rachunek sumienia też zrobiłam solidnie, czyli wszystko wydaje się być w porządku.


Ktoś zapyta, w czym problem ? Jest i to wyraźny. Zarówno przy rachunku sumienia, jak i w czasie spowiedzi sama nie widziałam, że w sercu wciąż mi siedzi niczym zadra sprawa, która boli. A jeśli sama nie widzę w danym momencie to, że nie umiem o tym powiedzieć, : boli w tym konkretnym miejscu to, jak ma to widzieć spowiednik?

Co innego Jezus, który wie wszystko. Ale On nie zrobi nic bez mojego chcę, pomóż. I tu pojawia się pytanie: po, co Jezusowi moja zgoda? Bo zostawił mi, jak każdemu wolną wolę. Chce, żebym powiedziała o tym, że potrzebuje pomocy sama bez przymuszania. Prosząc Jego o pomoc, nigdy nie czułam się poniżona. „Bo On tak przychodzi.”

Czy mam panikować z tego powodu, że nie zauważyłam tego miejsce, które wciąż wymaga Jego pomocy? Nie zamierzam panikować, ani wpadać w poczucie winy. Na pewno przy następnej spowiedzi powiedzieć, że wciąż jest to bolące miejsce i wymaga bożego opatrunku.  

Pokuta może insprować?

Pytanie postawione w tytule wpisu wydaje się dość przewrotne. Bo skojarzenia od razu chyba większości z nas są na nie.

Pokuta choćby nie wiem, jak by człowiek potrafił otworzyć się przed spowiednikiem wyrzucając wszystko, co mu na duszy i sercu leży, a po drugiej stronie spowiednik, jak uważnie i cierpliwie słuchał penitenta to temu drogiemu, pokuta bardzo często będzie się kojarzyła żle.
Dlaczego? Jedna sprawa to, że przypomina nam o tym, co nie fajnego zrobiliśmy i najchętniej chcielibyśmy zapomnieć. I tu zaraz pojawiają się kolejne skojarzenie związane z karą.

A jeśliby spróbować spojrzeć na pokutę inaczej? Nie, jak na karę, coś co mam odbębnić tylko na szansę. Jaką ? Po pierwsze powrotu na właściwy kierunek, który zgubiłam. Prawda i z tym nie dyskutuje. Ale teraz stawiam kolejny krok, który będzie początkiem do tego, żeby się zmienić na lepsze.

Konfesjonał, Katolicki

zdjęcie pochodzi ze strony; https://pixabay.com/pl/ (dostęp 13.10.2020).


W porządku, ale żeby od razu inspirować? Tak, jeśli szukam dalej, głębiej albo wręcz jestem ciekawa rozważania psalmu na dany dzień. A wcześniej nie sięgnęłam po psalmy, jako formę modlitwy.  I  jeśli widzę, że psalm skłania mnie do refleksji, a ta prowadzi do zmiany choćby niewielkiej w moim życiu to zdecydowanie inspiruje.  I często przy kolejnej spowiedzi dziękuję za ostatnio zadaną pokutę.  Jakie są Wasze doświadczenia wiązane z pokutą?