Ty jesteś marką Ks. Piotr Pawlukiewicz.

 

„Ty jesteś marką” księdza Piotra Pawlukiewicza to z pozoru nie wielka książeczka. Ale za to, jak bogata w treść. A znajdziemy w niej odpowiedzi na pytania: dlaczego symbolem pierwszych chrześcijan jest ryba i jakie ma ona dla nas znaczenie, jaki jest skrót do Pana Jezusa i czy Maryja zna się na winie? To tylko niektóre podtytuły kolejnych rozdziałów. I może chociaż wydają się na pierwszy rzut oka błahe to zapewniam, że to są tylko pozory.

Ta książka to zaproszenie do fascynującej podroży  przez historię chrześcijaństwa, ale przede wszystkim próba udzielenia odpowiedzi, na pytanie zawarte w jej tytule.  O to, jaką sama jestem marką? Czy swoją postawą, postępowaniem sprawiam, że ludzie których spotykam na swojej drodze przybliżam do Jezusa, czy robię coś zupełnie innego ? A jeśli tak jest to nie ma, w tym żadnej  mojej zasługi. Sama to mogę sobie, za przeproszeniem nagwizdać. Wszelkie dobro, które zrobię jest zasługą Jego łaski. I mojej  na nią lub nie otwartości. Brzmi, jak banał ? Być może. Tylko, wiem, że sama nie miałabym siły pokonać zwykłego ludzkiego „nie chce mi się”, a nie zawsze mi to się udaje. O większych trudnościach, już nie mówiąc.

Pytanie, które wracało do mnie, jak bumerang, czego ode mnie chce Jezus? Część moich przyjaciół aktywnie należy do rożnych grup, wspólnot, a ja ?  Wciąż nie zdecydowana, w duchowym szpagacie. Przecież to do, czego nie od dziś  skłania się moje serce, czyli adoracja Najświętszego Sakramentu nie jest, ani modna, ani popularna. Tłumów w pierwsze piątki miesiąca nie zauważyłam.  I odpowiedzią na to pytanie są słowa: ” Uważaj, czy i Ty ne robisz ze swojego chrześcijaństwa numeru popisowego. Bo jesteś w grupach, w ruchach, w Caritasie.. Jezus nie che brać udziału w Twoich numerach popisowych. On czeka na Ciebie prawdziwego. Autentycznego.” (s.  132). I to jest jasna, konkretna odpowiedz na moje pytanie.

Ty, jesteś marką

zdjęcie pochodzi ze strony: https://nakanapie.pl/ (dostęp 27.09. 2021.)

Książka jest pełna, jak to sama określiłam duchowych smaczków i kół ratunkowych. Jeno z takich kół ratunkowych: „Chrystus w wizerunku  Jezusa Miłosiernego idzie. Idzie,żeby Cię odnaleźć.  I będzie Cię szukał do ostatniej chwil, żeby Cię obdarzyć swoim przebaczeniem, swoim miłosierdziem”. (s. 97)  Ale nie ma tutaj mowy o płyciźnie, czy miałkości. I to jest jeden z wielu powodów, dla których warto sięgnąć po ten tytuł. A zapewniam, że bardzo warto.

 

Jak zbudować poczucie własnej wartości Dorota Gromicka.

 

Poczucie własnej wartości to towar, którego niestety, a może na szczecie nie da się kupić za żadną walutę świata. Za to chociaż jest to proces długi, żmudny można je, zbudować. Jak ? Tego, jak to zrobić krok po kroku dowiemy się z książki ” Jak zbudować poczucie własnej wartości” Doroty Gromickiej.

Poza niewątpliwie potrzebną wiedzą teoretyczną znajdziemy w niej ćwiczenia praktyczne, które, jak zastrzega sama Autorka, wydobędą z nas często skrywane na dnie naszej pamięci emocje i zdarzenia, które najchętniej byśmy z niej wymazali.

Dlaczego jest koniecznie powinniśmy do nich wrócić ? Ponieważ bardzo często problem z poczuciem własnej wartości ma swoje podłoże w dzieciństwie, czasach przedszkolnych, szkolnych. A nie rzadko jest to swego rodzaju, niechciany prezencik. Taki gorący ziemniak, czy kukułcze jajo, które nam podarował, ktoś z najbliższych.

I właśnie, żeby zmienić swoją przyszłość musimy uprać się z przeszłością. Brzmi pewnie dla niektórych, jak banał. Może, jednak warto podjąć ten nie mały wysiłek. Co ważne Autorka pisze wprost,że w pokonaniu naszych demonów z przeszłości być może będziemy potrzebowali specjalistycznej pomocy, w postaci terapeuty. I jeśli widzimy, że sami nie dajemy rady warto skorzystać z fachowej pomocy.

Może być zdjęciem przedstawiającym książka i tekst

 

To, co dla mnie ważne to pokazanie mocnego związku z poczuciem własnej wartości i przykazaniem miłości Boga i bliźniego: „Nawet w religii chrześcijańskiej zorientowanej na Boga i bliźniego,miłość siebie samego nie jest zakazana. Przeciwnie, jest wskazana jako wzór miłości względem drugiego człowieka: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Dobry stosunek do siebie zakłada,że człowiek szanuje swoją godność, potrafi być dla siebie życzliwy, ciepły, a kiedy trzeba- wymagać od siebie i stawiać granice. Umie również wybrać to, co dobre, co go ubogaca, czasami zakłada to wysiłek, pracę nad sobą, odmawianie sobie przyjemności, obowiązki” (s.71). Teraz ręka w górę, kto z Was koncentruje się na pierwszej części przykazania miłości, a zapomina o miłości do samego siebie? Sama będę pierwszą, która podniesie palec do góry. Mało tego, jestem mistrzynią w stawianiu sobie wymagań.

I właśnie aby zachować równowagę sięgnęłam po tę książkę, bo chociaż temat do łatwych nie należy to mimo to czyta się ją bardzo szybko. I tutaj jest też pułapka jej, bo można książkę przeczytać, jak niemal każdy poradnik, omijając przy tym, co trudniejsze ćwiczenia. Mimo to polecam i to bardzo.

Blizna – symbol uporu?

 


Dziękować za to co łatwe i przyjemne nie jest przychodzi łatwo i bez trudu. Gorzej sprawa wygląda, kiedy coś wymaga wysiłku. Albo do osiągnięcia efektu trzeba przejść przez ból. Wtedy sprawa z tym, żeby dziękować jest trudniejsza.
Bo, jak po ludzku mam dziękować za to, że boli ? Jak boli ząb to pędzę, co sił w nogach do dentysty, żeby mnie od bólu uwolnił.


Zupełnie inaczej sprawa wygląda z rehabilitacją. Najpierw boli nieraz koszmarnie, żeby z każdym dniem, zrobionym ćwiczeniem, krokiem było lepiej. Właśnie lepiej o kawałek, krok. Po to,żeby lepiej funkcjonować. Chociaż dla wielu osób jest to zwyczajne. Dla mnie, nie.

Ramiona, Ręce, Blizny, Samookaleczeń

 zdjęcie pochodzi ze strony : https://pixabay.com/pl/ (dostęp 18.09.2021.)


Blizna wzdłuż prawej kostki jest symbolem uporu i walki mojej Mamy, pracy chirurgów – ortopedów i mojego nie dopuszczania. Bo nie ma, że boli. Właśnie dlatego nie wolno mi było odpuścić. Dostałam szansę i nie mogłam jej zmarnować. I udało mi się to.


A jeszcze rano zastanawiałam się nad prawdziwością słów koleżanki, Mamy, że „jestem charakterna po dziadku. Bo inaczej nie zniosła byś tego psychicznie”. Zaczęłam w to wątpić: czy, aby na pewno? Ale chyba, jednak tak. Bo szansy nie zmarnowałam

Masz swoich Księży.

 

„Masz swoich księży”

To stwierdzenie, czy raczej zarzut w moją stronę, z którego nie widzę powodu aby się tłumaczyć. Mało tego otwarcie do tego się przyznaje, że mam swoich Księży.

Ale najlepiej będzie, jak zacznę od początku, czyli od tego, jak rozumiem określenie swoich w odniesieniu do  Księży. „Swoi” to tacy, którym ufam na maxa bardziej niż sobie samej. To ich poproszę o radę, ale to ja sama podejmuję ostateczną decyzję i podnoszę za nią odpowiedzialność.

To Księdza,któremu ufam, przy którym czuje się bezpiecznie na poziomie serca poproszę o stałe spowiednictwo. Którego konfesjonał nie parzy. I  ma znaczenie więcej cierpliwości do tego, żeby odpowiadać na moje pytania niż  sama mam jej do siebie. Który spowiada z otwartym sercem, a zadaje pokutę szyta na miarę. Czyli taką, która ma mi pomóc zrobić pierwszy krok do tego, żeby chodź trochę zmienić swoje życie. Mogę tylko powiedzieć dziękuję  za poprzednią spowiedź i zadaną pokutę. I zrobię to bez wahania. Bo  za dobro, okazaną życzliwość,  zwyczajne  bycie człowiekiem warto dziękować.

Gołąb, Wolność, Pokój, Zaufanie

zdjęcie pochodzi że strony : https://pixabay.com/pl/ (dostęp 02-09.2021)

Kapłanowi, którego kazanie poruszyło najgłębsze struny mojego serca albo bardzo często było odpowiedzią na moje pytania zwyczajnie po ludzku podziękuje za nie.

W znaczeniu osoby, do której mam ogromne zaufanie mam swojego Księdza.

A jak jest z Tobą, Czytelniku?