Sześć pienter luksusu. Przerwana historia Domu Braci Jabłkowskich” Cezary Łazrewicz

Sześć pienter luksusu. Przerwana historia Domu Braci Jabłkowskich” Cezarego Łazarewicza to opowieść o tym, jak na początku niewielka rodzinna firma dała początek piewrwszym w Warszawie Domom Towarowym. Także o tym, jak losy jednej rodziny splotły się z tym, co było udziałem stolicy.

Od rozkwitu przez ciężki czas Powstania Warszawskiego przez komunizm i walkę ostatniego dyrektora Domów Twowarowych o ich utrzymanie. Aż po czasy współczesne, kiedy spadkobierycy toczą batalie sądowe o to, żeby ozdyskać prawa zarówno do działki, jak i budynku. Za, co ogromny podziw i szacunek, bo pewnie nie jeden by sobie odpóścił. Ale także o niebywałej wrecz pewności człowieka, który za zawrot budynku żąda ogromnych pieniedzy mimo korzystnego wyroku sądowego dla spadkobierców.

Obraz może zawierać: tekst

zdjęcie pochodzi ze strony : https://lubimyczytac.pl/ (dostęp 20.08. 2020)

Co ujmuję to sposób w jaki Jabłkowscy traktowali zarówno klientów (przyjaciele sklepu, którzy zostaną z nim na dłużej), jak też pracowników. Wspólne wycieczki, wsparcie dla matek samotnie wychowujących dzieci, stołówka zakładowa.

Historia Warszawy spleciona z losami konkretnej rodziny. Czyta się szybko, lekko. Zdecydowanie polecam, bo warto :):).

Kroniki Archeo. Tajemnica klejnotu Nefretitii Agnieszki Stelmaszyk.

Przygoda! Odkrycie! Zagdaka!
Zaczęło się zapełnienie niewinnie- od artykułu w gazecie : w Egipcie odkryto nowy grobowiec. Dalej wypadki potoczyły się już łatwo. Każdy, kto chodź trochę interesuje się archeologią, rusza do Kairu, I oto zatłoczone uliczki miasta i bezkresne piaski pustyni stają się świadkami szaleńczego wyścigu.
Kto pozna legendę Neferetiti? Kto wyniósł sarkofag z grobowca?
Kim jest tajemnicza Cressida Finch?
No i najważniejsze- kto pierwszy dotrze do klejnotu?
Pytań coraz więcej, a czas upływa szybciej niż przesypujący się piasek w klepsydrze…

Pierwszy tom z cyklu Kroniki Archeo Agnieszki Stelmaszyk opowiadający o starożytnym świecie.  Piątka przyjaciół rusza tropem tajemnicy klejnotu Neferetiti napotykając na miejscową bandę złodziei trudniących się handlem zabytkami. Przyjaciele odnajdą drogę do  Zaginionej  Świątyni, zostaną porwani przez egipskiego przewodnika, który tak jak oni szukają starożytnego klejnotu.

Z pomocą przyjdzie im  Panna Ofelia, która ruszy przez pustynne piaski niczym Robert Kubica wprawiając  wszystkich w osłupienie, uratuje poszukiwaczy skarbów z poważnych tarapatów. Łamiąc powszechnie panujący stereotyp o tym, że blondynki  są mało inteligentne. Z pewnością nie należy do nich Panna Łyczko, która nie da się zwieść arabskiemu handlarzowi zabytków i nie nabierze się na jego podstęp.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

zdjęcie pochodzi ze strony: https://www.empik.com/ (dostęp 04.08.2020)

 

Przyjaciele dalej będą się zastanawiać, gdzie znajduje się klejnot Neferetiti? Czy  jest to tylko legenda?   Po raz kolejny okaże się, że najciemniej jest pod latarnią.  Chcecie się dowiedzieć? Sięgnijcie po pierwszą cześć Kronik Archeo Agnieszki Stelmaszyk.

Gratka dla tych, którzy interesują się starożytnością. Dużo zagadek, legend i nawiązań do starożytnego świata. Od nazwy hotelu, w którym zatrzymali się przyjaciele razem ze swoimi rodzicami, przez imię kota Cressidy Finch. Do tego słowniczek wyjaśniający trudniejsze pojęcia. „Pan Samochodzik” przeniesiony w starożytność. Historia połączona z przygodą. ;):).

Stały spowiednik.

O tym, że warto szukać stałego spowiednika usłyszałam dość dawno, w czasie studiów. Na jednym z wykładów, kiedy rekordy oglądalności bił talk show Ewy Drzyzgi „Rozmowy w toku”. I słowa wykładowcy niemal, jak motto: „Zobaczcie ludzie nie boją się opowiadać o bardzo często osobistych sprawach w programie, który ogląda pół Polski. A boją się iść do spowiedzi, która objęta jest tajemnicą. Szukajcie stałego spowiednika. Szukajcie takiego, który Was zrozumie. Który zrozumie Wasze dusze.”
Przyznaje, że byłam zaskoczona i to dość mocno.

To, „Szukajcie stałego spowiednika” odzywało się we mnie dość mocno. Aż po kolejnej spowiedzi u Księdza wikarego stwierdziłam: Może spróbuje poprosić o stałe spowiednictwo. Zobaczymy, co z tego wyjdzie”.
I rzeczywiście wysKonfesjonał, Spowiedź, Kościółzło bardzo dużo dobrego.

 

Problem pojawił się w momencie, gdy decyzją Biskupa został przeniesiony na inną parafię. Jakoś tak to Najwyższy układał, że do tej pory byli to zawsze wikariusze. Ponieważ przyzwyczajam się do ludzi i do miejsc, niemal jak kot,  to zawsze zmiana Księży posługujący w parafii jest dla mnie trudna.
I chociaż wiem, ze Ich zadaniem jest głoszenie Dobrej Nowiny to i tak się człowiek przyzwyczaja. I nie zmieni tego dekret Biskupa.

 

zdjęcie pochodzi ze strony: https://pixabay.com/pl/ (13.08.2020)


Co mi daje posiadanie stałego spowiednika? Chociaż to nie jest najtrafniejsze słowo w odniesieniu do człowieka. Paradoksalnie, kiedy jest stały spowiednik jest łatwiej. Dlaczego? Wie więcej, konkretniej też dzięki temu może pomóc. Szczególnie, jeśli sobie z czymś nie radzę. Albo, gdy zupełnie gubię kierunek, w którą stronę mam iść. Wtedy dobrze jest pytać o zdanie, radę. Kogoś bardziej doświadczonego. Co nie jest ( tak mi się wydaje) przynajmniej zawsze jednoznaczne z wiekiem.

Nie raz słyszałam zdanie, że, jak to stale chodzić do spowiedzi do tego samego Księdza? Będzie pamiętał moje grzechy. Tak! Właśnie po to, żeby mnie, Tobie mocą daną od Chrystusa pomógł się z nich podnieść po raz nie wiadomo, który. Drugie zdanie, które wprawiło mnie w zdziwienie, jak to spowiadać się twarzą w twarz? I co świat się od tego nie zawali. Zapewniam. Spowiadałam się kilka razy twarzą w twarz. Żyje.  Podłoga się pode mną nie rozstąpiła, mam się dobrze.

Uwaga! Spowiednik w konfesjonale to też człowiek ! Tak, jak my. I też może boleć Go ząb, głowa, pokłócić się z proboszczem, czy martwić się o chorych rodziców. Jasne, że idąc do konfesjonału  chciałabym, żeby Ten, który mam moc odpuszczania grzechów słuchał uważnie tego, z czym przychodzę. I potrafił pomóc. A udzielana rada, nauka, pocześnie, jak kto woli były niemal szyte na miarę. Odnoszące się do tego, co wcześniej powiedziałam, co wyszło albo, czego sama nie widziałam? Po, co ? Właśnie po to, żeby krok po kroku próbować się zmieniać. Na lepsze, bo przecież o to w spowiedzi chodzi.

Co o tym myślicie?

Przy porannej kawie.

Poranna kawa może prowadzić do głębszej refleksji. Nad czym? Jak bardzo niemal namacalnie brakuje mi stałego spowiednika albo towarzyszenia duchowego. A najlepiej jedno i drugie. W pakiecie. Dlaczego to do mnie wraca, niczym bumerang? Bo jest dla mnie ważne. I jak na razie waham się, co do podjęcia decyzji. I chyba, co jeszcze trudniejsze, pójścia za nią.

Kawa, Poranna Kawa, Filiżankę Joe, Napój

zdjęcie pochodzie ze strony: https://pixabay.com/pl/ (dostęp 1.082020)

Dlaczego jest to takie trudne? Bo mój ostatni stały spowiednik był mistrzem duchowości. Zawsze poproszony o radę, dawał ją dobrą. Zostawiał przy mi wolność w podjęciu ostatecznej decyzji. Zadawana pokuta też nie była nigdy przysłowiowa trzy zdrowaśki. Nauka, którą mówił nie raz mnie ratowała.

I chyba, co najważniejsze pozwalał pytać. I uważnie słuchał.  Na moje słowa, że bardzo sobie cenie adoracje Najświętszego Sakramentu, zapytał, czy kiedy Jest schowany w tabernakulum, czy kiedy jest wystawiony na Ołtarzu?
I nigdy nie czułam, że się spieszy.

Czy koniecznie muszę go mieć? Chociaż takie określenie nie pasuje mi w odniesieniu do człowieka.  Nie muszę, ale bardzo wyraźnie widzę, jak dużo mi daje  stały spowiednik. Co konkretnie? A to już temat na kolejny wpis. Dobrego weekendu 🙂