Hasimoto. Poradnik pacjenta Dr. Katarzyna Ślubowska.


Jak wokół każdej często występującej choroby tak i w przypadku Hasimoto jest niekończona się lista nie potwierdzonych naukowymi badaniami informacji. Dlatego dobrze jest ich szukać u osób kompetentnych, jak lekarz, który konkretną jednostkę chorobową zna z codziennej praktyki lekarskiej. Tak, jak dr. Katarzyna Ślubowska, która ukończyła Akademię Medyczną w Warszawie. Zaś w 2004 roku rozpoczęła pracę w Klinice Medycyny Transplantacyjnej i Nefrologii Szpitala Klinicznego Dzieciątka Jezus w Warszawie. Ponieważ często spotykała się w swojej pracy z pacjentkami chorującymi na Hasimoto postanowiła podzielić się swoją wiedzą, którą dzieli się w książce Hasimoto. Poradnik pacjenta.

Ta, książka to swojego rodzaju dawka wiedzy zamknięta w kilku rozdziałach. A dowiemy się z nich m.in:
– jak przebiega choroba Hasimoto i jakie może mieć powikłania?
– jak leczyć chorobę Hasimoto i czy można się od niej całkowicie uwolnić.
– jaką dietę stosować, ?
– jak pokonać trudności związane z chorobą, gdy planuje się ciążę ?

W książce zostało obalonych kilka mitów, które wszelkiej maści celebryci, blogerzy  próbują przekazać, jak niemal prawdę objawioną. A są nimi miedzy innymi konieczność wykluczenia z diety glutenu, który rzekomo ma zwiększać stan zapalny tarczycy. A jak dowiadujemy się z książki jego wykluczenie jest konieczne przy potwierdzonej badaniami nietolerancji. Podobnie sprawa ma się z laktozą.

Może być zdjęciem przedstawiającym książka

Ponieważ temat Hasimoto znam z własnego doświadczenia to wiele zwartych w książce informacji już znałam. A to dzięki fantastycznej endokrynolog dziecięcej, która moje słowa potraktowała poważnie i nie posadziła mnie o globusa, jak Emilię Korczyńską z Nad Niemnem. Zawsze znajdę odniesienie do literatury :):). Dlatego ten tytuł był dla mnie dobrą, solidną powtórką wiadomości,które już miałam. Co ważne Autorka uspokaja potencjalne pacjentki,że Hasimoto to nie koniec świata. Chociaż przyznaję,że zmienność nastroju od śmiechu do płaczu nie jest niczym przyjemnym.
Książkę polecam, jako kompendium sprawdzonych informacji. Żadem dr. Google. 

Dziękuję Wydawnictwo RM, https://www.rm.com.pl/ :):) 

Cuda Św. Faustyny Ewa Czaczkowska.


Jakie masz skojarzenia, gdy myślisz św Faustyna? Dla mnie pierwszym hasłem jest Dzienniczek, koronka i orędzie do Bożego Miłosierdzia. Dlaczego pytam o skojarzenia z Sekretarka Bożego Miłosierdzia? Przyznaję, że sama dość schematycznie o Niej myślałam. A raczej zawężałam  pole, na którym działa. Kiedy odmawiam Koronkę do Bożego Miłosierdzia? Za osoby chore, zmarłe, kiedy potrzebuję oczyszczanie i uzdrowienia w sakramencie pokuty i pojednania.
Na nowo,szerzej na Bożą Sekretarkę pozwoliła mi spojrzeć lektura książki Ewy Czaczkowskiej Cuda św Faustyny. Bo moje spojrzenie na Nią, jak widać  było zawężone. 

A opisane  przez Autorkę przypadki uzdrowienia zarówno fizycznego, jak i duchowego pokazują jedno: dla   Boga nie ma nic nie możliwego.

Bo, jak po ludzku wytłumaczyć to, że niedoszły samobójca przed odebraniem sobie życia sięga po Dzienniczek, a słowa, które tam znajdzie już na zawsze je odmienią? I tak jest z każdym przedstawionym cudem, czy na poziomie fizycznym, czy duchowym. Następuje zmiana dotychczasowego życia. Każdy z bohaterów ma w sobie bardzo głęboką potrzebę dawania świadectwa o tym, co stało się jego udziałem, czego doświadczył.  Dlatego chylę czoła przed nimi, że mają w sobie tyle odwagi, żeby o tym mówić. 

Do mnie chyba najmocniej przemówiły trzy  przytoczone przez Czaczkowską  świadectwa. Pierwszym jest to, którym się dzieli Ewa Sałużanka. Po bezskutecznych próbach wyjścia z depresji otwierała chyba wszystkie drzwi. Także te, których lepiej nie uchylać łącznie z sensami bioenergoterapii, czy buddyzmem. Skutkiem tego było to, że zamiast czuć się lepiej, czuła się tylko gorzej. Do momentu, aż  sięgnęła po Dzienniczek. Wtedy zaczął się jej proces wychodzenia z depresji. To, co mocno mi zapadło w pamięć i serce:”Dzisiaj wiem, że życie nie polega na osiecznianach, lecz na naszej zgodzie na życie. A zgodę na życie możesz mieć tylko w Jezusie. On jest jedynym jego sensem. (…).. Gdy to zrozumiałam zaczęłam sobie odpuszczać sobie, jako kobieta. Nie muszę być pierwsza, najlepsza, perfekcyjna. Ja chcę być prowadzona. Chcę zaufać Jezusowi” (s. 91).

Drugim ważnym dla mnie świadectwem jest to księdza Folejewskiego, który zrezygnował z przeszczepu serca ” I wtedy usłyszałem wewnętrzny głos: „Twój przeczep serca będzie miał na imię ” Jezu, ufam Tobie” (.s.179). I postanawia zaryzykować i zaufać na maxa, Bożemu Miłosierdziu. Pytany, czym jest Boże Miłosierdzie odpowiada: „Miłosierdzie jest cudem Boga pochylającego się nad człowiekiem, wydobywającego dobro spod rożnych nawarstwień zła po to, aby uczynić nas piękniejszymi” (s.178).  Mocne są też jego słowa o tym, czym dla niego jest powiedzenie” Jezu, ufam Tobie”:”Dla mnie słowa: Jezu, ufam Tobie”, że za wszystko dziękuję. Jeśli nie dziękuję to znaczy,że nie ufam, czyli uważam, że Bóg daje mi coś złego” (…) „To nie jest łatwe. Powiedzenie słów: „Jezu, ufam Tobie”, z polną świadomością ich znaczenia jest niezwykle trudne. My czasem powtarzamy lekko: „Jezu, ufam Tobie”, bo lekarze, psychologowie nie pomogli, to może Jezus pomoże” (s.178) 

Może być zdjęciem przedstawiającym 1 osoba

Trzecim świadectwem jest to kardynała Franciszka Macharskiego, który po leczeniu operacyjnym nowotworu jelita cienkiego rezygnuje z przyjęcia chemioterapii i zawierza Bożemu Miłosierdziu. Po ludzku można powiedzieć,że oszalał. Własnie po ludzku. Zawołanie:: „Jezu,ufam Tobie” miał umieszczone na biskupiej mitrze.

Kto mnie zna, ten wie, że chociaż do Krakowa mam daleko to Kardynał Macharski jest mi szczególnie bliski. Nie tylko ze względu na miłość do Królewskiego Miasta Krakowa. To nie jest przypadek. Jego słowa o Bożym Miłosierdziu:”Pielgrzymka do Bożego Miłosierdzia trwa przez cale ludzkie życie. Zaczyna się każdego ranka i nie skończy się aż w tej ostatniej godzinie. w której mrok ludzkiego życia wejdzie najpierw w mrok,ten mrok Golgoty, noc Golgoty, po to, żeby rozbłysnąć darem światła  i patrzenia twarzą w twarz Tego, w którego uwierzyliśmy tam, gdzie nadzieja się spełni” (s. 257) 

„Cuda św Faustyny”  to moja pierwsza książka autorstwa Ewy Czaczkowskiej, po którą sięgnęłam i z pewnością nie ostatnia. Autorka ma naturalną  umiejętność pisania o tym, co nie wytłumaczone bardzo lekkim, przystępnym językiem. Tą  książkę się nie czyta, ją się pochłania, jak dobrą powieść.  

Jak być szczerym ze sobą. Od unikania trudnych doświadczeń do prawdziwej akceptacji siebie Monika Janiszewska i Adrianna Kłos

 

„Jak być szczerym ze sobą. Od unikania trudnych doświadczeń do prawdziwej akceptacji siebie” Moniki Janiszewskiej i Adrianny Kłos to nie jest książka z cyklu lekkich, łatwych i przyjemnych. Taką, którą czyta się do popołudniowej herbaty w ramach weekendowego relaksu. Dlaczego? Ponieważ waga poruszanego tematu do łatwych nie należy. A  są nim mechanizmy obronne, jakie stosujemy w naszym życiu. Brzmi poważnie, prawda? Ale zapewniam, że warto podjąć wysiłek przeczytania tej książki. Z pewnością się opłaci.
Książkę można podzielić na cztery części. Pierwsza to garść wiedzy teoretycznej, gdzie znajdziemy miedzy innymi wyjaśnienie, kiedy mechanizmy obronne są dla nas pomocne. Ale także dowiemy się z niej, że są one ucieczką od rzeczywistości. Albo jeszcze ostrzej. Uniknięcia zmierzenia się z prawdą o nas,ale także o naszych najbliższych. O tym, jak pięknie potrafimy oszukiwać same siebie. Tutaj także dowiemy się, czym jest przymierze terapeutyczne, na czym polega ? I jaka jest jego rola?
Może być zdjęciem przedstawiającym książka
Cześć druga dla mnie chyba osobiście najbardziej przydatna z całej książki to konkretne przykłady, kiedy używanym mechanizmów obronnych. Co leży u ich podłoża, ale także, jak z nich zrezygnować. Co ważne, każdy z przykładów opatrzony jest komentarzem psychologa. Przykład, który został mi  na dłużej w pamięci:”Tym, co ją naprawdę kręciło była fotografia. Nie miała jakiegoś wysokiej klasy sprzętu i nie doszkalała się na kursach, a i tak potrafiła  stworzyć zdjęcie- perełkę. (…) Wielu znajomych obdarowywała pięknie oprawionymi zdjęciami, chwilami uchwyconymi kilka miesięcy wstecz. większość piała z zachwytu. (…). Uznali, że ma talent,którego nie można zmarnować. Powinna przejść kilka kursów, kopić sobie lepszy sprzęt, rzucić stanie za ladą i zając się fotografią komercyjnie. Justyna za każdym razem stawała okoniem. A po, co je to? Takie kursy kosztują”(s.90)  Komentarz psychologa do tego przykładu  „Gdyby Justyna uświadomiła sobie prawdę, czyli to, jak bardzo się boi, mogłaby zacząć proces wspierania siebie i dodawania sobie otuchy. Zamiast bojkotowania swoich marzeń i krytykowania się, mogłaby czule pochylić się nad sobą i powiedzieć sobie: „Boisz się, bo przed tobą duża praca, a jej efekty na ten moment nie są znane. Każdy boi się zmian. Ale fotografia to coś, co naprawdę kochasz, więc dasz sobie radę. Wszystko będzie dobrze. Zaufaj sobie. Klienci się pojawią, ktoś na pewno przyjdzie, bo ludzie cenią tych, którzy robią to, co naprawdę kochają robić” (s. 91). Brzmi znajomo? I to jeszcze, jak!
Cześć trzecia pokazuje, jak z tych nieprawidłowych mechanizmów obronnych wyjść, krok po kroku. W części czwartej znajdziemy ćwiczenia praktyczne, jak tego dokonać trwale.
Tak, jak pisałam na początku temat książki do łatwych nie należy. Ale po mimo to warto do niej sięgnąć. Zdecydowanie warto.