Na jednej z katolickich grup, którą obserwuje w mediach społecznościowych pojawiło się pytanie:” Jaki jest Pan Jezus? I czy mamy jakieś osobiste doświadczenia?” Bardzo długo nie dawało mi ono, w tym dobrym znaczeniu spokoju.I bardzo dobrze, bo ma ono w sobie drugie, głębsze dno. Tak naprawdę jest to pytanie, jaki jest mój obraz Jezusa? Jak Go widzę? Ale też i gdzie?
Zmieniał się on przez lata i z pewnością jest inny teraz niż, gdy byłam kilkuletnią, małą dziewczynką czy nastolatką. Ta zmiana obrazu Jezusa pokazuje drogę, jaką przeszłam, a wraz ze mną wszyscy kapłani, którzy krok po kroku, podejmowali się niewyobrażalnego trudu i wysiłku, aby mi na niej towarzyszyć.Prostując to wszystko, co jest Jego nieprawdziwym, zniekształconym, fałszywym wizerunkiem.
Jak dzisiaj odpowiem na to pytanie: jaki jest Pan Jezus? Jest miłością i miłosierdziem samym. I nie jest to dla mnie tylko cytat z Dzienniczka Świętej Faustyny, ale przede wszystkim moje doświadczenie żywego Boga. Przy czym doświadczenie tego, że jest On miłością i miłosierdziem samym nie oznacza, że mam odpuścić, darować sobie pracę nad swoimi słabościami, brakami, grzechami, zaniedbaniami, niewiernościami. Jest wręcz przeciwnie: im bardziej go doświadczam i idąc za łaską Boża jeszcze więcej się na nie otwieram tym, więcej widzę rzeczy, które wymagają poprawy. Oczywiście nie wszystkie na raz.
Gdzie widzę Jezusa albo może zdecydowanie konkretniej jest zapytać: gdzie Go spotykam? Miejscem, żywej i prawdziwej obecności Jezusa są sakramenty święte. Zarówno pełne uczestnictwo we Mszy Świętej jest Jego zaproszeniem, by do Niego przyjść. I jeśli tylko stan sumienia pozwala na to, żeby nas umocnił na drodze do nieba, to warto z niego skorzystać. Kiedy sumienie wyrzuca nam coś, co nie pozwala nam przyjąć Komunii Świętej, warto je oczyścić, uzdrowić w sakramentalnej spowiedzi. która jest też miejscem umocnienia.
Przestrzenią, w której spotykam Jezusa jest codzienna modlitwa różańcowa i czytanie Słowa Bożego.Chociaż pewnie zdecydowanie lepiej byłoby napisać, że nie tyle czytam Słowo Boże, co raczej Ono coraz bardziej czyta mnie.
Czas wakacji, gdy zwalniamy w codziennym biegu to dobry moment, by zadbać trochę bardziej o naszą przyjażń z Jezusem.Pytanie tylko czy się na to zdecydujemy.

Ja się poruszam wśród niekatolików, więc o spowiedzi tam się nie mówi. Ale ludzie wyznają przed kamerą, jakie złe rzeczy robili. Bóg nie stawia granic. To my sobie zrobiliśmy podziały – tu katolik, tam protestant, albo ortodoks, albo prawosławny. Dla Niego wszyscy jesteśmy Jego ukochanymi dziećmi. To jest pierwsza rzecz, która mnie przerasta.
Druga, że Bóg wcale nie jest na ludzi zły. Boli mnie to, że w Kościele Katolickim tworzy się jakąś atmosferę lęku przed Bogiem. A to jest zupełnie nie tak.
Dzisiaj oglądałem wideo dziewczyny, w której opowiadała dlaczego w pewnym momencie swojego życia stała się sex workerką. Trudno to streścić, bo właściwie wylewała z siebie to wszystko co tkwiło w niej głęboko. Co we mnie najgłębiej utkwiło to jej zdanie – że nie wiedziała co to jest bezwarunkowa miłość.
Myślała że nigdy z tego nie wyjdzie. Zaczęła wołać do Boga.
Coś takiego powiedziała: „myślałam że Jezus jest kimś wymyślonym, używanym by kontrolować ludzi; i myślisz w ten sposób dopóki nie znajdziesz się w miejscu w którym musisz wołać do Boga”.
To, czego doświadczyła, było czymś nadprzyrodzonym. Ta dziewczyna płakała gdy o tym wspominała.
Tego typu świadectwa powtarzają się wciąż i wciąż.