W maju miesiącu Pierwszych Komunii Świętych, kiedy Kościół cieszy się, że kolejne dzieci będą mogły od tego dnia już w pełni uczestniczyć we Mszy Świętej, różne media próbują obrzydzić wszystko to, co jest związane z tym tematem. Teraz przyszedł czas na to, by poddawać w wątpliwość sens spowiedzi.
Jednym z podnoszonych argumentów jest między innymi ten: jakie grzechy może mieć na sumieniu dziecko, że konieczna jest spowiedź? Przecież nie trzeba mieć zaraz na sumieniu grzechów ciężkich czy śmiertelnych, żeby potrzebować oczyszczenia, uzdrowienia w sakramencie pokuty i pojednania. A dobrze przeżyta spowiedź może dać głęboką radość i pokój serca z Bożego przebaczenia. I być źródłem nadziei.
Kolejnym argumentem, jaki podnoszą jej przeciwnicy to, to że jest ona stresująca. I może być wydarzeniem traumatycznym. Wiele wydarzeń w życiu także dziecka jest trudnych, choć są one kolejnym etapem w jego rozwoju, jak choćby pierwszy dzień w przedszkolu czy nowej szkole. I nikomu nie przyjdzie do głowy, żeby dziecko nie chodziło do szkoły. Oczywiście na tyle, na ile jesteśmy w stanie warto zadbać o to, żeby dziecko czuło się bezpiecznie, miej się denerwowało, choćby wiedząc, że wspieramy je swoją obecnością. Warto też, jeśli nasze doświadczenia po pierwszej spowiedzi były dobre podzielić się nimi z dzieckiem.
To czego nie powinno się robić to wyśmiewać tego, że dziecko boi, obawia się spowiedzi, ani tym bardziej żartować, że ksiądz nie da rozgrzeszania.
O ile w intencjach w modlitwie wiernych pada często wezwanie, by dzieci pierwszokomunijne umacniały swoją przyjażń z Jezusem rozpoczętą w dniu Pierwszej Komuni Świętej, o tyle wezwanie, prośba, aby modlić się za kapłanów, którzy będą spowiadać dzieci przed Nią już nie.
To, jak przebiegnie i co dziecko zapamięta z pierwszej spowiedzi może być dla niego trwałym, mocnym fundamentem, do którego będzie wracać.
