Bezsprzecznie dobre pragnienie, by zostać świętą jakie miała każda z bohaterek książki Małgorzaty Król zrealizowały. W najwłaściwszy, bo najlepiej dobrany dla każdej z nich sposób. Przecież święci to nie tylko ci wszyscy, którzy zostali wyniesieni do chwały ołtarzy. To także te anonimowe, mniej znane lub oczekujące na tę wielką radość osoby.
Emilia Wojtyłowa, Wanda Błeńska, Joanna Krypajtis, Stefania Łącka, Helena Kmieć, Małgorzata Wiewióra, Stefania Mędarzak, Aleksandra Gabrysiak, Wanda Półtawska, Leokadia Małunowiczówna realizowały to, co najważniejsze: przykazanie miłości do Boga przełożyły w codziennej praktyce na przykazanie miłości do bliźniego.
„Chorych natomiast badała gołymi dłońmi, co uzasadniała zdaniem: ” nie mogłam dać im odczuć, że się ich boję lub brzydzę.” W ten sposób Polka była pierwszą lekarką, która tym ludziom, tak stygmatyzowanym i wykluczanym, przywracała godność wynikającą z człowieczeństwa.” ( s.35)
Realizowały je, tak jak potrafiły najlepiej, wypełniając na pozór zwykłe obowiązki zarówno stanu, jak i te wynikające z pracy zawodowej. Ofiarowanego cierpienia, czy ofiary z życia w obronie czystości i godności kobiety. Warto pamiętać i wciąż na nowo przypominać, że praca zawodowa także jest powołaniem. Tak samo ważnym i potrzebnym, jak małżeństwo, kapłaństwo, życie zakonne czy konsekrowane. Po prostu innym, ale równie ważnym.
Wszystkie bohaterki tej książki realizowały apostolstwo świeckich w Kościele, które wynika z powołania chrześcijańskiego. Wzrasta liczba powołań do indywidualnych form życia apostolskiego i konsekrowanego, różnych instytutów, natomiast spada do życia zakonnego. To już jednak opowieść na kolejny wpis.
Lekkość pióra Małgorzaty Król sprawia, że przez książkę się płynie. I jest bardzo dużą pokusą, aby nie przeczytać jej ciągiem. Wtedy to, co najważniejsze nie wybrzmi. Książkę polecam bardzo.
