Żyć pustynią. Mnisi z Tibhirine to fragmenty listów, medytacji, dzienników i homilii siedmiu błogosławionych, mnichów, które pokazują ich drogę, jaką pokonali by złożyć najwyższą ofiarę ze swojego życia- zginęli śmiercią męczeńską.
Czytając te zapiski chodzi się dosłownie po śladach błogosławionych, które są doskonała ilustracją tego, co niby każdy wierzący wie w teorii, że do chwały nieba nie dochodzi się szybko. Na przysłowiowe pstrykniecie palcem. Tyle teoria, a jak widmo najczęściej w życiu teoria nie idzie w parze z praktyką.
„Nie, nie potrafimy się modlić tak, jak trzeba. Duch potrafi i jedynie On, i to jest nie do wypowiedzenia.
Kiedy więc godzę się ofiarować Mu tylko swoje milczenie, coraz bardziej wiem, że coś się wydarza i że wchodzę w syfonie”. s 32
Im bardziej zagłębiamy się w lekturze zapisków, które pozostawili po sobie mnisi z Tibhirine tym coraz bardziej widać, że droga do świętości przez większy jej odcinek realizuje się w tym, co małe, codzienne najczęściej niepozorne. I zwyczajne. Bez fanfar, konfetti i oklasków. Za to w pokornej i ofiarnej służbie najbiedniejszym i potrzebującym.
To także postawienie po raz kolejny fundamentalnego pytania o dar i tajemnice powołania: do Kogo ono należy? Czyje ono jest?
” Moje” powołanie nie należy do mnie, nie jest prywatną sprawą Boga (Jezusa) i moją. Jest czymś najbardziej intymnym, najgłębiej ukrytym, będącym- jak u każdego z was- otwarciem, ofiarą dotyczącą całej ludzkości. Nie te słowa nie wypływają z ambicji. Nie sadze! Moje powołanie należy do Kościoła, nie do mnie”. ( s.25) Taki powrót do pytania o podstawy powołanie jest konieczny, by nie wbić się w garnitur pychy. Oto jestem taka święta, że już aureola mi się świeci nad głową i chodzę w jasnej poświacie.
Brzmi trywialnie? Być może. Jednak, co jakiś czas warto pytać się o to, co jest motywacją do podjęcia daru i tajemnicy powołania: odpowiedz na Jezusowe wezwanie, czy coś innego.
Tak jak każdy z nas ma swoją własną, niepowtarzalną drogę do świętości, i nie powinno się kopiować czyjeś recepty na nią tylko przyjrzeć się, co mogę zaczerpnąć z cudzej mądrości po to, by moja droga do świętości była chodź trochę łatwiejsza. Bo oni już tą drogą przeszli, sama cały czas w niej jestem.
Dla siebie zabieram fragmnet: „Wątpię w siebie, tak trudno mi się uwolnić od mojego” ja”, żeby zwrócić się do Boga, oddać Mu swoją nędzę, cierpienie, grzech a w dodatku tyle osądów, postępiania, pychy … na to też trzeba się zgodzić, zgodzić się na siebie, takiego jaki jestem, kochany przez Boga, który oddał za mnie swojego Syna, kochany przez Jezusa, który mi daje swojego Ducha ….łaskę silniejszą od grzechu i tym potężnieją i bardziej skuteczną, im jestem słabszy, bardziej bezbronny”. (s 21)
Książka bardzo wartościowa, choć z pewnością nie do szybkiego czytania, ale do polowego smakowania.
