Bardzo długo nie mogłam podjąć decyzji, co do jednej bardzo ważnej kwestii dla mnie. Znajomi też nie bardzo umieli przyjść z pomącą, gdy pytałam o radę. Każdy z nich mówił, co innego sprawiając, że powiększał się mi zamęt. I w duszy i w głowie.
Przez słowa stałego spowiednika, którego wtedy miałam Pan zaskoczył mnie i to mocno. Tak, że nie umiałam wyjść z szoku: Jak to ja? Jednak nadal nie podjęłam ostatecznej decyzji. Słowa usłyszane wtedy w konfesjonale nie dawały mi spokoju i powracały do mnie, co jakiś czas.
Do wątpliwości, które miałam już wcześniej doszło jeszcze jedno pytanie: Czy, gdy powiem nie to taką decyzją nie sprawię Jezusowi przykrości, że Mu nie ufam?

Zdjęcie pochodzi ze strony : https://pixabay.com/pl/ ( dostęp 11.05. 2020).
I chociaż miałam telefon do stałego spowiednika, który został przeniesiony decyzją Biskupa na inną parafię to długo nie miałam odwagi, żeby do Niego zadzwonić i poprosić o radę. Dla osoby stojącej z boku może to wydawać się dziwne: Co w tym trudnego zadzwonić i powiedzieć, o co chodzi? Natomiast ja bardzo mocno obwiałam się, że mówiąc delikatnie odeśle mnie na drzewo. Tak się jednak nie stało, a jedno mądre zdanie zdjęło mi kamień z serca. Jaki z tego wniosek? Nie zapadaj , nie pisz żadnego scenariusza. Najwyższy zrobi to lepiej nie raz przy tym zaskakując .
