„Oto nasz Pan przyjdzie z mocą i oświeci oczy sług swoich” to aklamacja, która mocniej dotknęła mi serca przed Ewangelią czytaną dzisiaj w kościele na Mszy Świętej roratniej. I ją też zapisałam sobie, jako fragment do rozważania w ramach zdecydowanie świetnej i wartej przypominania incjatywy #życiezesłowem, w której Magda Urbańska zaprasza do tego, by czytać Czytania z danego dnia. I zapisywać jedno lub dwa zdania, które mocniej dotknęło mojego serca. Wracam do tego zdania w modlitwie, gdy dziękuje za kolejny dzień i patrzę na to czy, i na ile dałam się prowadzić temu Słowu.
Moc, z jaką Jezus przychodzi do człowieka nigdy nie ma na celu jego poniżenia, umniejszenia, nawet jeśli nawrócenie i oczyszczenie z tego wszystkiego, co było grzechem, zaniedbaniem wynikającym z ludzkiej, słabej i grzesznej natury boli. Jednak ten ból, choć nie raz bardzo duży prowadzi do odzyskania tego najważniejszego wzroku, bo naszej duszy. Światło Chrystusa nie oślepia, jest go na tyle dużo, że dzięki jego mocy każdy, kto pozwoli się prowadzić Bożemu światłu widzi oczami duszy kolejny odcinek drogi, by go przejść bezpiecznie nie robiąc sobie krzywdy na sercu.
Adwent to szczególny czas dany nam przez Kościół w Jego wielkiej mądrości i trosce o człowieka. Po to, by w codziennym zabieganiu, przebodźcowaniu i całą listą spraw, którą powinien zrobić koniecznie na wczoraj, zatrzymał się. Znalazł dłuższą chwilę na modlitwę, wcześniejszą, spokojną spowiedź, Mszę Świętą częściej niż w niedziele. „Problemy i trudności będą w życiu zawsze, ale Boże światło także” miejmy odwagę zarówno o nie prosić, ale i gotowość, by za nim iść. Duch Święty z pewnością nam w tym pomoże. Nie tylko w adwencie. Ą
