Radość jest jednym z owoców Ducha Świętego, choć nie ma ona nic wspólnego z duchowym hurra ani duchowymi fajerwerkami, bo są one na krótko. I tak, jak pojawiają się nagle, tak też i szybko znikają.
Z radością, jeśli pochodzi ona od Trzeciej Osoby Trójcy Świętej jest zupełnie inaczej, bo można ją odczuwać na poziomie serca. I to wcale nie oznacza, że wszystko będzie w życiu duchowym szło lekko, łatwo i przyjemnie. Może być wręcz przeciwnie- trudności może bardzo wiele.
Moje doświadczenie głębokiej radości, która jest owocem Ducha Świętego związane jest z coraz większym odkrywaniem Bożej obecności w sakramentach świętych. Niemal na poziomie dziecięcego wow.
I chociaż nie klękam u kratek konfesjonału z radością,(co z resztą byłoby pisząc dość delikatnie dziwne), bo mam świadomość własnej grzeszności i słabości. To już fakt, że mimo najczęściej heroicznej walki duchowej, jaką o spowiedź toczę z rogatym, (kto tego doświadczył ten wie, o czym piszę), wygrałam ją, i idąc do konfesjonału nie uciekłam, gdzie pieprz rośnie jest już wielkim powodem do radości.
A walkę tę wygrałam nie sama, lecz wsparta łaskami Bożymi. I liczba mnoga nie jest tutaj pomyłką, bo za świętą Teresą będę powtarzać, że wszystko nią jest. Zarówno dobra spowiedź ( a zapewniam, że jest ona możliwa), jak i modlitwa o nią, bo proszę o nią tylko moją przyjaciółkę.
Msza Święta też nie jest „zwykła”, bo żadna Msza Święta taka nie jest, jeśli ją traktujemy na serio. Jest to uczestnictwo w Męce, śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa. I to Jezus jest żywy i realnie obecny w moimi sercu za każdym razem, gdy przyjmuje Go w Komunii Świętej. A Msza Święta jest Zaproszeniem od Niego, by w tym, co najważniejsze uczestniczyć. Żywa i realna obecność Pana w moim sercu jest powodem do niewypowiedzianej jego radości, która najczęściej zamienia się w dziękczynienie.
Pytanie, czy umiemy się cieszyć, a może i wzruszyć tak głęboko Bożą obecnością w sakramentach świętych. Może warto przed Zesłaniem Ducha Świętego prosić i o radość i o wzruszenie?
