Po zatrzymaniu księdza przez policje wybrzmiewają mi w sercu słowa aktu żalu z niedzielnej Mszy Świętej: „Jezu. Dobry, Pasterzu, który szukasz zagubionych owiec, zmiłuj się nad nami”.
Zagubioną owocom, która upadła, zbłądziła, pogubiła się jest zarówno ksiądz, który zgrzeszył i złamał prawo, bo każdy grzech niezależnie, od tego kto go popełnia jest ludzkim upadkiem i dramatem, raniącym przede wszystkim Chrystusowy Kościół, a przez to osłabiającym Jego duchową kondycję.
I w żadnym wypadku nie zamierzam pochwalać ani popełniania grzechu, ani tym bardziej łamania prawa.
Za nim jednak zbierze się zadziwiająco duży tłum niczym faryzeusze gotowy do tego, aby tak, jak oni rzucić kamieniami w księdza, który się ewidentnie pogubił kamieniami. A tym samym symbolicznie go potępić, odsyłam do Ewangelii Świętego Łukasza o Zacheuszu. I tego, że Jezus wyrażając chęć przebywania ze zwierzchnikiem celników, którym był Zacheusz i zjedzenia z nim posiłku, wyraża akceptację dla grzesznika. Natomiast nigdy Jezus nie akceptował grzechu.
Zacheuszami w mniejszym lub w większym stopniu jesteśmy wszyscy, bo wszyscy ( poza Matką Bożą i Panem Jezusem) przez grzech pierworodny mamy pękniecie na sercu, które sprawia, że mamy większą skłonność do popełniania grzechu niż czynienia dobra. I ani księża, ani świeccy, ani siostry zakonne nie są wolni od doświadczenia grzechu.
Zagubionymi owcami jesteśmy po części my- parafianie, bo nie powinniśmy dowiadywać się o upadku wikarego, który posługiwał w parafii w taki sposób. Na zasadzie przysłowiowej poczty pantoflowej, bo jeden drugiemu powiedział, niemal jak ciekawostkę.
Jeśli jest odwaga, otwartość do tego, aby dzielić się z parafianami informacjami o inwestycjach, jakie zostały wykonane na rzecz parafii to niech ona będzie także wtedy, gdy jeden z Was kapłanów upadnie. Nie po to, aby go potępić, bo tego nam czynić nie wolno, sami jesteśmy grzesznikami.
Chcemy i mamy prawo o takich sprawach wiedzieć od naszych pasterzy. To my wierni także stanowimy Kościół. Nie tylko wtedy, gdy dajemy ofiarę na rzecz utrzymania parafii. I od razu odpowiem na pytanie, które części z nas ciśnie się na usta: proboszcz nie jest od utrzymania parafii, ale od zarządzania nią. Jej utrzymanie powinno leżeć po stronie parafian. Oczywiście na miarę ich możliwości. Chcemy Was w budowaniu Kościoła wspierać trochę więcej niż modlitwą, choć od niej powinno wszystko, co dobre się zaczynać. Warto, żebyście trochę częściej słuchali naszego głosu niż przy okazji kolędy, która najczęściej jest na chybcika, czego żałuje.
Mając odwagę powiedzenia o Waszych zmaganiach i trudnościach zyskujecie nasz prawdziwy (a nie wymuszony ) szacunek z racji pełnionego urzędu i zaufanie.
Jako parafianie jesteśmy zagubionymi owcami po części, bo Jezus Dobry Pasterz jest z nami. A On jest wierny Swojemu Słowu, zawsze.
