Czas wizyty duszpasterskiej popularnie nazywanej kolędą to moment, gdy w „mojej”parafii Mszę Świętą wieczorną odprawia emerytowany kapłan. A przed Jej rozpoczęciem i nierzadko po zakończeniu sprawowania Najświętszej Ofiary posługuje także sakramentem spowiedzi.
Niby nic w tym nadzwyczajnego, bo przecież do sprawowania sakramentów świętych i głoszenia Słowa Bożego został powołany każdy kapłan. I to prawda.
Kto nie prosił o posługę sakramentu spowiedzi, (bo bardzo jej potrzebował, albo stały spowiednik ma dyżur w konfesjonale raz w tygodniu, a ty nie chcesz dalej trwać w grzechu), ten nie ma zupełnie pojęcia o tym, jak wielka walka duchowa dzieje się w sercu tego, kto ma odwagę o nią prosić.Trzeba ją mieć bardzo dużą, bo rogaty zrobi bardzo dużo, by ta niby zwykła prośba była dla kogoś duchowym Everestem.
I kiedy po raz kolejny widzę osoby klęczące przed podejściem do konfesjonału i proszące w cichości serca o łaskę dobrej spowiedzi, to uśmiecham się w duchu z radością i wdzięcznością Bogu za każdy czyjś powrót do Niego.Tym jest przecież każda spowiedź. Prosząc o łaskę dobrej, spokojnej spowiedzi dla tej osoby. I potrzebne siły i łaski dla spowiednika.
„Uzdrowienie fizyczne jest ważne, ale dużo ważniejsze jest uzdrowienie duchowe.” Prośmy z odwagą i wytrwałością, by nigdy nie zabrakło nam odwagi do tego, aby wracać do Boga w sakramencie pokuty i pojednania. Tyle razy, ile będziemy potrzebować.
