Najbliższa niedziela to siódma już, Niedziela Słowa Bożego. To bardzo dobra okazja do tego, aby zadać sobie po raz kolejny pytanie: czy do Słowa Bożego wracam, by w Nim szukać odpowiedzi na to, co jest dla mnie trudne? I gdy nie wiem, co zrobić w jakiejś sytuacji. A może po Pismo Święte sięgam tylko wtedy, gdy dostanę Jego fragment do rozważenia, jako pokutę przy spowiedzi?
A może to, że do Niego sięgam jest dla mnie tak naturalne, jak oddychanie? Bo to zerknięcie na Słowo Bożemu i Czytania jest dla mnie nieodłącznym elementem dnia, jak kawa rano. I choć mogę jej nie wypić to, czegoś mi brak. I dokładanie taki sam brak, a nawet dużo większy brak odczuwam, gdy do Słowa Bożego nie zajrzę. Nie znaczy to wcale, że trudności codziennego dnia znikną, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki- on wtedy inaczej się układa.
Jakiś czas temu Magdalena Urbańska na profilu swojego bloga zaproponowała, by dzielić się zdaniem lub dwoma, które mocniej dotknęły naszego serca ze sobą na wzajem i udostępniać go pod hasztagiem #życiezeSłowem 📖🔥 w przestrzeni internetowej. Aby było łatwiej do tego zdania wrócić pod koniec dnia warto je zapisać w kalendarzu. To dobry sposób, żeby zobaczyć czy w jego trakcie szłam za Słowem czy wręcz przeciwnie. Wracam do tego zdania, gdy modlę się na koniec dnia i robię rachunek sumienia.
Takie systematyczne zapisywanie zdania lub dwóch przez dłuższy czas pokazuje, jak bardzo konkretnie, co mi w duszy i sercu gra.
Zapraszam do #życiezeSłowem 📖🔥, bo zawsze jest dobry moment na to, by zobaczyć, co Jezus chce nam powiedzieć. To od nas zależy czy spróbujemy.
