inspracje

Kiedy ostatnio zapytałeś się na modlitwie, jakiego daru Ducha Świętego potrzebujesz na tu i teraz. Może warto spróbować to zmienić?

19 września 2025

Przeglądając Instagram, by poszukać inspiracji (tak media społecznościowe mogą być źródłem dobrej inspiracji) do napisania kolejnego tekstu, na jednym z obserwowanych przez mnie kont pojawiło się pytanie: „Jakiego daru Ducha Świętego potrzebujesz na tu i teraz?’ To pytanie z pozoru proste, ale mające też w sobie drugie dno, pozwoliło mi włączyć przycisk: ZAPYTAJ.”

Kogo, i w jaki sposób powinnam zapytać to oczywiste, jak dla mnie idee Platońskie. Najpierw pierwszą Osobą, którą powinnam pytać jest Jezus. A najlepszym sposobem na zadawanie Jemu pytań jest modlitwa.

Niby proste i oczywiste w teorii, owszem. Z praktyką już nie jest tak prosto, lekko, łatwo i przyjemnie. Dlaczego? Mogą się w nas pojawić obawy, że w momencie, w którym zaczniemy pytać o to jakich darów Trzeciej Osoby Trójcy Świętej potrzebujemy, zaczniemy się na Jej działanie stopniowo otwierać. A wtedy to już mamy, niemal jak w szwajcarskim zegarku pewność, że nasze dotychczasowe życie zostanie zupełnie wywrócone. Nie zawsze i nie w każdym przypadku tak jest.

Tym czego możemy się obawiać ze strony Ducha Bożego jest brak schematów w Jego działaniu, bo nie da się Go wcisnąć w żadną ramkę, podstawić do wzoru niczym matematyczne równanie  ( na szczęście!). A to, co nowe, nieznane bardzo często budzi lęk.

I choć z nim  zawsze możemy iść do Jezusa, po to by prosić Go, żeby pomógł nam przez to, co jest dla nas trudne i bolesne, przejść. By wtedy trzymał nas za rękę. Brzmi, jak bajka dla dorosłych? Tak, jeśli mam obraz Jezusa odległego, dalekiego w niebie. Zupełnie inaczej na to spojrzymy, gdy bardzo na serio weźmiemy Jezusowe słowa, które mówił do Świętej Faustyny: „Mów do mnie po prostu, jak przyjaciel z przyjacielem. No, powiedz mi dziecię moje, co cię wstrzymuje na drodze do świętości?  (Dz. 1487)[1].

I absolutnie nie mam tutaj na myśli tego, że Jezus objawi się nam tak, jak Świętej Faustynie. Chodzi mi  o to, że On, tak jak chciał być obecny w każdej przestrzeni jej życia tak, chce być obecny i w naszym. W pełni, a nie tylko w jakimś jego fragmencie, bo tu czy tam Go nie wpuszczę.

Z Duchem Świętym możemy mieć też problem, że od  momentu bierzmowania odstawiliśmy Go na półkę. I zupełnie, jak Anioł Stróż czeka na niej bardzo dawno nie proszony o pomoc, zbierając kolejne warstwy kurzu i pajęczyn.

Warto odnowić i odświeżyć z Nim kontakt. Na początku warto Go poprosić o otwarcie swojego serca na światło Ewangelii przed rozpoczęciem każdej Mszy Świętej, w której chcemy dobrze i pobożnie uczestniczyć. Z pewnością się ucieszy.  I przyniesie to dobre owoce w codzienności.

[1] M.F Kowalska. Dzienniczek. Miłosierdzie Boże w duszy mojej. Wydawnictwo  PROMIC s. 418.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.