Fragment z Księgi Wyjścia z niedzielnej Liturgii Słowa: „Mojżesz widział, jak krzew płonął ogniem,ale nie spłonął od niego” to sama esencja tajemnicy powołania kapłańskiego i zakonnego.
I odpowiedz na pytanie: skąd powołani przez Jezusa do tergo trudnego, ale i pięknego zadania czerpią siły, by każdego dnia podejmować je po raz kolejny ?
Odpowiedz wbrew pozorom nasuwa się sama. I jest bardzo prosta: spójrz im w oczy. A tam ją zobaczysz: głęboką radość, jaką daję odpowiedz na Boże zaproszenie, odwagę, gotowość do tego, aby iść za Tym, który zaprasza.
I zapewne uruchomi się cały chór krytycznych głosów mówiących, że idealizuje, przypinam aureole księżom, czy siostrom zakonnym. Choć na tych, którym symbolicznie ją przypinałam po ludzku się nie zawiodłam. I oni sami w myśl dobrze rozumianej pokory aureole zdejmowali z głowy.
A największą ich pokorę odsłaniał mi Pan Jezus w konfesjonale, gdzie to Jego działaniu dają pierwsze miejsce. Także niemal z otwartą buzią trwałam w dziecięcym podziwie połączonym z zachwytem, że tak można. A siostry zakonne pokorę pokazują w swojej cichej, serdecznej obecności, otwartości do tego, by dzielić się tym co mają z potrzebującymi.
Być może zaraz pojawią się komentarze, że mam szczęście, że akurat takich przedstawicieli stanu zakonnego i kapłańskiego spotykam na swojej drodze. Spotykam rzeczywiście w większości „przypadków” właśnie takie. A te trudniejsze, jak i te dmuchające mi w duchowe (i nie tylko) skrzydła ogarniam modlitwą.
