Jutro przypada pierwsza rocznica wyniesienia do chwały ołtarzy Wiktorii i Józefa Ulmów i Dzieci, w tym Dziecka nienarodzonego.
Dlaczego0 jest to tak ważne wydarzenie? Wszak w ciągu wieków Kościół w Swej mądrości dawał nam Osoby ( i wciąż to robi), które czerpiąc siłę z czytania Słowa Bożego, życia sakramentami dojrzewali do tego, by wydać dobry owoc, gdy przyjdzie godzina próby. Dlatego, że są to błogosławieni odpowiedni na dany na czas, jaki mamy.
I pewnie zaraz odezwą się głosy: czego dzisiaj człowieka dwudziestego pierwszego wieku może nauczyć z pozoru prosta, wielodzietna rodzina? Która dzień po dniu swoje obowiązki w modlitwie powierzała Bogu? I mimo, że były one liczne (Wiktoria Ulma mogła co najwyżej pomarzyć o pralce nie mówiąc już o pozostałych udogodnieniach, jakie są w większości dzisiejszych domów), potrafiła zaangażować się w życie lokalnej społeczności ?
Właśnie tego, że błogosławieni to zwyczajni na pozór ludzie. A ich niezwykłość polega na tym, że ewangeliczną przypowieść o miłosiernym Samarytaninie wzięli sobie bardzo na serio do serca. A nie traktowali, jak historycznej „opowiastki,” którą po raz kolejny słyszymy na Mszy Świętej, względnie czytami sami w domu, jako Ewangelię na dany dzień. A przy tym swoją pasją dzielili się z innymi- Józef Ulma to taki Da Vinci z Markowej, czytając liczne samouczki, skontrował aparat fotograficzny, by robić potem zdjęcia nie tylko najbliższej rodzinie, ale także mieszkańcom Markowej, hodował jedwabniki, założył plantację drzewek owocowych, miał swoją biblioteczkę, której bogatym księgozbiorem dzielił się z innymi.
„Święci i błogosławieni to ludzie z krwi i kości. Czas zdjąć ich z chmur”
