Kilka dniu temu usłyszałam zdanie, które nie daje mi spokoju, powracając niczym bumerang z coraz większą siłą. Stawiając mi pytanie oto, czy mam prawo narzekać, krytykować decyzję biskupów, jeśli się za nich nie modlę.
Do modlitwy wzajemnej modlitwy jedni za drugich jesteśmy wezwani na wzór Samego Pana Jezusa. Pytanie tylko, czy to wezwanie traktuje na serio, czy mam głęboko w nosie tym bardziej, gdy nie interesuje się sprawami mojej archidiecezji uważając dość mylnie, że mnie one nie dotyczą.
Ale czy rzeczywiście? Przecież za kondycje Kościoła rozumianego, jako mistyczne Ciało Chrystusa jesteśmy odpowiedzialni wszyscy. Nie tylko wtedy, gdy Go osłabiamy i ranimy przez nasze grzechy. Także wtedy, kiedy nie wspieramy Jego pasterzy systematyczną modlitwą.
Nie sztuką jest trwać na modlitwie za Księdza Kardynała, biskupów pomocniczych, kiedy ona nic albo niewiele kosztuje. Zupełnie inny jest trud w nią włożony, gdy nie zawsze zgadzam się z decyzjami przez nich podjętymi. Mój brak zgody na takie, czy inne decyzje przez nich podjęte nie wpłynie na to, że w ramach buntu, czy protestu przestane za nich się modlić.
Dlaczego? Wtedy modlitwę traktowałabym magicznie. Jeśli jej wysiłek podejmuje za pasterzy Kościoła poodejmuje tylko wtedy, gdy zgadzam się z ich decyzjami lub są one po mojej myśli to znaczy to, że modlitwę traktuję na zasadzie nagrody, którą podarowuje Panu Bogu, gdy spełnia to, o co Go proszę. A jeśli nie to w ramach buntu, i tupania jak kilkuletnie dziecko nie podejmuje modlitwy.
Jak pisała w swoim Dzienniczku Święta Faustyna, której wspomnienie liturgiczne będziemy obchodzić 5 października: „Nie ma duszy, która nie potrzebowałaby modlitwy”. Może warto wziąć te słowa głębiej sobie do serca i odmówić choćby Zdrowaśkę? Właśnie za pasterzy mojej archidiecezji. Nie tylko w październiku. Ważne, żeby modlić się szczerze.
