Czerwiec to miesiąc szczególnie poświęcony w Kościele Najświętszemu Sercu Jezusowemu. Przede wszystkim przez litanię śpiewną, ku Jego czci przez cały ten miesiąc. Ale również przez Święto Najświętszego Serca Pana Jezusa o ustanowienie, którego prosił On, Sam. A uczynił to za pośrednictwem siostry zakonnej ze zgromadzenia sióstr wizytek, Marii Małgorzaty Alacoque.
Dla wielu osób wezwania z litanii brzmią delikatnie pisząc dość archaicznie, inne wskazują dość jasno i konkretnie. W niejednym czytelniku może pojawić się pytanie, co mogą pokazywać, na co zwracać uwagę wezwania z litanii do Serca Pana Jezusa? Od dłuższego czasu wraca do mnie bardzo mocno wezwanie: „Serce Jezusa pokoju i pojednanie nasze”. Dlaczego właśnie to ? Bo prawdziwy pokój serca taki, który nie jest iluzją, zapychaniem tego, co jest na jego dnie, możemy znaleźć tylko w Jego, Sercu. Taki pokój, który jest darem Ducha Świętego, którego nieraz doświadczamy w czasie sakramentu spowiedzi. Jednak, jak wszystko jest Jego darem, więc nie otrzymamy go na pstryknięcie palcem, nawet, jeśli dobrze przygotujemy się do spowiedzi. To, że nie zawsze go odczuwamy, nie oznacza w żądnym wypadku, że Pan Bóg nas nie kocha.
Pojednanie, jakie dokonuje się dzięki łasce sakramentu pokuty i pojędrniania, przez posługę kapłańską z Sercem Jezusowym, które zostało zranione przez grzech, ze wspólnotą Kościoła i samą sobą. Serce Jezusa to nie jest jakaś „opowiastka” sprzed wielu lat. Ono jest żywe, bijące, a jeśli tak to i czujące. A Jego centrum jest, Jego Kościół. A jeśli tak to klękając u kratek konfesjonału mówię, że: ‘Odwróciłam się od Serca Jezusowego przez/ Zasmuciłam Jezusowe Serce” i tu wymieniam to, co było moją słabością, grzechem, niewiernością. I nie, nie zmieniłam formułki, jakiej już dość dawno nauczyłam się przed moją pierwszą spowiedzią. Dlatego, że mi ta wyuczona znudziła się, czy przestała pasować. Zmieniło się moje postrzeganie grzechu i tym, czym on jest. Rzeczywiście, jest on raną sprawiającą ból, przeszkodą, która mnie oddziela od Serca, które także i mnie umiłowało do końca. Może mam mylne wyobrażenie związane ze sformułowaniem: „Obraziłam Pana Boga,” niczym groźny Sędzia strzelający focha, który zamiast cieszyć się z tego, że Jego dziecko chce zawrócić ze ścieżek, które nie służą mojemu dobru, gotów się na mnie obrazić, gdy złamałam Jego przykazania.
Może zamiast marudzić, że Litania to najchętniej do przysłowiowej szuflady, bo wiele z określeń w niej użytych jest już archaizmami, a co za tym idzie nie rozumiemy tego, co śpiewamy, sięgnijmy do słownika lub poszukajmy jej uwspółcześnionej wersji. Możemy dużo zyskać.
