Kiedy moja przyjaciółka w swoim felietonie napisała, że nowenny czy litanie są na ten moment dla niej nie do przejścia, są jakiegoś rodzaju trudnością, to uśmiechnęłam się do tego, czym zechciała się podzielić. To bardzo dobrze pokazuje to, z czym sama się zmagałam przecież jeszcze nie tak dawno, a co pozwoliła mi przezwyciężyć mądra i bardzo cenna rada stałego spowiednika. I to, że miałam odwagę za nią pójść.
5 ego października w Kościele wspominamy Świętą Faustynę Kowalską, apostołkę Bożego miłosierdzia. To właśnie tej prostej, pokornej zakonnicy Jezus podyktował Koronkę do Bożego Miłosierdzia, przez zwykłą siostrę zakonną, przypomniał światu o Jego orędzie, chciał, aby zostało ustanowione jego święto. A jego kult docierał do najdalszych zakątków świata.
W ósmy przed ostatnim dniu nowenny do Świętej Faustyny prosimy o to, aby sakramenty święte były miejscem spotkania z Jezusem i miłości do nich. Szczególnie Eucharystii. A także o to, by nie pozostawiać po przyjęciu Jezusa w Komunii Świętej samego, żeby wejść z Nim w rozmowę w swoim sercu, a nie obchodzić się, jak z Kimś obcym i martwym. Na co sam Zbawiciel w rozmowie żali się Sekretarce Bożego Miłosierdzia.
Może warto nad tym się zastanowić, jak patrzę na sakramenty święte? Nie tylko Mszę Świętą, ale także sakrament namaszczenia chorych, spowiedzi świętej? Czy są one dla mnie miejscem, w którym spotkam rzeczywiście realnie Jezusa? Warto się nad tym dłużej się zatrzymać, choćby przy codziennym, wieczornym, ignacjańskim rachunku sumienia.
